Archiwum dnia: 24 października, 2008

Scent of a Woman.

 Bardzo, ale to bardzo wkurzająca sprawa. Od jakiegoś czasu używane, ukochane przeze mnie i przez domowego wąchacza perfumy nie są więcej produkowane. Szlag mnie trafia! Po naprawdę długich poszukiwaniach dowiedziałam się, że była to seria limitowana i niejako jednorazowa. A niech żesz to. Równie często zdarza mi się to ze szminkami czy pudrami, powodując wielką moją irytację. Zupełnie jakbym nie miała innych problemów w życiu.   Piękny zapach „Touch of  Summer” firmy Lacoste przestał istnieć. Tragedia.Teraz musze zmarnować i zresztą już zmarnowałam wiele czasu na chodzenie do drogeriach i wąchanie, wąchanie i jeszcze raz wąchanie. Perfumy to w końcu część mojej osobowości i wiele,wiele mówią o właścicielu. 

                    Przeprowadzone badania (stricte naukowe, rzecz jasna) na znajomych dowodzą, że nie tylko ja jestem poirytowana właśnie tym problemem.

                    Być może wczoraj jednak coś odkryłam, ale trzeba troszkę poczekać. Tak to już z perfumami bywa, że osobiście  potrzebuję kilku, dni aby nowy zapach polubić. „Le jardin après la mousson” produkcji Hermès. Brzmi ładnie, romantycznie i przemawia do mojej wyobraźni.

 

Uptodating nr1.

Ciągle wącham i chyba mi się podoba.

Mąż – bez specjalnego zachwytu, raczej w stylu „może być”.

Pies – absolutnie zawsze zachwycony merda ogonem czyli aprobuje absolutnie.

Uptodating nr 2.

Minęło kilka dni i ciągle nic.

Uptodating nr 3.

Sprawy maja się coraz gorzej, bowiem wywąchałam konkurencję: „For woman” firmy Lacoste. Maż wyraźnie optuje za tym właśnie zapachem.

Uptodating nr 4.

Yes,yes,yes! Mam, kupiłam!