All posts by bognna

R.I.P. Bognna

Bognna taka jaką była

Życie się wyżyło.

Zmęczenie się zmęczyło.

Znużenie się znużyło.

Miłość się wykochała.

Lecz rdza w sercu pozostała.

Listy dawno napisane

Hulaj dusza.

Co jest grane?

A na ranach już skorupa
Bicia serca nikt nie słucha.

Nawet mleko się rozlało?


No i co nam pozostało?

P.S.

Drodzy wierni czytelnicy blogu Dotyk bólu.

W piątek 8-go stycznia odeszła od nas moja ukochana dziewczyna, żona, mój najlepszy przyjaciel. Odeszła nagle, bez zapowiedzi, we śnie. Obudził mnie Jej ostatni głośny oddech. Ostatni wiersz niezamierzenie okazał się proroczy. Boli strasznie. Tak bardzo się kochalismy.

Świat się kręci dalej a ja nie rozumiem dlaczego.

J. mąż Bognny

2020/2021.

To jest ostatni wpis w tym roku.
Z powodu oczywiście CORONY mąż nie wykorzystał wielu dni wakacji, a więc od jutra będzie w domu i będziemy świętować i “świętować”.


Życzę, aby magia Wigilijnego Wieczoru przyniosła Wam radość i spokój, a także nadzieję na nowy lepszy 2021.

Bye, bye 2020  !!!!!!

Idą Święta, idą…. .

Wygląda to jak science fiction?
A nie jest. W tym roku wolno nam zaprosić JEDNĄ (sic) osobę na Święta. Kretyństwo. Czyli można zaprosić np. matkę, ale ojca już nie. Lub np. syna, ale bez żony. A najlepiej to zostawmy starszych ludzi samym sobie. I niech se starzyki radzą. A co?

Kto to wymyślił?
Dodam tylko że (na szczęście) dzieci „się nie liczą”.

Zarządzenie jest totalnie krytykowane, ale jak do tej pory decydenci milczą. Nie zgadza się z tym i prawica, i lewica, i środek, i koniec, a nawet początek. ZGODNIE. Zwykli ludzie także grzmią jak tylko mogą i potrafią.

Do dzisiaj nic się nie zmieniło.

Obostrzenie będzie totalnie łamane. Także przez nas. Dzielnie i z determinacją respektujemy narzucone przez zarazę nakazy i zakazy, ale chyba jednak, na Boga, są jakieś granice?


Pora umierać.

Życie się wyżyło.

Zmęczenie się zmęczyło.

Znużenie się znużyło.

Miłość się wykochała.

Lecz rdza w sercu pozostała.

Listy dawno napisane

Hulaj dusza.

Co jest grane?

A na ranach już skorupa
Bicia serca nikt nie slucha.

Nawet mleko się rozlało?


No i co nam pozostało?

Gastronomiczna solidarność.

Jako przykładni obywatele robimy bez szemrania to, co nam każą. A jeszcze chętniej to o co nas poproszą.

Restauratorzy (podobnie jak fryzjerzy) pewnie zbankrutują. Wielu z nich przygotowuje menu na wynos. I proszą, aby w ten sposób ich wspomagać. No to wspomagamy, z wielką przyjemnością zresztą.

Tak więc w prawie każdy weekend „chodzimy” do restauracji, które są oczywiście zamknięte.

W ubiegłą sobotę zamówiliśmy, bardzo pyszne zresztą, meksykańskie jedzenie, a ja po raz pierwszy w życiu samodzielnie zrobiłam Mohito. Wyszło naprawdę fajne.


W poprzednią sobotę zaś byliśmy na sushi. Sushi kochamy oboje, a ja dodatkowo uwielbiam ichniejszą zupę zwaną Miso. Mąż przepada za nią średnio, ale się „poświęca”.

A jeszcze wcześniej zamówiliśmy typowe belgijsko – francuskie jedzenie. Kto tej kuchni nie zna niech żałuje.

Dodam, że wspomagamy restauracje w których w normalnych czasach regularnie bywaliśmy.

Zastanawiam się nad przyszłym weekendem. Chodzi mi po głowie kuchnia włoska lub hiszpańska. Mamy to szczęście, że u nas w mieście prawie wszystkie kuchnie świata są dostępne. Boleję nad tym, że nie ma żadnej knajpy serwującej polskie żarcie. Szkoda.


I oto jak proste, łatwe i przyjemne  może być życie. Nawet w pandemii.

Insomnia.

Boże, jak ja marzę o tym, żeby się tak zwyczajnie i po ludzku wyspać. Jakieś tak np.6 godzin. Pod rząd i bez żadnej przerwy.

Mam wszystko co jest potrzebne do snu: wygodne lóżko, dobry materac, leciutkie, cieplutkie kołdry. Mieszkam w cichym miejscu gdzie nikt i nic nie hałasuje, a psiaki nie szczekają. W sypialni mamy ciemno i chłodno, i jest ona regularnie i dokładnie wietrzona. Na ścianie wisi zegar, który jest wyłączony i nie tyka. W nie mamy tam telewizora, ani nie czytamy przed zaśnięciem (jak radzą mądrzy ludzie). Łóżko i pokój służą tylko i wyłącznie do spania….aczkolwiek przyznaję, że zdarzają się tam czasami inne, fajne rzeczy. Żyć, nie umierać. Ale co z tego jak ja najzwyczajniej w świecie NIE ŚPIĘ. Nie i już. I to nie tylko z powodu bólu. Więc dlaczego? Pojęcia zielonego nie mam.

