Category Archives: Dla duszy bez katuszy.

Joker.

Z wielką radością przyjęłam werdykt w sprawie Oscara dla najlepszej roli męskiej. Joaquin Phoenix!!!!!!! To jest właśnie to. Mój ukochany od wielu, wielu lat aktor.
A w gra w „Jokerze” znakomicie i tak przekonywująco, że wieczorem, po obejrzeniu filmu, bałam się zamknąć oczy ze strachu, że ten Joker do mnie przyjedzie. Na szczęście nie dotarł.

Film jest piękny i jednocześnie straszny, a także niewiarygodnie wciągający.

Kilka lat temu byłam bardzo, ale to bardzo zawiedziona kiedy nie otrzymał Oscara za pierwszoplanową rolę w „Walk the Line”. Kto nie widział, a kocha i kino, i muzykę Johnny Casha to niech żałuje. Jest naprawdę czego.

No i również z radością zainkasowałam wiadomość, że opisywany przeze mnie „The Irishman” nie dostał ani jednej statuetki.
Ja to się znam na filmach😉

A to sam główny bohater w głównej roli:)

Dirty Dancing.

Zupełnie niezaplanowanie obejrzeliśmy, po raz kolejny zresztą “Dirty dancing”, w piątkowy wieczór. Patrzyłam jak zaczarowana. Patrick Swayze to nie mój ideał mężczyzny, ale jednak jestem nim zachwycona. Świat płakał kiedy zmarł w 2009 roku i ja również. I wiem, że fabuła filmu jest naiwna, charaktery nieskomplikowane, a gra aktorska taka sobie. Ale ten TANIEC i ta MUZYKA. Mój Boże. Film cudny. Sensualny. Podniecający i pasjonujący. Na początku mój mąż troszkę ze mnie żartował, ale potem również patrzył zauroczony.
Ja już zdaje się wspomniałam, że się na starość robię się strasznie sentymentalna.

The Irishman.

Mieszanka tak znanych nazwisk jak: R. de Niro, Al Pacino, Joe Pesci czy sam capo do tutti capi całego oddziału geriatrycznego Martin Scorsese obiecuje bardzo wiele. Może zbyt wiele. Film ten, choć fabularny, nie ma fabuły, tylko jest wspominkowym bajdurzeniem mordercy mafii.

De Niro gra jak zwykle ze skwaszoną gębą. Gaworzy sobie beztrosko na ekranie przez dłuuuugi czas, a my to oglądamy. Nie wiem, za jakie grzechy. Za tym aktorem nigdy nie przepadałam i do tej pory nie rozumiem zachwytów nad nim. Na dodatek to jest zwyczajnie stary chłop (nie mylić proszę ze starszym panem). Zestarzał się brzydko i wygląda niechlujnie oraz prostacko, także poza filmem.

Al Pacino, jeden chyba z wybitniejszych hollywoodzkich aktorów, ocieka botoksem tak, że przykro patrzeć. Kiedy go zobaczyłam myślałam, że się właśnie co zderzył z ciężarówką lub, że go ukąsiło jakieś 100 pszczół. Ale gra, jak zawsze, świetnie.

Pesci odtwarza najlepszą i najciekawszą chyba rolę w tym filmie.

Mafia to interesujący i frapujący temat. Tak było, tak jest i tak najprawdopodobniej będzie. Okazuje się jednak, że nawet takim tematem można ludzi zwyczajnie zanudzić na śmierć. “The Irishman” to niestety nie ” The good father”. Szkoda. Na dodatek film trwa 3,5 godziny. Ludzie ratunku i co za szczęście, że mamy „Netflix” w domu. W kinie zdechłabym z całą pewnością.

Scorsese obiecał, że jest to najprawdopodobniej ostatni jego film. Let it be.

A teraz proza życia każe mi kończyć i udać się do kuchni. Osobisty Polishman niedługo wróci do domu. Głodny.  Jak zwykle.

La casa de papel.

No i znowu nas wciongło.

Obejrzeliśmy wszystkie (!) odcinki na “Netfixie”. Hiszpańska produkcja, do której na początku nie miałam specjalnego zaufania okazała się być prawdziwą perełką. Wartka, zaskakująca akcja, inteligentne dialogi, dobra muzyka:

 oraz  fajna gra aktorska. Czegóż chcieć więcej?

Na dodatek jeden z głównych bohaterów, El Professor, to młodsza, wierna kopia mojego męża:))))))))

Po raz kolejny się przekonałam jak edukacyjne jest oglądanie filmów w oryginale. Tutejsza TV niczego nie dubbinguje (stokrotne dzięki). Nie znam i nie lubię hiszpańskiego, ale dzięki tej serii zupełnie podświadomie zapamiętałam jakieś 50 słów w tym języku. Wiem, że to niewiele, ale zawsze coś. We Flandrii nawet filmy dla dzieci lecą z flamandzkimi podpisami.

Sama jestem zdziwiona, że film aż tak bardzo mi się spodobał. Zawsze miałam wrażenie, ze Hiszpanie (z chlubnym wyjątkiem ALMODOVARA) filmów nie potrafią kręcić. Ot, głupota ludzka i uprzedzenia.

