Category Archives: Sens egzystencji.

Pozdrowienia z Alcatraz.

To oznacza, że sama z własnej i nieprzymuszonej woli poddaję się kwarantannie. Przez kolejne 10 dni nie spotkam się z nikim, ani nie opuszczę mojego domu. Wszystko odwołałam, włącznie z sobotnią wizytą u nas gości. Przynajmniej nie muszę przez kilka godzin jutro stać w kuchni. Zwariuję? Pewnie tak. Czas pokaże. Ale chyba tak właśnie trzeba postąpić.

I wiem, że mogę, a nawet powinnam się „czymś” zająć, czytać książki, oglądać TV, sprzątać lub zacząć uczyć się chińskiego. Problem polega na tym, że ja to wszystko mogę robić tak w zasadzie prawie zawsze. Nie jest to więc dla mnie absolutnie żadna atrakcja. Prowadzenie domu dla dwojga osób i dla małego psiaka to nie jest przecież jakaś katorżnicza praca i przy dobrej organizacji można sobie wygospodarować sporo wolnego czasu.

Na dodatek, przez najbliższe dni, mój mąż ma nakaz pracy w domu. I to z pewnością jest atrakcja. Lub utrudnienie, jak kto woli. Hector zaś będzie w 7 niebie.

Tak mi przyszło do głowy, że skoro Justin Trudeau musi również przebywać w odosobnieniu to zechciałby mi potowarzyszyć?

Uważam, że jest to naprawdę świetny pomysł.

 

Trzymcie się zdrowo z daleka od wirusa.

 

P.S.
Chyba poszukam na Netfixie jakiegoś 100- odcinkowego serialu;(

Na Dzień Kobiet.

Totalnie personalnie.

Dnia kobiet nie obchodzę i w zasadzie nie obchodziłam. Nie przeszkadza mi jednak, że to święto istnieje. Tym bardziej, że ma piękną historię. Od 1909 w Ameryce kobiety zaczęły bowiem walkę o swoje prawa i równe z mężczyznami traktowanie w pracy.
Ja po prostu nie mam najzwyczajniej w świecie potrzeby, aby ktoś RAZ w roku zauważył, że jestem kobietą. Pamiętam smutne raczej widoki, kiedy moja mama wracała 8. marca z pracy z wycieńczonym, biedniutkim tulipanem.

Identyczny stosunek mam do Walentynek. 14. lutego wypijamy razem wieczorem małego szampana, ale robimy to także bez okazji. I na tym właśnie pies polega, jak mawia mój mąż.

Doceniam i szanuję to, że osoba, którą kocham także nie potrzebuje wyznaczonego dnia, aby mi tę swoją miłość okazać. I vice versa rzecz jasna.

W ślad za miłością idą u nas także wymagania wobec siebie. Nie potrafię jakoś sobie wyobrazić bycia z kimś niechlujnym, zaniedbanym, niechodzącym do fryzjera czy dentysty. Z kimś, którego jedyną ambicją jest oglądanie TV z puszką piwa w ręce. Z kimś kto się nie rozwija intelektualnie czy duchowo i umysłowo funkcjonuje w średniowieczu. I vice versa rzecz jasna.

Totalnie globalnie.

Tutaj sprawa znaczenia Dnia Kobiet ma się zupełnie inaczej. O ile w kraju frytek z majonezem nie ma specjalnie potrzeby wałczyć o prawa płci żeńskiej (btw. w Belgii tego dnia się nie obchodzi), o tyle gdzie indziej na świecie jest bardzo, ale to bardzo dużo do zrobienia. Tutaj tzw. solidarność jajników może rzeczywiście sporo zmienić. Wspomnę chociażby o bezkarności gwałcicieli w Indiach, czy bestialskim obrzezywaniu małych dziewczynek w niektórych krajach afrykańskich. Przykładów haniebnego traktowania kobiet jest wiele. Czasami trudno mi wierzyć, że żyję w XXI wieku. Wynaturzenia mają się nadal dobrze i, co gorsza, prawo reprezentowane głównie przez mężczyzn, na nie zezwala.

W walce z tymi wynaturzeniami widzę sens Dnia Kobiet. A nie w taniutkim, na pól zwiędłym tulipanie.

Ale….na polepszenie nastroju dla tych pań, które obchodzą i dla tych, które nie obchodzą jutrzejszego święta:

Szanowny Panie Owsiaku.

