Category Archives: Dla duszy bez katuszy.

La casa de papel.

No i znowu nas wciongło.

Obejrzeliśmy wszystkie (!) odcinki na “Netfixie”. Hiszpańska produkcja, do której na początku nie miałam specjalnego zaufania okazała się być prawdziwą perełką. Wartka, zaskakująca akcja, inteligentne dialogi, dobra muzyka:

 oraz  fajna gra aktorska. Czegóż chcieć więcej?

Na dodatek jeden z głównych bohaterów, El Professor, to młodsza, wierna kopia mojego męża:))))))))

Po raz kolejny się przekonałam jak edukacyjne jest oglądanie filmów w oryginale. Tutejsza TV niczego nie dubbinguje (stokrotne dzięki). Nie znam i nie lubię hiszpańskiego, ale dzięki tej serii zupełnie podświadomie zapamiętałam jakieś 50 słów w tym języku. Wiem, że to niewiele, ale zawsze coś. We Flandrii nawet filmy dla dzieci lecą z flamandzkimi podpisami.

Sama jestem zdziwiona, że film aż tak bardzo mi się spodobał. Zawsze miałam wrażenie, ze Hiszpanie (z chlubnym wyjątkiem ALMODOVARA) filmów nie potrafią kręcić. Ot, głupota ludzka i uprzedzenia.

Tych, którzy lubią być mile zaskoczeni zapraszam:

When They See Us.

Mocny, dobry, czteroodcinkowy serial na Netflixie. Warto obejrzeć.
My oglądaliśmy po raz kolejny zawstydzeni naszą najlepszą, najmądrzejszą i najdoskonalszą na świecie białą rasą.
Na dodatek fabuła nie jest wymyślona, a based on a true story.

ZWIASTUN.


Boże pomiłuj.

P.S.

Zapomniałam dodać, że pokazano dokumentalny wywiad z aktualnym prezydentem USA.
Każdy, kto chce na niego po raz kolejny głosować powinien KONIECZNIE tego posłuchać.

Zimna wojno…..

…… trzymam kciuki. Nie będę jadła, nie będę piła, nie będę sprzątała ani spała (!) tylko kciuki trzymała.

              Gdyby to ode mnie zależało film dostałby wszystkie Oskary razem wzięte i każdy z osobna. Po raz pierwszy zobaczyłam grającego Tomasza Kota. No i od razu się zakochałam. Zresztą reżyser jest także wart grzechu. Obaj panowie w moim typie i prawie tak przystojni jak mój mąż ;))))) Joanna Kulig to klasa sama w sobie i życzę jej wielkiej, międzynarodowej kariery. Mam nadzieję, że nie roztrwoni swego wielkiego talentu grając w jakiś byle jakich, zaściankowych produkcjach. W kinie byłam wzruszona, poruszona i nawet zapomniałam troszeczkę o bólu. Po skończonej projekcji na sali panowała długa, pełna aprobacji cisza. Ba, niektórzy widzowie wycierali ukradkiem oczy.

Czy może być piękniejsza recenzja?

               A propos kina: dzięki ci tutejszy uniwersytecie za kino bez żarcia i bez picia. I bez reklam. Chwała wam za to, że jeszcze ktoś myśli o takich ludziach jak my, którzy potrafią wytrzymać w skupieniu 90 minut. Oczywiście kino jest niszowe i wymaga sponsoringu. I uniwersytet wraz z naszym miastem właśnie to robią. DANKU WEL LEUVEN!!!!!!!!

             Tutejsza prasa i krytycy filmowi zachwyceni i piejący z zachwytu solidarnie jednym głosem. W polskiej natomiast prasie sporo krytyki. Zawiść? Zazdrość? Kompleksy? Wszystko razem? Typowe i bardzo smutne dla nas Polaków. Niestety. W komentarzach do „Zimnej wojny” aktorka kilka razy została nazwana „cycatą babą”. Pięknie, subtelnie i jakże wyrafinowanie. 

Tak więc do dzieła. Stare pryki z Akademii Filmowej spiszcie się jak trzeba.


.Zimna.

 

                 Na zdjęciu Joanna Kulig z nagrodą (wiem, wiem, że nie jest nominowana).

 



Michelle…..

…………… leżała bezwstydnie pod naszą choinką. Pięknie opakowana i przeznaczona właśnie dla mnie. Ciężko mi aktualnie jest skupić się na czytaniu, ale próbuję.

                    Trochę żałuję, że jest mało zdjęć. Ach, ach ten młody Barack… . Zresztą trochę starszy Barack także niczego sobie.

Piękni ludzie, piękna miłość i piękna kariera.