Tych, którzy lubią być mile zaskoczeni zapraszam:

When They See Us.

Mocny, dobry, czteroodcinkowy serial na Netflixie. Warto obejrzeć.
My oglądaliśmy po raz kolejny zawstydzeni naszą najlepszą, najmądrzejszą i najdoskonalszą na świecie białą rasą.
Na dodatek fabuła nie jest wymyślona, a based on a true story.

ZWIASTUN.


Boże pomiłuj.

P.S.

Zapomniałam dodać, że pokazano dokumentalny wywiad z aktualnym prezydentem USA.
Każdy, kto chce na niego po raz kolejny głosować powinien KONIECZNIE tego posłuchać.

Zimna wojno…..

…… trzymam kciuki. Nie będę jadła, nie będę piła, nie będę sprzątała ani spała (!) tylko kciuki trzymała.

              Gdyby to ode mnie zależało film dostałby wszystkie Oskary razem wzięte i każdy z osobna. Po raz pierwszy zobaczyłam grającego Tomasza Kota. No i od razu się zakochałam. Zresztą reżyser jest także wart grzechu. Obaj panowie w moim typie i prawie tak przystojni jak mój mąż ;))))) Joanna Kulig to klasa sama w sobie i życzę jej wielkiej, międzynarodowej kariery. Mam nadzieję, że nie roztrwoni swego wielkiego talentu grając w jakiś byle jakich, zaściankowych produkcjach. W kinie byłam wzruszona, poruszona i nawet zapomniałam troszeczkę o bólu. Po skończonej projekcji na sali panowała długa, pełna aprobacji cisza. Ba, niektórzy widzowie wycierali ukradkiem oczy.

Czy może być piękniejsza recenzja?

               A propos kina: dzięki ci tutejszy uniwersytecie za kino bez żarcia i bez picia. I bez reklam. Chwała wam za to, że jeszcze ktoś myśli o takich ludziach jak my, którzy potrafią wytrzymać w skupieniu 90 minut. Oczywiście kino jest niszowe i wymaga sponsoringu. I uniwersytet wraz z naszym miastem właśnie to robią. DANKU WEL LEUVEN!!!!!!!!

             Tutejsza prasa i krytycy filmowi zachwyceni i piejący z zachwytu solidarnie jednym głosem. W polskiej natomiast prasie sporo krytyki. Zawiść? Zazdrość? Kompleksy? Wszystko razem? Typowe i bardzo smutne dla nas Polaków. Niestety. W komentarzach do „Zimnej wojny” aktorka kilka razy została nazwana „cycatą babą”. Pięknie, subtelnie i jakże wyrafinowanie. 

Tak więc do dzieła. Stare pryki z Akademii Filmowej spiszcie się jak trzeba.


.Zimna.

 

                 Na zdjęciu Joanna Kulig z nagrodą (wiem, wiem, że nie jest nominowana).

 



Michelle…..

…………… leżała bezwstydnie pod naszą choinką. Pięknie opakowana i przeznaczona właśnie dla mnie. Ciężko mi aktualnie jest skupić się na czytaniu, ale próbuję.

                    Trochę żałuję, że jest mało zdjęć. Ach, ach ten młody Barack… . Zresztą trochę starszy Barack także niczego sobie.

Piękni ludzie, piękna miłość i piękna kariera.


                        Gdzieś wyczytałam, że Netfix nosi się z zamiarem kręcenia serialu właśnie o Obamach. No, sama nie wiem. Jakoś idea filmowania życia obecnych jeszcze przecież na tym świecie ludzi średnio mi się podoba. To samo dotyczy w moim mniemaniu pomników. Ale nie jestem pewna czy to prawda z tym serialem czy to kolejny fake news.

 

Michelle.

 

W każdym bądź razie polecam na zimowe, ciemne i zimne wieczory.





House of Cards.

                        Jako wierni oglądacze serialu zobaczyliśmy ostatnią jego część.


Z całą pewnością odcinki nie są złe, ale nie są także rewelacyjne. Bystre dialogi, wartka akcja i inteligentny scenariusz….a jednak pozostał we mnie jakiś niedosyt. Najlepsza jednak jest, moja ulubiona zresztą ROBIN WRIGHT . Świetnie i gra, i świetnie wygląda. Nie jest nabotoksowana i nie ma tych koszmarnych rybich ust. Ma za to rewelacyjną sylwetkę i własne niewyolbrzymione do karykaturalnych rozmiarów zęby. Jakiś raróg z tej aktorki. Jak dla mnie to nic tylko klasa w czystej postaci. Jest w serialu pierwszą kobietą prezydentem w USA i być może jest to jakaś przepowiednia?


                        Enfant Terrible amerykańskiego kina nie gra, ale jest jakby stale obecny co wydaje mi się zabiegiem bardzo udanym.

https://www.netflix.com/be/title/70178217

 

Moim zdaniem serial warto obejrzeć, ale nie należy oczekiwać rewelacji.