           Serdecznie zapraszam do Belgii. Bedzie pan tutaj traktowany z szacunkiem i godnością na jakie Pan zasługuje. Ba, do tego dojdzie podziw i estyma chociaż wiem, że nie o to Panu chodzi. Rywalizujące codziennie telewizje, gazety oraz partie polityczne się połączą (na chwilę) i wesprą Pana wspaniałą orkiestrę. Bez wyjątku. Sypną euro. Szczodrze. Robią tak co roku zresztą i chwała im za to.

Tak, Tak. Proszę się spakować i wsiadać w samolot.
A my wspieramy, jak tylko możemy.
Pozdrawiamy.

Bognna & co.

Owsiak.

To nic innego jak kopia mojego wpisu z 2017. Publikuję jeszcze raz z nadzieją, że może

przeczyta…. .

Właśnie przed chwilą…

……..wielka, czerwona, bezduszna maszyna ją pożarła. Naszą śliczną choineczkę. Bez pardonu i na moich oczach. Co roku się to zdarza, a mnie co roku jest smutno z tego powodu. Wielkieś mi uczyniła pustki w salonie moim… . Wieczorem nie będzie już nastroju, ani światełek, ani atmosfery.
Niezadowolony pies. Drzewko stało w specjalnym stojaku z wodą. Hector nie spoczął dopóki CODZIENNIE całej wody nie wypił. Zwierzę małe, ale pęcherz chyba ogromny.

Ach. (ZBYT) Sentymentalna się na stare lata robię.

Home alone.

No może nie całkiem dokładnie….

Goście oraz niepracujący przez 2 tygodnie mąż to jest całkiem fajna mieszanka. Tym fajniejsza, że czasowa. Ci pierwsi odlecieli do domu, a ten drugi poszedł do pracy.

A ja jestem znowu sobą i dla siebie:))))))))

Sylwester u przyjaciół. A ci uparli się, że całe jedzenie przygotują sami. Przekonywałam ich (tak trochę na niby), że to nie fair i że każdy powinien, zwyczajowo zresztą, coś przynieść do konsumpcji, ale nie chcieli. Baaaaajka.

Na tę okazję se kupiłam nowy outfit. A co. Naprzymierzałam się w domu rozmaitych kombinacji od groma. Jak ta głupia. I……… oczywiście go nie założyłam. Czy można gdzieś to leczyć?????

W ubiegłą sobotę zaliczyliśmy kolejny, noworoczny, sąsiedzki drink. Tradycja się umacnia i rozwija. W minionym roku spotkanie było u nas. W tym roku zorganizowali je inni sąsiedzi. A przychodzi, bagatela, około 30 osób. Fantastyczna sprawa, miło, wesoło i bezpretensjonalnie, a rozpiętość wiekowa to od 8 miesięcy do 92 lat. Zamiast się np. żreć miedzy sobą wypijamy lampkę (lub kilka) szampana. A w ciągu roku się sobie nie narzucamy i się do siebie nie wtrącamy. Nie obserwujemy, nie komentujemy i akceptujemy, i siebie, i rzeczywistość. Super. I oby tak dalej. Czego zresztą wszystkim życzę u progu 2020.

Sapientiae domina Olga.

“Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że świat staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani czyimiś decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił historii czy przypadku. Nasza duchowość zanika albo staje się powierzchowna i rytualna. Albo po prostu stajemy się wyznawcami prostych sił – fizycznych, społecznych, ekonomicznych, które poruszają nami jakbyśmy byli zombie. I w takim świecie rzeczywiście jesteśmy zombie”.

OLGA T.

Prośba.

„Co z oczu to z serca” –mawiają Flamandowie.

Niestety jest to prawdą, o czym przekonuję się coraz częściej. Mam telefon stacjonarny, GSM, WhatsAppa, Skype, maila, komputer i laptop. Nawet mam skrzynkę pocztową na „normalne” listy. Jeżeli to wszystko nie wystarcza to mogę jeszcze kupić gołębia pocztowego. I co z tego?

Ano nic. Może ktoś przypomni mojej rodzinie, że ja naprawdę ciągle jeszcze żyję. Nawet nadal oddycham. I mam się jak się mam.

Może ktoś przypomni??????

Proszę. Bardzo proszę.

