Category Archives: Didaskalia.

Smart people.

To oczywiście my. Wiadomo.


                           Natomiast nasze osiągnięcia tylko w ostatnim tygodniu raczej tego nie potwierdzają.


Ale ad rem.
                       Oboje cierpimy na nieuleczalną zdaje się chorobę zwaną lampofilią. Przy czym u mojego męża przebieg tej choroby jest znacznie cięższy niż u mnie. Ile w naszym małżeńskim życiu mieliśmy lamp? Mnóstwo. Ile na to hobby wydaliśmy kasy? Również mnóstwo.
Ostatnie zakupione lampy pochodziły z Ikei. Zamówiliśmy on line i wszystko było ok. Do czasu. Mąż „przypadkiem” zauważył inną lampę także w Ikei. Dobra. Jedziemy. Oddajemy poprzednia lampę i kupujemy nową. Do tego sklepu w Brukseli jeździmy zawsze w piątek wieczorem. Ludzi ździebko mniej i da się jakoś zaparkować. Ale najpierw poszliśmy coś zjeść. To jest oczywista oczywistość, ze żarcie w Ikei to jest I klasa. Wiadomo, że o godz. 19.00. żołądek z głodu przyrasta nam do kręgosłupa. No prawie. Kończąc obiad planujemy udać się do Klantendienst oddać starą lampę i potem po drodze do kasy kupić nową. Ale…..zaraz, zaraz. Ale gdzie jest ta stara lampa? No gdzie? Czyżby….. ;Tak. Dokładnie. Została w domu.

Gupki dwa.

              Dzień wcześniej pojechaliśmy z psem do weterynarza na ostatnie w tym sezonie szczepienie. Zapomnieliśmy zabrać i smycz, i jego paszport. Weterynarz, na szczęście, nie komentowała. Co za ulga, że NIE zapomnieliśmy zabrać Hectora;) 

Musielibyśmy chyba sami się zaszczepić.

         Do kompletu jeszcze jedno nasze, a w zasadzie tym razem moje osiągnięcie. We wtorek zapomniałam parasol w poczekalni kinezyterapii. Na szczęście jakiś dobry człowiek oddal go sekretarce.


Smart people to oczywiście my. Wiadomo.



My ludzie…..

……… to jednak dziwolągi jesteśmy. Odnoszę wrażenie, że wraz z upływem czasu coraz większe.


Primo:

                     Moja serdeczna, wieloletnia przyjaciółka. Kobieta rozsądna, inteligentna, bizneswoman. Jakiś czas temu odkryto u niej nietolerancję na gluten. Nietolerancję, ale nie alergię, co jednak ma znaczenie. I co się teraz stało?

Ano tropi ten gluten jak szalona. Wszędzie. Dosłownie wszędzie. Jest lepsza od samego Columbo i innych detektywów razem wziętych. Chodzi do znajomych oraz do restauracji z własnym chlebem opakowanym w dwa (!) worki. Do nas również, chociaż specjalnie dla niej to pieczywo bezglutenowe kupiliśmy. O czym zresztą doskonale wiedziała. W restauracjach prawdziwy cyrk. Widzę te spocone czoła kelnerów, kiedy muszą odpowiadać na dziesiątki jej pytań.

Secundo:

                   Madre. Kobieta starsza, ale nadal sprawna i inteligentna. Całą jesień tropi liście orzecha. Orzech jest piękny i ogromny liści gubi więc naprawdę sporo. Problem polega na tym, że te liście mogą sobie spokojnie leżeć wszędzie z wyjątkiem jakiś 2m w określonym miejscu. Dlaczego właśnie tam? Nikt, również Mama, tego nie wie. Rodzicielka stoi codziennie przez kilka godzin przy jednym z okien i te liście, z tego jednego miejsca uparcie zbiera. Dodam tylko, ze reszta ogrodu jest zaliściona przepięknie.

Tertio.

                      Amore. Ma lekkiego szmyrgla na punkcie czystości w domu od czego w żadnym, ale to absolutnie w żadnym wypadku nie staram się go odwodzić. Ale……ostatnio zaczął kupować szmatki. Stare bowiem nieustannie śmierdzą. Nie muszę chyba dodawać, że szmatki, ani nie są stare, ani nie śmierdzą. Mąż ma więc własny, plastikowy pojemnik, a w nim dużo szmatek ułożonych…… uwaga…… kolorami.

Quatro.

                Znajomy. Nosi, jak prawie my wszyscy zegarek. Ale….tylko do ubrań z długim rękawem. Jakimś cudem zegarek np. do T-shirta nie nadaje się. Dlaczego? Nie mam pojęcia ani zielonego, ani zresztą żadnego innego.

 Quinto.

Nie muszę chyba pisać, że podobne głupoty są mi totalnie obce.

               No to trzymcie się, a ja idę zrobić sobie drugą kawę. Piję ją tylko i wyłącznie z JEDNEGO kubka.  Of course. Dotknięcie tegoż kubka przez obcą osobę może zagrażać życiu. Of course.



Odpoczynek….

……..od blogowania się zbliża. Od niedzieli mamy gości.
Jako bardzo dobra i wzorowa prawie (i skromna zarazem) gospodyni przygotowałam już:

               – zupę ze szparagów

               – zupę a la bognna

               – roladki wieprzowe z szynką i mozzarellą

               – podpieczonego (do sałaty) kurczaka

               – sos bolognaise do spaghetti

               – podpieczone różne mięsa do risotto


      Resztę będę pichcić, smażyć, kroić, odmrażać, zamrażać, piec i gotować na bieżąco. W zależności od sytuacji pójdziemy 2/3 razy do restauracji. Jeszcze tylko jutro ostatnie zakupy (głównie alkoholowe, gdyż piją jak smoki) i jesteśmy stand-by.

Trzymcie się więc zdrowo i (nie za) ciepło.
Ciao.



Litości.

Na zewnątrz jest tylko  +9 st.

Ziiiiiimno:( Sakramencko zimno.

               W domu włączyło się ogrzewanie. Gdyby nie to, że jest ładnie i zielono to pomyślałabym, że jest listopad.