Dirty Dancing.

Zupełnie niezaplanowanie obejrzeliśmy, po raz kolejny zresztą “Dirty dancing”, w piątkowy wieczór. Patrzyłam jak zaczarowana. Patrick Swayze to nie mój ideał mężczyzny, ale jednak jestem nim zachwycona. Świat płakał kiedy zmarł w 2009 roku i ja również. I wiem, że fabuła filmu jest naiwna, charaktery nieskomplikowane, a gra aktorska taka sobie. Ale ten TANIEC i ta MUZYKA. Mój Boże. Film cudny. Sensualny. Podniecający i pasjonujący. Na początku mój mąż troszkę ze mnie żartował, ale potem również patrzył zauroczony.
Ja już zdaje się wspomniałam, że się na starość robię się strasznie sentymentalna.

Motylek.

Rozpostarł z trudem

Wątłe skrzydełko

Bolało.

Próbował odlecieć

Bolało.

Chciał usiąść

Na brzegu stokrotki

Bolało.

Przywołał

Wspomnienia z dzieciństwa

Bolało.

Miał zamiar

Się kochać z panią motylkową.


Bolało.

Ja już nie chcę

Więcej nie mogę

Proszę i proszę

Niech ktoś zabierze TO ciało.

Szanowny Panie Owsiaku.

           Serdecznie zapraszam do Belgii. Bedzie pan tutaj traktowany z szacunkiem i godnością na jakie Pan zasługuje. Ba, do tego dojdzie podziw i estyma chociaż wiem, że nie o to Panu chodzi. Rywalizujące codziennie telewizje, gazety oraz partie polityczne się połączą (na chwilę) i wesprą Pana wspaniałą orkiestrę. Bez wyjątku. Sypną euro. Szczodrze. Robią tak co roku zresztą i chwała im za to.

Tak, Tak. Proszę się spakować i wsiadać w samolot.
A my wspieramy, jak tylko możemy.
Pozdrawiamy.

Bognna & co.

Owsiak.

To nic innego jak kopia mojego wpisu z 2017. Publikuję jeszcze raz z nadzieją, że może

przeczyta…. .

The Irishman.

Mieszanka tak znanych nazwisk jak: R. de Niro, Al Pacino, Joe Pesci czy sam capo do tutti capi całego oddziału geriatrycznego Martin Scorsese obiecuje bardzo wiele. Może zbyt wiele. Film ten, choć fabularny, nie ma fabuły, tylko jest wspominkowym bajdurzeniem mordercy mafii.

De Niro gra jak zwykle ze skwaszoną gębą. Gaworzy sobie beztrosko na ekranie przez dłuuuugi czas, a my to oglądamy. Nie wiem, za jakie grzechy. Za tym aktorem nigdy nie przepadałam i do tej pory nie rozumiem zachwytów nad nim. Na dodatek to jest zwyczajnie stary chłop (nie mylić proszę ze starszym panem). Zestarzał się brzydko i wygląda niechlujnie oraz prostacko, także poza filmem.

Al Pacino, jeden chyba z wybitniejszych hollywoodzkich aktorów, ocieka botoksem tak, że przykro patrzeć. Kiedy go zobaczyłam myślałam, że się właśnie co zderzył z ciężarówką lub, że go ukąsiło jakieś 100 pszczół. Ale gra, jak zawsze, świetnie.

Pesci odtwarza najlepszą i najciekawszą chyba rolę w tym filmie.

Mafia to interesujący i frapujący temat. Tak było, tak jest i tak najprawdopodobniej będzie. Okazuje się jednak, że nawet takim tematem można ludzi zwyczajnie zanudzić na śmierć. “The Irishman” to niestety nie ” The good father”. Szkoda. Na dodatek film trwa 3,5 godziny. Ludzie ratunku i co za szczęście, że mamy „Netflix” w domu. W kinie zdechłabym z całą pewnością.

Scorsese obiecał, że jest to najprawdopodobniej ostatni jego film. Let it be.

A teraz proza życia każe mi kończyć i udać się do kuchni. Osobisty Polishman niedługo wróci do domu. Głodny.  Jak zwykle.

