Zu Hause.

                 Jechaliśmy do domu znacznie krócej niż do Freiburga. Te cholerne korki. Najgorzej, rzecz jasna, w Brukseli:(


Ach ci Niemcy! Za jedyne 80 euro od osoby wraz ze śniadaniem (!) otrzymaliśmy piękny, duży i przestronny suite. Jak zwykle czysty i cichy. Super.

                      Jako, że żadne z nas nie kuma nic, a nic po niemiecku z prawdziwą przyjemnością zauważyliśmy jak bardzo poprawia się znajomość języka angielskiego u Niemców. Kiedyś był to spory problem, a teraz praktycznie pikuś. Świetnie i do naśladowania. Poprawia się także, tak bardzo ciężkostrawna i mało finezyjna, narodowa kuchnia. Do flamandzkich standardów wprawdzie ciągle im daleko, ale progres się liczy.

                     Z przykrością jednak napiszę, że żarcie na imprezie było naprawdę paskudne, chociaż restauracja nie sprawiała wrażenia byle jakiej czy taniej. Ale co tam, ważne że spotkaliśmy ludzi oraz ich entourage, których naprawdę bardzo lubimy. Za to lokalne wina były całkiem, całkiem niczego sobie. Nawet sobie przywieźliśmy parę butelek do domu. Cieniem nad całym wieczorem kładł się bardzo zły zdrowotnie stan obu matek naszych przyjaciół. Nawet istniała poważna obawa, że impreza jednak nie dojdzie do skutku.

                 Wielkie brawa dla niektórych gości. Dzieci urodzone, wychowywane i kształcone w Niemczech mówią po polsku i to nie gorzej niż Polacy mieszkający w kraju.

No i oczywiście czuję te kilometry w kościach, szczególnie w kręgosłupie. Prosto mówiąc zdycham sobie i z powodu przymusowej pozycji leżącej staję się wiernym kibicem piłkarskim.

History repeats.



Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s