Nadzieja.

Jest.

Powoli, ale jednak otwierają się granice pomiędzy krajami. Nasze zabukowane wakacje na przełomie sierpnia i września prawdopodobnie dojdą więc do skutku. Z naciskiem na prawdopodobnie.
Mam naprawdę dosyć tego prostego, trywialnego życia. Tych rozmów o selerze w zupie (raz za dużo, raz za mało, nigdy w sam raz) i o tym, kiedy znowu będziemy sprzątać. Większych wydarzeń nie zaobserwowałam.

I tak na szczęście mamy ogródek, TV, Netfix, Internet, książki, a także e-ticket do Filharmonii Berlińskiej. Mamy także (dzięki mężowi) co jeść i co pić. Ale…… serce boli wspominając „stare” życie. Nie wychodzimy nigdzie. Ani do restauracji, ani do znajomych, ani do kina, ani na koncert. Nigdzie. Nikt nas nie zaprasza ani my nikogo nie gościmy. To jest, że powtórzę, za mistrzynią „erzac cholera nie życie”. Nie potrafię sobie wyobrazić ludzi, którzy się nie kochają lub chociażby trochę lubią i żyją w lockdown na np. 45m kw. Tragedia. Zycie, to prawdziwe, stanęło w miejscu. W tym całym zdarzeniu najszczęśliwszy jest psiak, gdyż spaceruje kilka razy dziennie i praktycznie nigdy nie jest sam.  Cały czas martwię się o mamę, ale jak do tej pory jest dobrze. Siostra i cała jej rodzina ściśle przestrzegają narzuconych zasad. Wiem jednak, że ostatnie doniesienia z województwa Śląskiego są niewesołe. No i dzięki ci współczesna technologio za SKYPE 😊

Noszenie maseczek próbuję przerobić na zabawę dopasowując ich kolor do koloru ubrania.

Całkiem fajnie to wygląda;(

Mój mąż ochotniczo i z ochotą właśnie wrócił do pracy chociaż nadal może pracować z domu. Wcale, ale to wcale mu się nie dziwię. Gdybym mogła pracować zrobiłabym dokładnie tak samo. To co jest korzystne (a jednak jest coś takiego) to bardzo, ale to bardzo pozytywny wygląd naszego konta bankowego co jest oczywiście skutkiem siedzenia w domu.

Patrzę na naszych sąsiadów. Wielu z nich to emeryci w bardzo zaawansowanym już wieku. W ciągu ostatnich miesięcy większości przybyło kilka lat. Postarzeli się, poszarzeli i jakoś zmarkotnieli. Nawet ci niezwykle rozmowni machają tylko ręką na powitanie i odchodzą. Kluby seniorów nadal zamknięte. A trzeba przyznać, że działają one tutaj prężnie i znakomicie oferując oprócz jedzenia i picia (jak to we Flandrii) całą gamę zajęć. Od fitnessu do kursów komputerowych i językowych. Wycieczki i spotkania okazjonalne. Jedni sąsiedzi należą do chodziarzy. Piękne hobby połączone z nauką. Jeszcze inni partycypują w Uniwersytecie trzeciego wieku. Jeden z sąsiadów jest wolontariuszem w tutejszej szkole, gdzie stara się naprawiać praktycznie wszystko. Jego żona udziela się w domu opieki. ETC….. .

Tego wszystkiego, a także kontaktów z rodzinami i przyjaciółmi nagle zabrakło.

Izolacja sprawia, że coraz bardziej nie chce się żyć i coraz bardziej chce się nie żyć.

10 thoughts on “Nadzieja.

  1. I człowiek rwie się do wyjścia z domu, zaczęłam nawet planować, ba, organizować się na drugą połowę czerwca i, powiem wprost – strach mnie chwycił:( zastanawiam się, czy jadąc z przyjaciółką na tydzień do miejscowości uzdrowiskowej (a po drodze spotykając się z dwiema innymi i zatrzymując na dłużej u czwartej) nie postępuję lekkomyślnie? Mam tyleż samo wątpliwości, co ochoty na ten wyjazd.
    Ale wracając do Twojego postu – zobaczyłam, ile można zaoszczędzić nie wychodząc z domu 😊 a przecież normalnie jemy, nawet sobie dogadzamy, robię różne drobne zakupy przez internet (głównie przyjemnostki dla wnuków, ale nie tylko, np. kupiłam sobie parownicę do prasowania), co chwila jakiś film online czy ebook.
    Zaczęliśmy się już widywać z dziećmi i był moment ‘grozy’, bo ktoś z rodziny synowej otarł się o kwarantannę, na szczęście tylko kilka dni, bo alarm okazał się fałszywy, no ale…
    A swoją drogą, jest sporo prawdy w twoim podsumowaniu…

    Like

  2. My zaczelismy sie “odmrazac” spotkaniami z sasiadami i przyjaciolmi, na razie po 2 pary, byl juz wspolny grill siedzenie w ogrodzie lub na tarasie, mamy za soba dwa wyjscia, ale z tych ostatnich chyba na razie zrezygnujemy, jest “dziwnie”, kiedy kelnerka podchodzi w maseczce i oprocz karty podaje formularz do wypelnienia danych:/ zostaniemy przy kameralnych spotkaniach w 2-3 pary, a wyjazdy bedziemy planowac raczej plenerowo-piknikowe.

    Like

    1. Tutaj knajpy sa otwarte dopiero od dzisiaj, nie wiem wiec jak jest. Wychodze po raz pierwszy w czwartek na lunch z przyjaciolka.
      Pierwsi goscie (4 sztuki) przychodza do nas 20.06. Ustalilismy zasady, ze sie nie calujemy ani na powitanie, ani na pozegnanie.
      To wszystko jest jakie jest, ale zawsze “lepszy rydz, niz nic”.

      Like

      1. Pewnie, ze lepiej, ale ja tesknie do normalnosci, pytanie, czy ona w ogole kiedykolwiek nastapi.
        Ja sie ciesze, jak glipia, bo przyjezdza do naszego biura pracowa kolezanka z filii w Monachium w przyszlym tyg. i tez idziemy cos zjesc, jakies swiatelko w tunelu do normalnosci jest, choc blade jeszcze bardzo.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s