Przewracam się z boku na bok i wiercę nieustannie starając się nie budzić męża. Na szczęście on ma sen zdrowy i mocny.

To ma niestety swoje beznadziejne konsekwencje rano. Wstaję bowiem bardziej zmęczona niż się kładłam spać. Sytuacja się powtarza i jest, obawiam się, patowa.

A ja po prostu zwariuję.

„Bezsenność, agrypnia[3] (łac. insomnia) – zakłócenie stanu zdrowia, w którym niewystarczająca jest długość snu lub niezadowalająca jego jakość. Może polegać na trudnościach w zasypianiu, wczesnym przebudzaniu się, wybudzaniu się w trakcie snu lub na złej jakości snu, czego następstwami w ciągu dnia są uczucie braku wypoczęcia, gorsze samopoczucie, drażliwość, osłabienie koncentracji i zdolności uczenia się. Bezsenność może być rozumiana albo jako objaw, albo jako odrębna jednostka chorobowa.

Do głównych nawykowych błędów, które naruszają zasady higieny snu i odpowiadają za bezsenność, należą[1][5][7]:

  • siedzący tryb życia, deficyt wysiłku fizycznego
  • szkodliwe nawyki żywieniowe np. spożywanie wieczorem obfitych, ciężkostrawnych posiłków
  • niekomfortowe warunki do snu (np. niewygodne łóżko, zbyt wysoka lub zbyt niska temperatura w pomieszczeniu, hałas)
  • stosowanie wieczorem środków pobudzających (kofeinynikotyny) oraz alkoholu
  • podejmowanie pobudzających aktywności przed snem (np. oglądanie budzących silne emocje filmów lub korzystanie z gier komputerowych o podobnym wpływie)
  • wykorzystywanie łóżka nie tylko do spania i współżycia seksualnego, lecz również do innych aktywności takich, jak oglądanie telewizji czy czytanie książek w pościeli (nadmierna ilość czasu spędzanego w łóżku)
  • nieregularne godziny zasypiania i wstawania, np. wynikające z pracy zmianowej
  • częste drzemki w ciągu dnia
  • próby wyrównywania niedoboru snu poprzez wcześniejsze kładzenie się spać lub pozostawanie dłużej w łóżku po bezsennej nocy
  • próby zaśnięcia „na siłę” i oczekiwanie na sen w łóżku, nawet wtedy, gdy sen nie przychodzi
  • wieczorne oczekiwanie z napięciem i lękiem na to, jaka okaże się kolejna noc

Bezsenność może występować w przebiegu takich chorób jak[1]:

                                                             (Wikipedia)

Nieznane ofiary……

……..wirusa. A jest ich niestety wiele i o wielu się zwyczajnie nie mówi. I nie mam tu na myśli np. właścicieli restauracji czy sklepów.

Tak pechowo się składa, że jeden z naszych przyjaciół, na początku września dowiedział się, że cierpi na raka prostaty. Onkolog był uszczęśliwiony, że pacjent tak wcześnie się zgłosił, gdyż było to dopiero I stadium choroby. Lekarz twierdził, że szybka operacja rokuje świetnie i być może uda się uratować nerw odpowiedzialny za wzwód.  Operację zaplanowano a 29. Października. Paul się zorganizował, zaplanował swoją praktykę dentystyczną właśnie do tego dnia i potem dopiero od stycznia. Poszedł nawet do fryzjera, aby „jakoś wyglądać na stole operacyjnym”;(((( 5 dni przed planowanym zabiegiem szpital poinformował, że operację trzeba przełożyć. Na kiedy? Nie wiadomo.
Dlaczego? Za dużo pacjentów z COVID.

No i d*pa zimna. Paul czeka w nieświadomości, w złości i w kompletnej niemocy. Na dodatek praktycznie bez pacjentów, a tymczasem rak sobie rośnie i rośnie. Bez przeszkód.


Idem dito sekretarka męża. 22.11. miała mieć usuniętą złośliwą torbiel na nerce. Czeka do tej pory. Do kiedy? Nie wiadomo. Powód? Ten sam. Bezradność? Również ta sama.

Mojej mamie w Polsce już 2 razy przesunięto termin gastroskopii, wynik której może być istotny dla jej życia. Sytuacja identyczna do tych opisanych przeze mnie.

To są według mnie drastyczne przykłady zabawy w Pana Boga. Ktoś decyduje, który z pacjentów być może umrze, a być może będzie żył. Straszne i zwyczajnie nieludzkie.


Inny przykład, być może mniej drastyczny, ale to nie znaczy, że nieważny.

Przed tym całym pandemicznym zamieszaniem do grupy mojego męża przyleciało troje studentów robić doktoraty. Chińczyk, Japończyk i Brazylijka. Zawsze takich delikwentów brali pod opiekę tubylcy pokazując i tłumacząc jak działa i funkcjonuje kraj. To jest naprawdę bardzo trudne i piszę to także z własnego doświadczenia znaleźć się i funkcjonować w nowej nieznanej rzeczywistości na dodatek nie kumając nic i niczego.  Ze studentami aktualnie nie można się fizycznie spotkać. Tylko i wyłącznie wirtualnie. Do domu wrócić nie mogą. Siedzą więc sami w prawie pustych akademikach.

Litości.

Nieznane ofiary wirusa. A jest ich niestety wiele i o wielu się zwyczajnie nie mówi. Nie wiem czy ktoś kiedyś będzie w stanie policzyć ile ich jest i ile jeszcze powstanie.


I tak wiem, wiem, że opisałam jedynie wierzchołek góry lodowej na dodatek z własnego podwórka.