Category Archives: Grafomania.

Nadzieja.

Promyczek slońca

Pojawił się w oknie.

Chodź

Zatańcz ze mną

Nie siedź tak samotnie.

Kropelka deszczu

Spadła na murawę.

Otrzyj mokre oczy

Zrobimy zabawę.

Szara gąsienica

Wychyliła głowę

Mam zepsute jajko

Czy dać ci połowę?

Pląsają na trawie

Żaby i motyle.

Jakie piękne życie.

Mało, ciągle mało

A to jest aż tyle.

Koniczynka.

Koniczynka

Czterolistna

Znaleziona w wysokiej trawie.

Głęboko ukryta.

Bojaźliwa

Delikatna

I schowana

Przed ciekawskimi spojrzeniami.

Maleńka i krucha.

Przyniesie mi szczęście?
Przyniesie mi miłość?
Przyniesie mi radość ducha?

Czy znowu będę żyć

I żyć

Niepoprawnymi marzeniami?

Jazgot.

Jazgot

Jazgocze

Niweczy myśli

W sercu

I w głowie

Strasznie łomocze.

 

Jest wielki

I wieczny

Nachalny

Obecny.

 

Zabija ciszę

A za ciszą

Ciszę.


Zmienia puls życia.

 

W ciszy

Słowa się rodzą

I w rytm poezji

Pięknie

Się kołyszą.

Wisielec.

Pomalutku,

Po cichutku,

Znowu jesteś!

Jak się cieszę.

 

Witaj smutku.

Byleś w lesie?
Byleś w borze?
Pojechałeś gdzieś nad morze?

 

Się schowałeś pod kołderką
gdzie ci było ciepło

Miękko?

 

Się schowałeś w zakamarku?
Przechadzałeś się po parku?

 

Znowu jesteś?
jak się cieszę!

Z tej radości się powieszę.

 

Róża.

Różo.
Słucham?

Jesteś piękna.
Wiem.

Przeżyjesz bez słońca?
Nie przeżyję.

A bez wody przeżyjesz?
Nie przeżyję.

A bez powietrza?
Nie. Raczej nie.

A bez miłości?
Tak przeżyję

Tylko powiedz mi proszę

Po co?

Może ktoś wie?

Myśliwy.

Mruży oczy

Wypełnia go

Rozkosz oczekiwania na ofiarę.

 

Jeszcze minuta

Albo  i dwie.

 

Jest cierpliwy

Naznaczony upiornym spokojem

Predatora.

 

Jeszcze minuta

Albo  i dwie.

 

A tymczasem

Krąży

A tymczasem

Drąży

 

Zbiera siły

I uderzy

Bez zastanowienia

Z furią

Z precyzją

I z siłą

Potwora.

 

U nas.

Słabe promyki słońca
Z trudem przebijają się
Przez brudne szyby .

Igrają beztrosko
Z kurzem na dywanie.

Kłują w oczy.

Grzeją delikatnie zziębnięte stopy.

Zalotnie muskają psią sierść.

Rozświetlają ciemne zakątki w salonie
I w duszy.

Oplatają kokonem
Skuloną postać.

I niech trwa status quo
Być tu
I zostać.

Motylek.

Rozpostarł z trudem

Wątłe skrzydełko

Bolało.

Próbował odlecieć

Bolało.

Chciał usiąść

Na brzegu stokrotki

Bolało.

Przywołał

Wspomnienia z dzieciństwa

Bolało.

Miał zamiar

Się kochać z panią motylkową.


Bolało.

Ja już nie chcę

Więcej nie mogę

Proszę i proszę

Niech ktoś zabierze TO ciało.