Dostaliśmy w prezencie jakieś 5 lat temu. Malutka, krucha i niepozorna. W tym roku wyrosła, ku naszemu zdziwieniu oraz zazdrości sąsiadów, przepięknie. Jak w jakieś np. Hiszpanii.
Yucca gloriosa.
Dostaliśmy w prezencie jakieś 5 lat temu. Malutka, krucha i niepozorna. W tym roku wyrosła, ku naszemu zdziwieniu oraz zazdrości sąsiadów, przepięknie. Jak w jakieś np. Hiszpanii.
Yucca gloriosa.
Ten zdumiewający efekt potwierdzono wielokrotnie. Najdziwniejsze jest jednak to, że bodźcami leczącymi mogą stać się pewne myśli. Ludzie, którzy tworzą przyjemne, konstruktywne wyobrażenia, stają się zdrowsi. Ci, którzy w nieskończoność rozpamiętują porażki, niepowodzenia, nieszczęścia, dodatkowo wywołują u siebie choroby.Badacze odkryli, że można w związku z tym poprawiać swój stan zdrowia poprzez regularne tworzenie odpowiednich wyobrażeń (wizualizacji). Metoda ta polega na tym, że pacjenta uczy się wyobrażać sobie, że zdrowieje, że przez jego ciało przepływa dobroczynna substancja (np. srebrna woda) i oczyszcza go z wszelkich toksyn oraz chorób. Stan relaksu, który się wtedy uaktywnia i wyobrażenie wyzdrowienia faktycznie sprawiają, że rozwój choroby zostaje zahamowany.
Wszystkie zabiegi, o których mowa, nie wykluczają oczywiście typowego leczenia farmakologicznego. W psychice drzemią jednak potężne siły, które mogą przyczynić się zarówno do powstawania chorób i ich utrzymywania się, jak i zanikania. Jeśli znamy te siły i potrafimy je wykorzystywać – nie dajemy się chorobom.
(dr psychologii Marcin Florkowski)
Bardzo to proste, łatwe i optymistyczne; zbyt proste, zbyt łatwe i zbyt optymistyczne. Szczególnie jak na doktora psychologii. Generalnie lubimy przecież komplikować sprawy.
Doceniam siłę pozytywnego myślenia. Nieskromnie nawet powiem, że jestem mistrzynią w jego stosowaniu. Nieustająco gryzie mnie jednak pytanie: skąd brać siły na to wszystko?
Jeżeli choroba jest długa, ciężka i na dodatek nieuleczalna?
Szukam wsparcia w filozofii, psychologii, poezji i literaturze. Szukałam, bezskutecznie, w religii. Jednak najważniejsi dla mnie są ludzie. Głównie z nich wysysam siły i liczę na ich pomoc. Czerpię moc z ich ludzkich zasobów. Czasami czuję się jak pijawka żerująca na innych. Wysysająca z nich siły i bazująca na ich energii. Brzmi strasznie, wiem, ale inaczej nie potrafię. Staram się naprawdę niezwykle mocno dawać w zamian tyle ile mogę. Bilans nie wychodzi jednak na moją korzyść.
Następna wątpliwość: kto mi dał prawo, aby tak postępować?
No, kto?

Jestem
Sama w samotności.
Obca
W obcości.
Spełniona
W miłości.
Jestem
Tam gdzie mnie nie ma.
Obok siebie
W bezowocnym poszukiwaniu spokojności.
Mąż w USA, reszta Bóg jeden raczy wiedzieć gdzie. „Er is zelf geen kat te zien”. To jest oczywiście po flamandzku i znaczy, że nawet kota nie widać (co akurat w mojej okolicy, gdzie mieszka 8 kotów, jest nieprawdą). Cisza i spokój. A dokładnie: zbyt cicho oraz zbyt spokojnie. Samotność czai się podstępnie w każdym, nawet najmniejszym kącie. Jestem w dobrym, doborowym towarzystwie: pies, choroba, pustka, wino i ja. Niekoniecznie w tej kolejności.
