Category Archives: Grafomania.

U nas.

Słabe promyki słońca
Z trudem przebijają się
Przez brudne szyby .

Igrają beztrosko
Z kurzem na dywanie.

Kłują w oczy.

Grzeją delikatnie zziębnięte stopy.

Zalotnie muskają psią sierść.

Rozświetlają ciemne zakątki w salonie
I w duszy.

Oplatają kokonem
Skuloną postać.

I niech trwa status quo
Być tu
I zostać.

Motylek.

Rozpostarł z trudem

Wątłe skrzydełko

Bolało.

Próbował odlecieć

Bolało.

Chciał usiąść

Na brzegu stokrotki

Bolało.

Przywołał

Wspomnienia z dzieciństwa

Bolało.

Miał zamiar

Się kochać z panią motylkową.


Bolało.

Ja już nie chcę

Więcej nie mogę

Proszę i proszę

Niech ktoś zabierze TO ciało.

Choinka.

undefinedOtulmy choinkę

Łańcuchem pomyślności

Posadźmy na szczycie

Złotą gwiazdę fortuny

Niech usiądą na niej anioły

Niosące w konewkach

Rześkie powietrze

Ozdóbmy choinkę

Czerwoną wstęgą miłości

Dodajmy kilka kropel aromatu

Zrozumienia

Orzeźwijmy ją

Łzami szczęścia

Et voilá

To są moje dla was

Życzenia.

To jest z całą pewnością ostatni wpis w tym roku. Mąż od poniedziałku nie pracuje, a goście są już spakowani. Odkąd zaczęłam samodzielnie myśleć mój stosunek do Świąt, Nowego Roku i np. Urodzin jest raczej ambiwalentny. I jest coraz gorzej. Wszędzie Mariah Carey lub Jingles Bells . Ta pierwsza zarabia miliony dolarów torturując ludzi na całym prawie świecie. Tutaj kolędy są poprzerabiane na reklamy płynu do prania lub serów. Zgroza.

Ale cóż. Jest jak jest.


Trzymcie
się zdrowo i ciepło.
I do napisania gdzieś tam w styczniu.

Klaun (?).

I śpiewa

I skacze

I tańczy

Błaznuje

Pajacuje

Się wygłupia

Szaleje

Się mizdrzy

I ciągle i ciągle

Ma nadzieję

Jutro wszystko sie zmieni

Będę brany poważnie

Jutro będę szanowany

I będę bez maski

A świat patrzy i patrzy

I głośno się śmieje.

I śmieje.

Zaimek.

Kiedy mowię kocham

Kocham

Kiedy płaczę

Powstaje ocean łez

Kiedy odwracam głowę

Spostrzegam wcześniej niespostrzeżone

Kiedy patrzę w niebo

Zło przestaje istnieć

Kiedy z trudem otwieram zlepione snem oczy

Świat wczorajszy przestaje mieć znaczenie

Kiedy samotność rozwala egzystencję

Bezradnie proszę o zrozumienie

Kiedy smutek miażdży duszę

Opatulam się szczelnie twoim wielkim ramieniem.

Horyzont.

Próbowała

I próbowała

Przeskoczyć ponad horyzontem.

A to rozbieg był za krótki.
A to rozbieg był za długi.
A to lało okrutnie.
A to było za dużo słońca.


Zapomniała.
Że kiedy nogi są za krótkie.
To można próbować

Próbować.

I próbować.


Bez sukcesu.
I bez końca.

Prośba.

Rozkołysały się drzewa na wietrze.

Szemrała cicho rzeczka.

Zaśpiewał kos w leszczynie.

Zamknęłam oczy.

Odpłynęłam bardzo daleko.

Do krainy bez bólu.

Bez cierpienia.

Zastaliśmy sami.

Zakołysała się ziemia.

Splotły się razem dwa istnienia.

Trwaj chwilo.
Trwaj.
I proszę.

I błagam.

Niech nic się nie zmienia.

Gdybanie.

A gdyby tak rozlokować się

Proszę Państwa

W cudzej skórze

Mieć inne oczy

Mieć inne włosy

A nawet inne uszy?

A gdyby tak proszę Państwa

Nagle zacząć mówić po chińsku

Obudzić się gdzie indziej

Obudzić się z kimś innym

I mieszkać na ten przykład w Mińsku?

A gdyby tak proszę Państwa

Zostać nagle buddystą

Pasać mrówki na trawie

Kłaść pszczółki do snu

I mieć duszę piękną

I mieć duszę czystą?

A gdyby tak

Droga Bognno

Przestać pisać głupoty

Wyłączyć komputer

I wziąć się do roboty?