Właśnie przed chwilą…

……..wielka, czerwona, bezduszna maszyna ją pożarła. Naszą śliczną choineczkę. Bez pardonu i na moich oczach. Co roku się to zdarza, a mnie co roku jest smutno z tego powodu. Wielkieś mi uczyniła pustki w salonie moim… . Wieczorem nie będzie już nastroju, ani światełek, ani atmosfery.
Niezadowolony pies. Drzewko stało w specjalnym stojaku z wodą. Hector nie spoczął dopóki CODZIENNIE całej wody nie wypił. Zwierzę małe, ale pęcherz chyba ogromny.

Ach. (ZBYT) Sentymentalna się na stare lata robię.

Home alone.

No może nie całkiem dokładnie….

Goście oraz niepracujący przez 2 tygodnie mąż to jest całkiem fajna mieszanka. Tym fajniejsza, że czasowa. Ci pierwsi odlecieli do domu, a ten drugi poszedł do pracy.

A ja jestem znowu sobą i dla siebie:))))))))

Sylwester u przyjaciół. A ci uparli się, że całe jedzenie przygotują sami. Przekonywałam ich (tak trochę na niby), że to nie fair i że każdy powinien, zwyczajowo zresztą, coś przynieść do konsumpcji, ale nie chcieli. Baaaaajka.

Na tę okazję se kupiłam nowy outfit. A co. Naprzymierzałam się w domu rozmaitych kombinacji od groma. Jak ta głupia. I……… oczywiście go nie założyłam. Czy można gdzieś to leczyć?????

W ubiegłą sobotę zaliczyliśmy kolejny, noworoczny, sąsiedzki drink. Tradycja się umacnia i rozwija. W minionym roku spotkanie było u nas. W tym roku zorganizowali je inni sąsiedzi. A przychodzi, bagatela, około 30 osób. Fantastyczna sprawa, miło, wesoło i bezpretensjonalnie, a rozpiętość wiekowa to od 8 miesięcy do 92 lat. Zamiast się np. żreć miedzy sobą wypijamy lampkę (lub kilka) szampana. A w ciągu roku się sobie nie narzucamy i się do siebie nie wtrącamy. Nie obserwujemy, nie komentujemy i akceptujemy, i siebie, i rzeczywistość. Super. I oby tak dalej. Czego zresztą wszystkim życzę u progu 2020.

Choinka.

undefinedOtulmy choinkę

Łańcuchem pomyślności

Posadźmy na szczycie

Złotą gwiazdę fortuny

Niech usiądą na niej anioły

Niosące w konewkach

Rześkie powietrze

Ozdóbmy choinkę

Czerwoną wstęgą miłości

Dodajmy kilka kropel aromatu

Zrozumienia

Orzeźwijmy ją

Łzami szczęścia

Et voilá

To są moje dla was

Życzenia.

To jest z całą pewnością ostatni wpis w tym roku. Mąż od poniedziałku nie pracuje, a goście są już spakowani. Odkąd zaczęłam samodzielnie myśleć mój stosunek do Świąt, Nowego Roku i np. Urodzin jest raczej ambiwalentny. I jest coraz gorzej. Wszędzie Mariah Carey lub Jingles Bells . Ta pierwsza zarabia miliony dolarów torturując ludzi na całym prawie świecie. Tutaj kolędy są poprzerabiane na reklamy płynu do prania lub serów. Zgroza.

Ale cóż. Jest jak jest.


Trzymcie
się zdrowo i ciepło.
I do napisania gdzieś tam w styczniu.

Ja, Hector..

Wczoraj wieczorem, podczas obiadu (podsłuchiwałem jak zawsze) usłyszałem następujące zdanie.
Dad stwierdził:

-nasz Hector, znaczy się ja, ,nie posiada żadnych dobrych…..tych…no…..(jakoś tak) manierów.


Hallo. No faktycznie nie posiadam. Mam wprawdzie różne zabawki, gryzaki, ukochany kocyk i właśnie dewastuję kolejne łóżeczko. Ale maniery? Nie, nie mam. Ale mam nadzieję, że wkrótce je dostanę. Może na Święta? I że będą nie tylko dobre, ale nawet smaczne.

Czao.

Sapientiae domina Olga.

“Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że świat staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani czyimiś decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił historii czy przypadku. Nasza duchowość zanika albo staje się powierzchowna i rytualna. Albo po prostu stajemy się wyznawcami prostych sił – fizycznych, społecznych, ekonomicznych, które poruszają nami jakbyśmy byli zombie. I w takim świecie rzeczywiście jesteśmy zombie”.

OLGA T.