Zostaje, jak zawsze na pocieszenie, najukochańsza z poetek:
„Ktoś ma dziś serce chore
W te zimną, nocną porę…
Dyga spłoszona świeca.
Wicher dmucha do pieca…
Jęczy, płacze w kominie
Ten, co mu Nikt na imię…
Ktoś jest zły, Ktoś ma dosyć,
A Nikt płacze po nocy…
Źle Komuś, źle Nikomu
I w przestrzeni, i w domu….”.
A ja muszę się spieszyć z opublikowaniem tej notki zanim butelka zostanie całkowicie opróżniona.
Chora czy nie chora pognałam (a co !) na zakupy. Dawka kortyzonu potrafi naprawdę czynić cuda nad cudami! Ostatni tydzień solden, czyli przecen trzeba koniecznie wykorzystać. Zniżki sięgają 80%. Obkupiłam się niewiarygodnie i wydałam mnóstwo pieniędzy.
Tyle radości i szczęścia!
A że to szczęście jest banalne i trywialne? Let it be.
Niestety, pewnie większości z tych nowych szmat nigdy nie założę.

Tutaj, myślę, nie wiele trzeba tłumaczyć:
Pacjent krzyczy:”AAAUWW”!
Lekarz uspokaja: „Cicho! Anestezjolog śpi”.
(autor:Kamagurka).
Strach przed jutrzejszą, kontrolną wizytą jest ogromny. Wręcz irracjonalny.
Co ZNOWU zobaczy chirurg na scanningu?
Wiem, że sytuacja nie jest najlepsza. Oprócz „normalnych” problemów zaczęło rosnąć mi w brzuchu „dzikie mięso” (tłumaczę dosłownie).
Okropność!
Staram się jednak jak mogę poskromić wyobraźnię!
„W związku ze zwiększającymi się możliwościami leczenia, a także coraz szerszym wykorzystywaniem różnorodnych i kosztownych technologii oraz sprzętu technicznego, większość dyskusji wokół medycyny koncentruje się na kosztach, sposobach ich obliczania i kontroli, jak również prywatyzacji czy komercjalizacji. Analizy te, skupiając się na samych środkach, które należy wykorzystać i sprawiedliwie podzielić, pomijają dyskusję o celach, które medycyna jako specyficzna profesja powinna realizować. „To nasilenie wyłącznie ekonomicznych debat – jak napisano o medycynie amerykańskiej w raporcie Hastings Center – nie tylko nie rozjaśniło sytuacji, ale przyczyniło się do jeszcze większych nieporozumień w dotychczasowej, zbyt ubogiej dyskusji wokół celów i zadań medycyny. (…) Bez takiej refleksji różnorodne reformy przeprowadzane na całym świecie mogą zawieść albo nie osiągnąć tego, czego oczekiwano. Ekonomiczna presja wywierana na medycynę tym bardziej wymaga głębszej refleksji nad jej celami.
Jeszcze gorzej niż z samym bólem radzi sobie medycyna z cierpieniem. „Świadome i emocjonalne cierpienia towarzyszące chorobie są często nierozpoznane i nieleczone”. Nawet jeśli zostają zauważone, traktuje się je jako pozbawione większego znaczenia. W stosunku do cierpiącego pacjenta dominuje apersonalistyczne, scjentystyczne podejście farmakologiczne, w którym wobec różnych lęków i niepokojów chorego nadużywa się uśmierzających narkotyków zamiast osobowej obecności, troski, wsparcia i rady.
Podobnie nie radzi sobie medycyna z cierpieniami wywołanymi chorobami psychicznymi, które dotykają dziś miliony ludzi. Dość często udzielając pierwszej pomocy medycznej, zwraca się uwagę na zaburzenia biologiczne, ignorując psychiczne. Wynika to z przekonania, że choroby psychiczne są mniej ważne. W konsekwencji prowadzi to jednak do hamowania rozwoju psychiatrii.
