Category Archives: Sens egzystencji.

Szanowny Panie Owsiaku

           Serdecznie zapraszam do Belgii. Bedzie Pan tutaj traktowany z szacunkiem i godnością na jakie Pan zasługuje. Ba, do tego dojdzie podziw i estyma chociaż wiem, że nie o to Panu chodzi. Rywalizujące codziennie telewizje, gazety oraz partie polityczne się połączą (na chwilę) i wesprą Pana wspaniałą orkiestrę. Bez wyjątku. Sypną Euro. Szczodrze. Robią tak co roku zresztą i chwała im za to.

Tak, Tak. Proszę się spakować i wsiadać w samolot.
A my wspieramy, jak tylko możemy.
Pozdrawiamy.

Owsiak.

To nic innego jak kopia wpisu który Bognna publikowała od 2017 i z pewnością w tym roku zrobiłaby to samo. Publikuję jeszcze raz z nadzieją, że może

Owsiak przeczyta…. .

J.

2020/2021.

To jest ostatni wpis w tym roku.
Z powodu oczywiście CORONY mąż nie wykorzystał wielu dni wakacji, a więc od jutra będzie w domu i będziemy świętować i “świętować”.


Życzę, aby magia Wigilijnego Wieczoru przyniosła Wam radość i spokój, a także nadzieję na nowy lepszy 2021.

Bye, bye 2020  !!!!!!

Idą Święta, idą…. .

Wygląda to jak science fiction?
A nie jest. W tym roku wolno nam zaprosić JEDNĄ (sic) osobę na Święta. Kretyństwo. Czyli można zaprosić np. matkę, ale ojca już nie. Lub np. syna, ale bez żony. A najlepiej to zostawmy starszych ludzi samym sobie. I niech se starzyki radzą. A co?

Kto to wymyślił?
Dodam tylko że (na szczęście) dzieci „się nie liczą”.

Zarządzenie jest totalnie krytykowane, ale jak do tej pory decydenci milczą. Nie zgadza się z tym i prawica, i lewica, i środek, i koniec, a nawet początek. ZGODNIE. Zwykli ludzie także grzmią jak tylko mogą i potrafią.

Do dzisiaj nic się nie zmieniło.

Obostrzenie będzie totalnie łamane. Także przez nas. Dzielnie i z determinacją respektujemy narzucone przez zarazę nakazy i zakazy, ale chyba jednak, na Boga, są jakieś granice?


Insomnia.

Boże, jak ja marzę o tym, żeby się tak zwyczajnie i po ludzku wyspać. Jakieś tak np.6 godzin. Pod rząd i bez żadnej przerwy.

Mam wszystko co jest potrzebne do snu: wygodne lóżko, dobry materac, leciutkie, cieplutkie kołdry. Mieszkam w cichym miejscu gdzie nikt i nic nie hałasuje, a psiaki nie szczekają. W sypialni mamy ciemno i chłodno, i jest ona regularnie i dokładnie wietrzona. Na ścianie wisi zegar, który jest wyłączony i nie tyka. W nie mamy tam telewizora, ani nie czytamy przed zaśnięciem (jak radzą mądrzy ludzie). Łóżko i pokój służą tylko i wyłącznie do spania….aczkolwiek przyznaję, że zdarzają się tam czasami inne, fajne rzeczy. Żyć, nie umierać. Ale co z tego jak ja najzwyczajniej w świecie NIE ŚPIĘ. Nie i już. I to nie tylko z powodu bólu. Więc dlaczego? Pojęcia zielonego nie mam.

Przewracam się z boku na bok i wiercę nieustannie starając się nie budzić męża. Na szczęście on ma sen zdrowy i mocny.

To ma niestety swoje beznadziejne konsekwencje rano. Wstaję bowiem bardziej zmęczona niż się kładłam spać. Sytuacja się powtarza i jest, obawiam się, patowa.

A ja po prostu zwariuję.

„Bezsenność, agrypnia[3] (łac. insomnia) – zakłócenie stanu zdrowia, w którym niewystarczająca jest długość snu lub niezadowalająca jego jakość. Może polegać na trudnościach w zasypianiu, wczesnym przebudzaniu się, wybudzaniu się w trakcie snu lub na złej jakości snu, czego następstwami w ciągu dnia są uczucie braku wypoczęcia, gorsze samopoczucie, drażliwość, osłabienie koncentracji i zdolności uczenia się. Bezsenność może być rozumiana albo jako objaw, albo jako odrębna jednostka chorobowa.

