Gastronomiczna solidarność.

Jako przykładni obywatele robimy bez szemrania to, co nam każą. A jeszcze chętniej to o co nas poproszą.

Restauratorzy (podobnie jak fryzjerzy) pewnie zbankrutują. Wielu z nich przygotowuje menu na wynos. I proszą, aby w ten sposób ich wspomagać. No to wspomagamy, z wielką przyjemnością zresztą.

Tak więc w prawie każdy weekend „chodzimy” do restauracji, które są oczywiście zamknięte.

W ubiegłą sobotę zamówiliśmy, bardzo pyszne zresztą, meksykańskie jedzenie, a ja po raz pierwszy w życiu samodzielnie zrobiłam Mohito. Wyszło naprawdę fajne.


W poprzednią sobotę zaś byliśmy na sushi. Sushi kochamy oboje, a ja dodatkowo uwielbiam ichniejszą zupę zwaną Miso. Mąż przepada za nią średnio, ale się „poświęca”.

A jeszcze wcześniej zamówiliśmy typowe belgijsko – francuskie jedzenie. Kto tej kuchni nie zna niech żałuje.

Dodam, że wspomagamy restauracje w których w normalnych czasach regularnie bywaliśmy.

Zastanawiam się nad przyszłym weekendem. Chodzi mi po głowie kuchnia włoska lub hiszpańska. Mamy to szczęście, że u nas w mieście prawie wszystkie kuchnie świata są dostępne. Boleję nad tym, że nie ma żadnej knajpy serwującej polskie żarcie. Szkoda.


I oto jak proste, łatwe i przyjemne  może być życie. Nawet w pandemii.

12 thoughts on “Gastronomiczna solidarność.

  1. My robimy tak samo, raz w tygodniu, w weekend zamawiamy cos w jednej z naszych ulubionych restauracji:)
    Jak jestem w biurze (2 razy w tygodniu) to caly nasz team zamawia jedzenie na lunch, glownie eko-tajlandzkie, albo wloskie;) Podpisalismy tez umowe z pobliska kantyna (jedne osrodki gastronomiczne, w ktorych mozna usiasc i zjesc, pod warunkiem, ze ma sie podpisana wspomniana umowe), do ktorej chodzimy jak do restauracji z conajmniej 2 gwiazdkami Michelin;) I trzeba przyznac, ze od czasow korony z kantynowego jedzenia awansowali naprawde do dobrej klasy restauracji, sa max. 3 dania + codziennie inna salatka z 2 opcjami “wkladki”-vege lub miesna.
    Biorac pod uwage czas oczekiwania na dostawe, to niektorym wcale tak zle sie nie powodzi, niektorzy pisza juz na swoich stronach, zeby zamawiac co najmniej godzine wczesniej, taki maja ruch;)
    A dzis w pracy mamy Weihnachtsessen, wlasnie wybiaram menu:)

    Like

    1. Weihnachtsessen, to po naszemu “wigilijka”;) Takie pracowe jedzenie w czasie Adwentu, przed swietami;) Oczywiscie normalnie, to sie idzie do restauracji, je i pije Glühwein, czyli grzane wino;)
      Tym razem byla wersja covidowa, w pokoju konferencyjnym-zamowione jedzenie…Ale to i tak dobrze, bo od srody mamy twardy lockdown i dupa zimna:(

      Like

      1. Twardy lockdown…..strasznie wspolczuje.
        Gluhwein jest takze tutaj calkiem popularne, wprawdzie nie tak bardzo jak u Was, ale moze byc. Nie zawsze mi smakuje.

        Liked by 1 person

    1. Ewa, wiem, ze moja przyjaciolka, wegetarianka czesto zamiawia jedzenie, glownie takie domowe (bezmiesne) i sushi (nie do konca wegetarianskie, bo ryba jednak jest lub owoce morza;) Moge sie podpytac, gdzie:)

      Liked by 1 person

      1. Tess, tylko nie sushi! Problem też jest w tym, że zamawiając np. hinduskie żarcie trzeba za dowóz zapłacić 25 pln, bo jak wiesz mieszkamy daleeeeko…. od wszystkiego. Przytulam was

        Like

  2. Bognna, bo musi byc z dobrego wina, takiego od wincera, tylko z naturalnymi przyprawami, najlepiej samemu zrobic:) Czasem to po prostu tanie wino, aromat i masa cukru;)
    A pilas kiedys Feuerzangenbowle? Jest tez film o tym tytule, tu w Niemczech kultowy, zawsze w swieta leci, taki przedwojenny Kevin polaczony z Ferdydurke;)

    Like

Leave a Reply to bognna Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s