Oprócz chorób psychicznych człowieka nękają różnego rodzaju niepokoje egzystencjalne. Człowiek dotknięty chorobą stawia najtrudniejsze pytania. Nie tylko o to, dlaczego jest chory, dlaczego cierpi, ale także dlaczego musi umrzeć i jaki jest sens życia. „Medycyna jako taka nie potrafi odpowiedzieć na te pytania. Niemniej od lekarzy czy pielęgniarek chorzy oczekują jakiejś odpowiedzi”.Możliwe jest odwołanie się do własnego doświadczenia, do poszukiwanych przez siebie wartości i podzielenie się tym w duchu współczucia i więzi z drugim człowiekiem”.
(ks. prof.dr hab Tadeusz Biesaga)
Nawet bardzo. Bardzo smutne.
Co po nas?
Co bez nas?
A co przed nami?
Co warte zachodu?
Kto zdradzi?
A co nas zrani?
Gdzie prawda?
Gzie kłamstwo?
Gdzie życie?
Gdzie śmierć?
Co ważne?
Co błahe?
I co trzeba mieć?
Kto mądry?
Kto ładny?
Kto głupi?
Kto śmieć?
I gdzie jest mój rozum
By poznał odpowiedź?
“Lepiej późno….” obejrzałam film “The curious case of Benjamin Button”. Podobał mi się bardzo. Nie będę tutaj silić się na jakąś recenzję, ponieważ takowych powstało już tysiące, ale na własne refleksje dotyczące filmu. Brad Pitt gra dobrze, ale chyba widziałam go już w lepszej formie. Gdzie ? Np. w „Kalifornia”, „Se7en”, „Legends of the Fall”, „Babel”, „Burn after reading”. Za to Kate Blanchett jak zwykle rewelacyjna. Jak wszędzie. Jak ona to robi, że czy w „Elizabeth”, „The aviator”, „Babel”, „Charlotte Gray” i w wielu, wielu innych filmach ZAWSZE jest fantastyczna? Niektórzy aktorzy są dobrzy, ale ciągle tacy sami (taki de Niro nie przymierzając), a ona za każdym razem inna, zaskakujaca i autentyczna. Na dodatek, kobieta przeciętnej urody, wzorowa żona i matka.
Sama idea historii Beniamina jest ciekawa i fascynująca. Utkwił mi w pamięci fragment listu Beniamina do córki: „or what it’s worth: it’s never too late or, in my case, too early to be whoever you want to be. There’s no time limit, stop whenever you want. You can change or stay the same, there are no rules to this thing. We can make the best or the worst of it. I hope you make the best of it. And I hope you see things that startle you. I hope you feel things you never felt before. I hope you meet people with a different point of view. I hope you live a life you’re proud of. If you find that you’re not, I hope you have the strength to start all over again”.
Czy gdyby tak było NAPRAWDE, że stawalibyśmy się z wiekiem coraz młodsi fizycznie, czy z większą przyjemnością patrzylibyśmy w lustro? Byłoby mniej operacji plastycznych? Mniej stresu związanego ze starzeniem się i ze zmarszczkami?
Z drugiej strony: młody wcale automatycznie nie znaczy piękny.
Czy ja osobiście chciałabym być coraz młodsza tylko ciałem? Mieć ciało nastolatki, a umysł, powiedzmy, 80 latki? Chyba nie. W rzeczy samej to jest jednak straszna idea. Wyobrażam sobie, że budzę się jako (atrakcyjna, rzecz jasna) młoda dziewczyna obok faceta i nie pamiętam jego imienia ponieważ tak naprawdę mam 80 lat. Horror.
Film jest także ciekawie i oryginalnie nakręcony, a charakteryzacja, szczególnie Pitt’a znakomita. Mam nadzieję, że jednak będzie on wyglądał trochę lepiej na starość. Jak na razie, wg. mnie, starzeje się całkiem znośnie.
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
Disability Advocacy and Empowerment
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
Anna Chałupczak- Winiarska