                        Gdzieś wyczytałam, że Netfix nosi się z zamiarem kręcenia serialu właśnie o Obamach. No, sama nie wiem. Jakoś idea filmowania życia obecnych jeszcze przecież na tym świecie ludzi średnio mi się podoba. To samo dotyczy w moim mniemaniu pomników. Ale nie jestem pewna czy to prawda z tym serialem czy to kolejny fake news.

 

Michelle.

 

W każdym bądź razie polecam na zimowe, ciemne i zimne wieczory.





House of Cards.

                        Jako wierni oglądacze serialu zobaczyliśmy ostatnią jego część.


Z całą pewnością odcinki nie są złe, ale nie są także rewelacyjne. Bystre dialogi, wartka akcja i inteligentny scenariusz….a jednak pozostał we mnie jakiś niedosyt. Najlepsza jednak jest, moja ulubiona zresztą ROBIN WRIGHT . Świetnie i gra, i świetnie wygląda. Nie jest nabotoksowana i nie ma tych koszmarnych rybich ust. Ma za to rewelacyjną sylwetkę i własne niewyolbrzymione do karykaturalnych rozmiarów zęby. Jakiś raróg z tej aktorki. Jak dla mnie to nic tylko klasa w czystej postaci. Jest w serialu pierwszą kobietą prezydentem w USA i być może jest to jakaś przepowiednia?


                        Enfant Terrible amerykańskiego kina nie gra, ale jest jakby stale obecny co wydaje mi się zabiegiem bardzo udanym.

https://www.netflix.com/be/title/70178217

 

Moim zdaniem serial warto obejrzeć, ale nie należy oczekiwać rewelacji.



Zemsta.

                Se kupiłam, se zamówiłam i se czytam. Btw, koszt przesyłki jest równoznaczny z ceną książki.


Fajna i lekka lektura. W sam raz na lato.

               Pan Łapicki z dystansem (o dziwo!) do siebie opisuje swoje życie. Pamiętam jak był uwielbiany. Moja mama i jej przyjaciółki przy kawce i koniaczku (ha, ha koniaczku……czytaj przy bimbrze nieustającej i zapału godnej innej sprawy, produkcji mojego wujka) zachwycały się jego głosem, dykcją i aparycją. Jednym słowem zachwycały się wszystkim. Totalnie i bezkrytycznie.

 

Zemsta.

 

                     Co ciekawe, podświadomie nie lubiłam pewnych aktorów także jako ludzi, a teraz wiem dlaczego. Dla niektórych autor bywa bezlitosny, dla innych bardziej życzliwy, a podejrzewam, że jeden z głównych amantów (i nadętych bufonów) polskiego kina jest bardzo, ale to bardzo niezadowolony. W każdym badź razie powinien być.


Polecam tych prawie 600 stron (!) na ciepłe, leniwe dni.

 

Spartacus.

Ależ ja niemądra jestem.


                     W sobotę wieczorem mąż wyszedł na służbowy obiad ze swoimi bardzo ważnymi gośćmi. Zostałam wię sama i obejrzałam po raz czwarty (!) film pt. „Spartacus”. I po raz czwarty płakałam na nim niemalże jak ten przysłowiowy bóbr. Tak prawdę mówiąc jest to JEDYNA ekranizacja jaką znam, na której solidnie płaczę.

                   Dzieło jest stare (nakręcone w 1960 roku), a reżyser i obsada mistrzowska. Kirk Douglas w rewelacyjnej formie. Zawiera wszystko to co zawiera życie. Miłość, poniżenie, śmierć, walkę o wolność, radość pomieszaną ze smutkiem. Ludzkie uczucia w całej gamie. Kilka Oscarów, niestety nie dla Douglasa, na koncie. Cudna, bombastyczna muzyka.

                   Trwa długo. Kiedy więc mąż wrócił byłam zaryczana kompletnie i wyglądałam jakby nam cała rodzina i wszyscy znajomi nagle wymarli.


Polecam dla romantycznych i wrażliwych dusz.

https://youtu.be/HcIMY1Ah3aw

 

Black mirror.

                        Obejrzeliśmy sporo odcinków. Wciongło nas na kilka dobrych wieczorow.

Niektóre świetne, niektóre znakomite, a niektóre takie sobie. No i niech mnie; co za wyobraźnia. Britisch sence of humor podziwiałam od zawsze i podziwiam nadal. Można się ubawić, zabawić, pomyśleć, ale także przerazić. Jeżeli tak właśnie ma wyglądać przyszłość to ja dziękuję i pora umierać.


 https://youtu.be/jROLrhQkK78