Do głównych nawykowych błędów, które naruszają zasady higieny snu i odpowiadają za bezsenność, należą[1][5][7]:

  • siedzący tryb życia, deficyt wysiłku fizycznego
  • szkodliwe nawyki żywieniowe np. spożywanie wieczorem obfitych, ciężkostrawnych posiłków
  • niekomfortowe warunki do snu (np. niewygodne łóżko, zbyt wysoka lub zbyt niska temperatura w pomieszczeniu, hałas)
  • stosowanie wieczorem środków pobudzających (kofeinynikotyny) oraz alkoholu
  • podejmowanie pobudzających aktywności przed snem (np. oglądanie budzących silne emocje filmów lub korzystanie z gier komputerowych o podobnym wpływie)
  • wykorzystywanie łóżka nie tylko do spania i współżycia seksualnego, lecz również do innych aktywności takich, jak oglądanie telewizji czy czytanie książek w pościeli (nadmierna ilość czasu spędzanego w łóżku)
  • nieregularne godziny zasypiania i wstawania, np. wynikające z pracy zmianowej
  • częste drzemki w ciągu dnia
  • próby wyrównywania niedoboru snu poprzez wcześniejsze kładzenie się spać lub pozostawanie dłużej w łóżku po bezsennej nocy
  • próby zaśnięcia „na siłę” i oczekiwanie na sen w łóżku, nawet wtedy, gdy sen nie przychodzi
  • wieczorne oczekiwanie z napięciem i lękiem na to, jaka okaże się kolejna noc

Bezsenność może występować w przebiegu takich chorób jak[1]:

                                                             (Wikipedia)

Nieznane ofiary……

……..wirusa. A jest ich niestety wiele i o wielu się zwyczajnie nie mówi. I nie mam tu na myśli np. właścicieli restauracji czy sklepów.

Tak pechowo się składa, że jeden z naszych przyjaciół, na początku września dowiedział się, że cierpi na raka prostaty. Onkolog był uszczęśliwiony, że pacjent tak wcześnie się zgłosił, gdyż było to dopiero I stadium choroby. Lekarz twierdził, że szybka operacja rokuje świetnie i być może uda się uratować nerw odpowiedzialny za wzwód.  Operację zaplanowano a 29. Października. Paul się zorganizował, zaplanował swoją praktykę dentystyczną właśnie do tego dnia i potem dopiero od stycznia. Poszedł nawet do fryzjera, aby „jakoś wyglądać na stole operacyjnym”;(((( 5 dni przed planowanym zabiegiem szpital poinformował, że operację trzeba przełożyć. Na kiedy? Nie wiadomo.
Dlaczego? Za dużo pacjentów z COVID.

No i d*pa zimna. Paul czeka w nieświadomości, w złości i w kompletnej niemocy. Na dodatek praktycznie bez pacjentów, a tymczasem rak sobie rośnie i rośnie. Bez przeszkód.


Idem dito sekretarka męża. 22.11. miała mieć usuniętą złośliwą torbiel na nerce. Czeka do tej pory. Do kiedy? Nie wiadomo. Powód? Ten sam. Bezradność? Również ta sama.

Mojej mamie w Polsce już 2 razy przesunięto termin gastroskopii, wynik której może być istotny dla jej życia. Sytuacja identyczna do tych opisanych przeze mnie.

To są według mnie drastyczne przykłady zabawy w Pana Boga. Ktoś decyduje, który z pacjentów być może umrze, a być może będzie żył. Straszne i zwyczajnie nieludzkie.


Inny przykład, być może mniej drastyczny, ale to nie znaczy, że nieważny.

Przed tym całym pandemicznym zamieszaniem do grupy mojego męża przyleciało troje studentów robić doktoraty. Chińczyk, Japończyk i Brazylijka. Zawsze takich delikwentów brali pod opiekę tubylcy pokazując i tłumacząc jak działa i funkcjonuje kraj. To jest naprawdę bardzo trudne i piszę to także z własnego doświadczenia znaleźć się i funkcjonować w nowej nieznanej rzeczywistości na dodatek nie kumając nic i niczego.  Ze studentami aktualnie nie można się fizycznie spotkać. Tylko i wyłącznie wirtualnie. Do domu wrócić nie mogą. Siedzą więc sami w prawie pustych akademikach.

Litości.

Nieznane ofiary wirusa. A jest ich niestety wiele i o wielu się zwyczajnie nie mówi. Nie wiem czy ktoś kiedyś będzie w stanie policzyć ile ich jest i ile jeszcze powstanie.


I tak wiem, wiem, że opisałam jedynie wierzchołek góry lodowej na dodatek z własnego podwórka.

Mentalnie……

……..od dzisiaj jesteśmy w Zelandii. Fizycznie zaś oczywiście pozostajemy w domu. Mąż ma od dzisiaj wakacje i postanowiliśmy je uskutecznić tutaj. Utrudnieniem mogą być, zaczynające się w poniedziałek, jesienne wakacje w szkołach.
Zwiedzanie czegokolwiek w towarzystwie gośćca do łatwych nie należy. Bardzo lubimy gdzieś pojechać, a potem usiąść i napić się kawy lub piwa, lub wina. Zjeść lunch i odpocząć. Cieszyć się chwilą i otoczeniem. Poobserwować ludzi. Podumać nad tym światem i nad losami ludzkimi. Tak po prostu i zwyczajnie BYĆ. Niestety wszystkie knajpy są zamknięte, a jeżdżenie z butelkami i kanapkami nie bardzo mi się uśmiecha. Musimy więc „coś” wymyślić.

