Daily Archives: March 25, 2017

Kliku, kliku……

Stary pryku. No bo co tu pisać?


                  Czuj
ę się źle, a nawet gorzej. Sytuacja z moimi plecami jest, bez dramatyzowania, tragiczna.
Operacji nie będzie.

Po raz kolejny odwołaliśmy przyjazd do Polski. I co?

                   Ano rozpacz, smutek i współczucie? Słowa, maile i telefony pocieszenia? Przykro im? Akurat. Dream on it.


Usłyszeliśmy:

– aaaa…….. to mogę planować bez przeszkód swoje wakacje. Ano możesz i powodzenia. Siostro jedyna.


Albo na zaproszenie rodziny męża w zamian do nas:

– a wiesz jak to daleko? Nie, nie mamy pojęcia, gdyż do tej pory jak te gupki regularnie przejeżdżaliśmy te 1352km zupełnie nie mając o tym pojęcia.

Albo:

– ale to musiałbym wziąć urlop, a z tym w mojej pracy ciężko. Sam wiesz. Tak ciężko, że w ubiegłym roku brat i bratowa męża polecieli do Portugalii i Hiszpanii, pojechali nad polskie morze i na dwa tygodnie na Ukrainę. Dobry Bóg ich pokarał jazdą autobusem 20h tam i 24h z powrotem. Dobrze im tak.

                    Rodzina zachowuje się jakbyśmy mieli dżumę, aids i cholerę razem. A nie mamy. Mamy “tylko” RZS. I nie, ja nie potrzebuję pomocy. Kiedy sobie nie radzimy np. z porządkami czy z ogrodem to stać nas na wynajęcie naszej Anety. Aneta przychodzi chętnie, gada nieustannie, ale sprząta rewelacyjnie. Constantin czuje się w naszym ogródku jak we własnym. I po problemie. Na dodatek zachowujemy się przyzwoicie, nie mlaskamy, nie gyrcamy* i nie puszczamy bąków. Ok, puszczamy i gyrcamy, ale nie publicznie.


                    Z tego co wiem to goście czują się u nas świetnie. Potrafię dobrze gotować i znamy się na winach. Jesteśmy elokwentni, wykształceni, wielojęzyczni. I skromni, rzecz jasna.

Nie śmierdzimy. Wręcz przeciwnie; wydajemy całkiem sporą kasę na dobre zapachy.

Ja nikogo nie epatuję swoją chorobą. Niepytana nie opowiadam o swoich cierpieniach, bólach i operacjach. W końcu po to mam bloga. Naprawdę nie ma się czego bać.

 

                 Piszę to jako osoba sfrustrowana i zawiedziona? Tak, jak najbardziej tak. Chyba pójdę w poniedziałek na jakieś szmatowe zakupy, albo zetnę jakieś drzewo. Najlepiej u sąsiadów.

gyrcać – to śląska gwara i znaczy, że się komuś nieprzyjemnie odbija po jedzeniu. Używam stale ponieważ mi się to słowo podoba.

P.S.
Proszę, nie róbcie tego chorym ludziom. Dobre słowo jest praktycznie za darmo, a wartość ma ogromną.