Daily Archives: June 11, 2019

Listonosz.

Męża nie było przez 10 dni. Dużo za dużo jak dla mnie.
Nie byłam sama, ale byłam samotna. Poumawiałam się, pozapraszałam, poodwiedzałam. Miałam co czytać i co oglądać. Jako zapalona miłośniczka tenisa obejrzałam sporo meczy na „Rolland Garros”. Wygrał, niestety, Nadal. Miałam także dobrze zaopatrzoną lodówkę. Żyć nie umierać.

Miałam wszystko co potrzebne, a jednak……. . Czułam się bardzo samotna.

W nocy słyszałam każdy szmer, każdy hałas i każde skrzypnięcie.

Podczas jednej nocy rozszalał się tutaj sztorm, a w mojej głowie szalały różne fragmenty horrorów dziejących się dokładnie podczas takiej pogody. A niech to.

Z zemsty na nieobecnym kupiłam sobie parę szmat. Zupełnie, ale to zupełnie niepotrzebnie. A co, niech ma. Dobrze mu tak!

Efekt? Żałosny. Mąż nie zauważył, że występuję w nowej bluzce na cześć jego przylotu do domu.

Oczywista oczywistość przestała być taka oczywista, a zorganizowane i strukturalne życie przestało nim być.

Zniknęła gdzieś chęć do robienia czegokolwiek. Ot, witaj prosty i nieskomplikowany żywocie zgodny z zasadą “go with the flow”.


Nie tylko ja czułam się osamotniona. Super kinetyczny i nadzwyczaj wesoły psiak przez pierwsze dni leżał smutny na wycieraczce pod drzwiami. Na dodatek, ponieważ Hector (jak do tej pory) nie zna się na markach samochodów, reagował entuzjastycznie na widok każdego auta. Śmieszny, ale także smutny i chwytający za serce widok.

Samotności, jakaś ty przeludniona”! (S.J.Lec) No właśnie.

P.S.
Czasami naprawdę żałuję, że się nie związałam na ten przykład z listonoszem. Byłby wcześnie w domu i z całą pewnością nie latałby na ten przykład do Chin.