Nie uśmiecha mi się także siedzenie w domu i udawanie, że się jest na wakacjach.

Pomysłu, jak na razie, brak. Inspiracji brak także, a ogólny nastrój do przyjemnych nie należy. I to nie tylko z powodu wirusa.

Autentycznym przerażeniem, zgrozą i głębokim smutkiem napawają mnie ostatnie wieści z Polski. Próba upodlenia narodu, a w szczególności kobiet, nabiera coraz większego tempa. Z błogosławieństwem, niestety, KK. Kiedy porównam sposób w jaki traktuje się sprawę aborcji w Belgii i w Polsce, tym bardziej mnie przygnębia polskie status quo. Kiedy czytam z jakim zrozumieniem, troską i empatią politycy i tutejsza służba zdrowia pochylają się tutaj nad dramatem aborcyjnym…… . W moim mniemaniu aborcja właśnie tym jest. DRAMATEM. Myślę, że jest ona jednak dramatem mniejszym niż świadome i przymuszone przez religijne w istocie prawo urodzenie ciężko chorego dziecka. W kraju, gdzie (oprócz meczetów) kościoły świecą pustkami jest nieporównywalnie więcej miłosierdzia i miłości bliźniego niż w Polsce. A niektórym nadal się wydaje, że Polska leży w Europie.

Byłabym naprawdę przerażona gdybyśmy nadal mieszkali w Polsce mając na dodatek córkę, która wciąż mogłaby zajść w ciążę.

I chyba najgorsze z tego wszystkiego jest to, że to sami Polacy Polakom, a głównie Polkom gotują ten los.


No i jak tu się cieszyć wakacjami?

Nie wiem.

P.S.
Do napisania po….?

Serdeczne podziękowania.

W pierwszej instancji dla niezwykle popularnego w ostatnich miesiącach wirusa, ale także dla tych inteligentnych inaczej, którzy nie przestrzegają zasad.

Za dwa tygodnie mieliśmy wyjechać na coroczne, oczekiwane i upragnione wakacje do Zelandii. Ale dzięki wyżej wymienionym Holandia zrobiła się cała czerwona i z wyjazdu nici.

 D*pa zimna elegancko rzecz ujmując.

Jaki jest powód uporczywego nienoszenia maseczek? Nie wiem. Głupota? Ignorancja? Arogancja?

Wszystko razem?


Polski supermarket, a w nim beztroska stara baba BEZ MASKI sprzedaje i kroi mięsa oraz wędliny. Jak mogę panu pomoc? – pyta męża. Najpierw proszę założyć maskę, a później ewentualnie pozwolę sobie pomoc. Naburmuszona i zła założyła jakąś brudna szmatę na twarz.
Mąż jeszcze nie zdążył opuścić sklepu, a babsko maskę natychmiast rzuciło gdzieś pod ladę.
Mąż zawiadomił kogo trzeba. Dodam, że pieniężne kary za brak masek w Belgii są naprawdę rzetelne.

I dobrze. Będzie babsztyl pracował przez kilka miesięcy za darmo.

W dzienniku telewizyjnym regularnie pokazuje się debili noszących maski pod nosem, czy nawet pod brodą. I albo im te maski SAME spadły, albo tego nie zauważyli. Zero tolerancji dla nich.

Specjaliści grzmią, a służba zdrowia wypruwa sobie żyły, aby pomoc zakażonym, a niektóre chłopki roztropki i tak wiedzą lepiej.


 A mnie szlag trafia i dopiero mnie trafi kiedy zamiast wdychać świeże, morskie powietrze będziemy gnuśnieć w domu.

Reset.

Jakoś cholera ciężko mi się zresetować w tym roku i wrócić, po wakacjach, do normalnego życia. Wszystko odkładam i odkładam. W nieskończoność chyba. Nie potrafię podjąć żadnej inicjatywy i godziny przelewają się przez palce bezczynnie. No zwyczajnie beznadziejna jestem i nie ukrywam, że bardzo, ale to bardzo siebie za to nie lubię.

A tymczasem czas leci i tutaj zaczynają już mówić o Bożym Narodzeniu. No szlag… .

Na mieście nadal pustki. I w sklepach, i w restauracjach. Do kina chyba już nikt nie chodzi. Ależ ten COVID daje nam popalić. Dowiedziałam się wczoraj, że ludzie nawet apteki zaczęli omijać z daleka.

Postanawiam sobie i postanawiam jakoś wziąć się za siebie. Dzisiaj także postanawiałam, że wracam do życia. Od poniedziałku. Następnego.

„Strzeżcie się bezczynności, zwłaszcza w godzinach popołudniowych, ponieważ wtedy szatan zwykł najbardziej atakować”. (Sw. Filip Nereusz)