Daily Archives: April 14, 2015

Miejsce.

                  W sobotę wieczorem pojechaliśmy do naszej ulubionej, marokańskiej restauracji. Restauracja położona jest niedaleko naszego domu, ale ponieważ ja do niej nie dojdę, wzięliśmy autobus. Innym, istotniejszym być może powodem było to, że chcieliśmy się napić pysznego, marokańskiego wina.

                 Jedzenie, jak zwykle było smaczne, obsługa bardzo przyjemna, przyciemnione światła oraz nienatrętna, cudna, arabska muzyka.

Żyć nie umierać.

               Po jedzeniu postanowiliśmy spalić kalorie idąc na spacer. W ten sposób doszliśmy do kolejnego przystanku autobusowego. Stały tam trzy jednoosobowe ławeczki. Jedna wolna, a więc ja z przyjemnością i z ulgą na niej usiadłam. Ufff.


Kiedy to zrobiłam dwoje młodych ludzi, siedzących na sąsiednich ławkach, spontanicznie zerwało się z miejsc ustępując je mojemu mężowi. Ten, ewidentnie zaskoczony, wymamrotał z trudem jakieś tam podziękowanie i usiadł. Zdesperowany. Totalnie.

               Przez całą drogę się nie odzywał, w domu również nie, co wierzcie mi, jest absolutnie dla niego nienormalne. I co się okazało?

No co?

               Otóż mój mąż jeszcze nigdy w życiu nie został w taki straszny sposób upokorzony. UPOKORZONY. Jeszcze nigdy, nikt, nigdzie nie ustąpił mu miejsca. Nigdy przenigdy.

Pora jednak umierać.


                Człowiek jest prawie w depresji. Na szczęście dzisiaj rano wyjechał na dwa dni do Holandii na ważne spotkanie. Są tam znacznie starsi od niego ludzie, a więc mam autentyczną nadzieję, że jakoś się pozbiera i dojdzie do siebie.

Oby.