All posts by bognna

Tschernobyl.

Albo po polskiemu Czernobyl.

Długo i skutecznie się opierałam, aby tego serialu Netfixa nie oglądać. Jednak w końcu domowy oprawca stracił cierpliwość, przywiązał mnie do fotela, zakneblował i włączył serial.

Z początku nie byłam jakoś tak specjalnie zainteresowana. Ale mnie wciongło. Film jest ciekawy i straszny zarazem. Nie wszystko co w nim jest przedstawione jest prawdą (chociaż oficjalnie film jest historycznym dramatem), ale nie szkodzi. Przerażająca katastrofa i przerażające konsekwencje dla wielu, wielu ludzi. Oficjalnie zamarło tam „tylko” 50 osób. Informacje te są jednak zakłamane i nieprawdziwe. Skąd my to znamy?
Jak to dobrze, że aktualne reżimy są rzetelne w swoich unformacjach i nie oszukują.

Polecam.

Ja, Hector.

No cuż, jakieś takie dziwne czasy nastały. Te dwa człowieki, które u mnie mieszkają przez cały czas siedzą w domu. A jak już wychodzą to razem ze mną. Podobno kazała im to robić jakaś Corona.  Wprawdzie nie wiem co to jest, ale dobrze ta Corona robi. La vita e bella. To często słyszę w domu. Wprawdzie nie rozumiem co to oznacza i po jakiemu to jest, ale fajnie brzmi. Ta sama Corona kazała zamknąć psich fryzjerów i bardzo, ale to bardzo jestem jej za to wdzięczny. Naprawdę. Człowieki mówią, że zarosłem okrutnie i znowu robią mi się kołduny, ale co tam. Wyglądam nadal ślicznie.

 

Sąsiedzi…..

……lub somsiedzi jak wielokrotnie w Polsce słyszałam. Mieszkamy bardzo blisko siebie. Nasze domy dzieli jakieś 10 m. Jak to w Belgii i w Holandii.

Starsi Państwo, oboje na emeryturach oraz oboje sporo po 80….. .
Wykształceni i, co zawsze ogromnie podziwiam, dystyngowani oraz eleganccy. Dyskretni, ale pomocni jak trzeba. Zatopieni w książkach i w muzyce. Światowi, sporo w życiu zwiedzili i zobaczyli. Spotykamy się od czasu do czasu na wspólnych obiadach.

Mieszkamy obok siebie od wielu, wielu lat (prawie 20) bez najmniejszego konfliktu ani o miedzę, ani o żaden spadający listek, ani o jakiekolwiek inne głupoty.

Wg. mnie sąsiedzi wprost idealni.

Toteż serce na moment przestało mi bić kiedy kilkanaście dni temu zobaczyłam pod ich domem pogotowie i wysiadających z niego kosmitów. Corona. Ta cholerna CORONA. Oboje zarażeni i zabrani do szpitala. „Jakby co” to mamy numer telefonu do ich córki. Oboje stchórzyliśmy i po prostu baliśmy się do niej zdzwonić. Po dyskusji padło na mnie jako na tę bardziej elokwentną (czyt. pyskatą). I w tym momencie, jak na zamówienie, dzwoni córka sąsiadów. Tak, oboje rodzice są zarażeni wirusem, w ciężkim, ale stabilnym stanie. Przybywają razem w jednym pokoju. Przez moment przyłapałam się na, być może głupiej myśli, że jak umierać to razem.
Oddychają, jak na razie, samodzielnie. CZEKAĆ. Tylko i wylacznie czekać. Kobieta mówiła bardzo rzeczowo i spokojnie co jest wynikiem być może tego, że sama jest wirologiem.

Wielka, wielka radość dopadła nas wczoraj.
Oboje wrócili do domu. Przeżyli, ale są w poważnym stanie i w całkowitej kwarantannie. W tym momencie, nagle, oboje chcieliśmy do nich dzwonić.

I pomyśleć, że dopiero dzisiaj zdobyłam się odwagę, aby o tym napisać.

“Największe złodziejstwo to okraść kogoś z nadziei.” ( Z netu)

Róża.

Różo.
Słucham?

Jesteś piękna.
Wiem.

Przeżyjesz bez słońca?
Nie przeżyję.

A bez wody przeżyjesz?
Nie przeżyję.

A bez powietrza?
Nie. Raczej nie.

A bez miłości?
Tak przeżyję

Tylko powiedz mi proszę

Po co?

Może ktoś wie?

Wczorajszy powrót ….

…….. z Sardynii odbył się zupełnie bezproblemowo. Dotarliśmy do domu na czas i bez żadnych korków. Po drodze odebraliśmy z hotelu Hectora, który wcale za nami nie tęsknił (mały, przebrzydły Judasz). Miał tam dobrą, fachową opiekę i towarzystwo innych psiaków. (Za taaaaką kasę mam nadzieję, że tak właśnie by było). Na samej Sardynii było świetnie. Mało ludzi, puste plaże i takie same hotele. Jedzenie i sardyńskie wino jak zawsze rewelacyjne. Cudna, słoneczna pogoda i orzeźwiający wietrzyk od morza. Odbywaliśmy długie, romantyczne spacery wzdłuż plaż, gdyż wcale, ale to wcale mnie nic nie bolało. Żyć nie umierać.
Miło i spokojnie spędziliśmy tam całe 5 dni.

Bajka, po prostu bajka.

Totalnie zapomnieliśmy o jakimś wirusie, który atakuje świat.

Jednak życie może być naprawdę piękne.
No i najważniejsze:

DOBRZE, ŻE MARZENIA SĄ ZA DARMO!

I tego będę się trzymać.

A wyglądaliśmy tak niezwykle uroczo. Jak zwykle;)

Wizyta kontrolna….

…….w szpitalu przebiegła dzisiaj wprost rewelacyjnie. Krótka, klarowna i to the point. Nie musiałam wcale bezsensownie czekać w szpitalnej, małej i zwykle zatłoczonej, poczekalni. W Belgii panuje dziwaczny jak dla mnie zwyczaj, że do lekarza chodzi się zwyczajowo parami. Do tej pory nie odkryłam po co to komu i dlaczego. Jako dorosła i „normalna” powiedzmy umysłowo osoba wszystko załatwiam sobie sama bez pomocy męża. Na dodatek nie musiałam wcale tłuc się aż dwoma autobusami chociaż od szpitala mieszkam jakieś niecałe 5 km. Niestety niefortunnie nie mam bezpośredniego połączenia. Wszystko poszło sprawnie, szybko i bezstresowo.

No bajka.

Nie muszę również dodawać, że wizyta odbyła się zaocznie, bo przez telefon. Krew i siki zaś zbada nasz lekarz domowy. Nie można by tak zawsze robić? Piszę rzecz jasna o wizytach stricte standardowych podczas których, jak w moim przypadku, niepotrzebne jest jakieś specyficzne badanie.

Same korzyści, brak kolejek do szpitala, a recepty przyjdą sobie pocztą.