Les vacances sont finies I.

Wróciliśmy do domu.

Zacznę od najważniejszego czyli od przyjemności dla ciała jaką jest oczywiście jedzenie. O kuchni francuskiej napisano setki pochlebnych elaboratów. I to wszystko prawda. Pogoda, wiatr od oceanu, słońce, lata kultywowanej tradycji oraz zamiłowanie do biesiadowania wyprodukowały to rewelacyjne żarcie Jesteśmy ciekawi i otwarci na świat, a co za tym idzie otwarci na nowe, nieznane smaki. Eksperymentuję sporo w kuchni. I chociaż w Bretanii byliśmy już po raz trzeci odkryliśmy zupełnie nową kombinację; wchodząc do restauracji mieliśmy ochotę na coś rybnego; przy sąsiednim stoliku ludzie zajadali się z wielkim apetytem. Zapytałam, co to takiego i zamówiliśmy, jak się później okazało typowe danie dla tego regionu: kiszona kapusta z kawałkami ziemniaków gotowana w winie przez co nabrała lekko słodkawego smaku. Do tego były dwa spore kawałki pysznych ryb, a mianowicie łosoś i dorada (google pisze, że to leszcz). Były jeszcze krewetki tygrysie, a wszystko zalane śmietankowym sosem. Pyszne. I pomyśleć, że jeszcze tydzień temu nie przyszła by mi do głowy tak raczej dziwna kombinacja. Szkoda, że nie mogę tej potrawy przygotować dla naszych tutejszych przyjaciół. We Flandrii bowiem generalnie kapusta kiszona to śmierdzące świństwo dobre tylko dla grubych Niemców. No cóż, „co kraj to….swoista głupota”.

Francuzi to ludzie chyba najgrzeczniejsi na świecie. Mało kto się nie ukłoni pozdrawiając typowym bonjour. I chyba się nie mylę pisząc, że wprost uwielbiają psy. Nagadałam się, po francuskiemu, za wszystkie czasy i ku mojej wielkiej radości właśnie dzięki Hectorowi. Wielokrotnie słyszeliśmy pod adresem właśnie naszego psa: Comme il est beau/ joli/ mignon (dla tych co nie parlują– jaki on ladny, śliczny, czarujacy.. I chyba mogę być troszkę dumna z siebie, gdyż nie wszyscy zorientowali się, że nie jestem Francuzką. Chodziliśmy z nim na dziką plażę(na inne bowiem psy nie mają wstępu) i nie znalazłam odchodząc naprawdę żadnego papierka czy innego śmiecia i nie wdepnęłam do żadnej kupy, nie słyszałam także żadnych wrzasków czy muzyki. Na bramie obok naszego domu wisiała tabliczka;

Czyli: Mieszkam u mojego psa.

Bardzo chcieliśmy ją mieć u siebie, ale niestety nie znaleźliśmy jej nigdzie.

A propos czystości: tak w zasadzie to wszędzie było czyściusieńko i porządnie. Domy zaś ładne i zadbane. Pojeździliśmy sporo chcąc trochę zobaczyć, a także w poszukiwaniu tej biedy i tych strasznych warunków życia o których ponownie trąbią Les gilets jeunes.Bezskutecznie. Żółte kamizelki odpoczęły po wakacjach, podjadły i popiły wina i ponownie ruszyły destabilizować kraj. Ależ ten Macron ma cierpliwość!

Ceny w sklepach niestety belgijskie, ale za to w knajpach o jakieś 30% taniej. Podobnie rzecz się ma z cenami domów. Bajka.

A suivre.

6 thoughts on “Les vacances sont finies I.

  1. Dziwne połączenie smaków, niespodziewane. Ale, że dobre? Jeszcze dziwniejsze. A co smakowało Hectorowi? Wszak on jest najważniejszy 🙂
    Dobrze, że jesteś zadowolona z wyjazdu, że odpoczęłaś. Bardzo podoba mi się tabliczka na bramie 🙂

    Like

    1. Nie tylko dobre, ale wrecz przepyszne……..chociaz watpliwosci mielismy sporo.
      Hector jada tylko sucha karme.. Biedactwo nie zna innego jedzenia wiec mu smakuje. Jako bonus dostaje codziennie suche, cienkie kielbaski z polskiego sklepu.

      Liked by 1 person

Leave a Reply to bognna Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s