Daily Archives: November 16, 2020

Nieznane ofiary……

……..wirusa. A jest ich niestety wiele i o wielu się zwyczajnie nie mówi. I nie mam tu na myśli np. właścicieli restauracji czy sklepów.

Tak pechowo się składa, że jeden z naszych przyjaciół, na początku września dowiedział się, że cierpi na raka prostaty. Onkolog był uszczęśliwiony, że pacjent tak wcześnie się zgłosił, gdyż było to dopiero I stadium choroby. Lekarz twierdził, że szybka operacja rokuje świetnie i być może uda się uratować nerw odpowiedzialny za wzwód.  Operację zaplanowano a 29. Października. Paul się zorganizował, zaplanował swoją praktykę dentystyczną właśnie do tego dnia i potem dopiero od stycznia. Poszedł nawet do fryzjera, aby „jakoś wyglądać na stole operacyjnym”;(((( 5 dni przed planowanym zabiegiem szpital poinformował, że operację trzeba przełożyć. Na kiedy? Nie wiadomo.
Dlaczego? Za dużo pacjentów z COVID.

No i d*pa zimna. Paul czeka w nieświadomości, w złości i w kompletnej niemocy. Na dodatek praktycznie bez pacjentów, a tymczasem rak sobie rośnie i rośnie. Bez przeszkód.


Idem dito sekretarka męża. 22.11. miała mieć usuniętą złośliwą torbiel na nerce. Czeka do tej pory. Do kiedy? Nie wiadomo. Powód? Ten sam. Bezradność? Również ta sama.

Mojej mamie w Polsce już 2 razy przesunięto termin gastroskopii, wynik której może być istotny dla jej życia. Sytuacja identyczna do tych opisanych przeze mnie.

To są według mnie drastyczne przykłady zabawy w Pana Boga. Ktoś decyduje, który z pacjentów być może umrze, a być może będzie żył. Straszne i zwyczajnie nieludzkie.


Inny przykład, być może mniej drastyczny, ale to nie znaczy, że nieważny.

Przed tym całym pandemicznym zamieszaniem do grupy mojego męża przyleciało troje studentów robić doktoraty. Chińczyk, Japończyk i Brazylijka. Zawsze takich delikwentów brali pod opiekę tubylcy pokazując i tłumacząc jak działa i funkcjonuje kraj. To jest naprawdę bardzo trudne i piszę to także z własnego doświadczenia znaleźć się i funkcjonować w nowej nieznanej rzeczywistości na dodatek nie kumając nic i niczego.  Ze studentami aktualnie nie można się fizycznie spotkać. Tylko i wyłącznie wirtualnie. Do domu wrócić nie mogą. Siedzą więc sami w prawie pustych akademikach.

Litości.

Nieznane ofiary wirusa. A jest ich niestety wiele i o wielu się zwyczajnie nie mówi. Nie wiem czy ktoś kiedyś będzie w stanie policzyć ile ich jest i ile jeszcze powstanie.


I tak wiem, wiem, że opisałam jedynie wierzchołek góry lodowej na dodatek z własnego podwórka.