Les vacances sont finies II.

Wystawiam tej Francji prawdziwą laurkę. Ale nic na to nie poradzę, że mi się tam prawie wszystko podoba. Nie podoba mi się, że odbierając telefon się nie przedstawiają tylko mówią durne „allo”. Już jako bardzo, ale  bardzo młoda dziewczyna chciałam tam mieszkać zupełnie nic o tym kraju nie wiedząc. Co mądrzejsi ludzie znacząco pukali się w głowę. Na studiach mój aktualny mąż mi obiecał, że mnie do tej Francji zawiezie i słowa dotrzymał aczkolwiek w naszych studenckich latach legalny (inny nie wchodził w rachubę) wyjazd na ten cudny zachód był bardziej science fiction niż aktualnie wylot na księżyc. Dodatkowo mąż pochodzi z niezwykle skromnej finansowo rodziny, utrzymywał się sam z renty po ojcu i ze stypendium naukowego. Cała ta sytuacja pogrążała jeszcze bardziej tę obietnicę w oparach absurdu.

Lubię atmosferę tego kraju. Lubię to jak ludzie się zachowują i jak się do siebie odnoszą, lubię także to, że są przyjaźni i rozmowni, ale nie teatralni i gadatliwi jak np. Włosi. Nie seplenią także powszechnie jak Hiszpanie co doprowadza mnie (to seplenienie znaczy się) do prawdziwej rozpaczy. Nie są głośni jak Niemcy i nie przeklinają tak powszechnie, prymitywnie i prostacko jak Polacy.

Nie muszę dodawać, że te opinie są skrajnie subiektywne i, że  nie mam żadnych dowodów na ich  udowodnienie.

Na dodatek, dopisała nam pogoda i nastroje. Nie pożarliśmy się ani razu. Nie skomentowałam wcale tego, że mąż chodził w galotach (takich ¾) i w sandałach. Koszmar. Taki strój nawet z postawnego (188m wzrostu/90 kg w faceta robi straszydło i komedianta. Co dopiero robi z tych niższych i grubszych nawet nie potrafię opisać. Do pełnego kompletu dodałabym jeszcze rozchełstaną koszulkę polo w poprzeczne paski pociągająco podkreślającą powabne brzuszysko lub ewentualnie podkoszulek jaki nosił Onslow w „Keeping up  Apeerances „ ( nie znam polskiego tytułu), a także czapkę z daszkiem założoną odwrotnie. Na szczęście tego typu szmatom mówimy  u nas zdecydowane NIE. Zignorowałam także jego komentarze, że wyglądam zbyt elegancko jak na wakacje co jest kompletną bzdurą i oznacza całkowitą ignorancję w temacie mody .

Nie publikuję żadnych zdjęć z Plevenon i z okolicy. Na Googlu są ich dziesiątki na dodatek dużo lepszych niż moje.

Chociaż może dodam jedno:

Przedstawiam naszą super pociagajacą sasiadkę.

O tym co się fatalnie spieprzyło na tych wakacjach napiszę w następnym poście. Chociaż kto mnie chociaż troszeczkę zna łatwo się domyśli o co chodzi.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s