Muzyczny orgazm.

         No to jest po prostu cudo.


     Można sobie siedzieć na własnej sofie, nawet w kapciach i w piżamie, w ciepełku, popijać to co się chce i z kim się chce, a najlepsi muzycy grają, grają i grają. Niedawno tak się zasłuchałam, że prawie straciłam rachubę czasu.

Taki orgazm muzyczny zdarza mi się nieczęsto. A szkoda. Wielka szkoda.

Żyć nie umierać.


The Berliner Philharmoniker

 

 Z serca polecam.

 

P.S.

               Aaaa….zapomniałam dodać, że można także w czasie koncertu smarkać, kaszleć, kichać, gadać czy , o zgrozo, rozmawiać przez telefon. I nikt się nie gorszy.



Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s