“Dobrze mieć brata, bratową, bratanicę – zwłaszcza gdy wszyscy wyjadą za granicę.”  

     (Przysłowie afrykańskie).

A w Holandii….

…….jak to w Holandii. Było świetnie.


Szerokie, pustawe plaże, łagodny wiatr od morza, dużo słońca i +15°. Ani jednej kropli deszczu. Czegóż można chcieć więcej na przełomie października i listopada? Niczegóż. I kto to mówi, że ocieplenie klimatu jest takie  złe ? (ha,ha)


Wiele osób spacerowało BEZ kurtek. Ale uczciwie dodam, że sposób ubierania się w tej części Europy znacząco różni się od sposobu ubierania w Polsce, gdzie, jak dla mnie, ludzie wyglądają jakby mieszkali na Syberii.

Mam różny stosunek do różnych krajów. I o ile w takiej np. Francji jestem ślepo zakochana, to Holandię i jej mieszkańców po prostu bardzo szanuję.


Za co?


– za mądre, rozsądne i rozumne zarzadzanie krajem. Publiczna kasa jest bardzo rozważnie wydawana, drogi są świetne, parkingi czyste i dobrze wyposażone (o czym w Belgii można tylko pomarzyć). Duża liczba PUSTYCH miejsc do pakowania dla niepełnosprawnych.

– za to jak odgarnięto żywioł zwany morzem. W kraju, gdzie spora jego cześć znajduje się poniżej poziomu morza nie jest to zadnie łatwe ani finansowo, ani inżyniersko. Ale oni podołali; powszechne przysłowie, że to „Pan Bóg stworzył świat, ale Holendrzy stworzyli Holandię” jest jak najbardziej adekwatne.

– za to jak potrafili ochronić wybrzeże przed deweloperami i przed samowolą budowlaną. Jest pięknie i cicho. Spokojnie, naturalnie i relaksująco.


– za humanizm, za stosunek do uchodźców i za pomoc tym ostatnim.

– za powszechnie obowiązujący styl życia. Holandia to bogaty, rozwinięty i doskonale prosperujący, pod wieloma względami, kraj. Ludzie zaś żyją, mieszkają i wyglądają bardzo, ale to bardzo skromnie. Bogactwo niektórych jest oczywiste, ale jakby skrzętnie ukryte. Naprawdę bardzo mi się podoba i doceniam taki modus vivendi.


– za respektowanie wolności jednostki przez duże „W”.

– za odseparowanie religii od państwa i trzymanie wiary tam gdzie powinna być. Czyli w kruchcie i w prywatnych domach. Warto byłoby wziąć przykład np. w Polsce.

– za bezgraniczne zaufanie do turystów. Dom wyjęliśmy nie płacąc żadnej kaucji. Karta do drzwi wejściowych przyszła do domu i na koniec nikt niczego ani nie sprawdzał, ani nie skontrolował.

Laurka? Być może. Ale ja właśnie tak postrzegam Holandię.

ZEELAND.

Daaaaag:)

Jak (nie) kochać……

Nadchodzi jesień. Jest to moja ukochana pora roku pod warunkiem, że nie leje i nie wieje tragicznie. Właśnie. Uważam, że świat jesienny jest przepiękny. Szkoda, ze my ludzie również nie piękniejemy na starość; są wprawdzie wyjątki (Helen Mirren, Jane Fonda, Nancy Pelosi czy Pierce Brosnan) ale są to dokładnie jak napisałam wyjątki….. . A szkoda.

I celowo koncentruję się na wyglądzie. Przecież to co kilka razy dziennie widzimy w lustrze jest ważne i ma spory wpływ na nasze samopoczucie i samoocenę. Czasami słyszę, że nie wygląd jest istotny, ale to o jest „w środku”. Naprawdę? Uważam, że żeby do tego środka chcieć dotrzeć coś nas przecież w człowieku musi zainspirować. Od czegoś przecież trzeba zacząć.

“Wygląd to nie wszystko, ale jednak stanowi pewną część tego “wszystkiego“. ( Z netu).

“Jak nie kochać jesieni…

Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,

Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.

Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,

Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,

Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.

Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,

Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,

Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.

Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.

Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,

Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.

I w swoim majestacie uczy nas pokory.

Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie”.

(Tadeusz Wywrocki).

P.S.

Jestem zodiakalną Wagą (niedawno miałam urodziny). Stąd te lustrzane dywagacje.