Archiwum dnia: 5 listopada, 2008

Zielone palce.

                                                              Nigdy, a w zasadzie od dziecka nie lubiłam prac ogrodowych.

                   Owszem lubię podziwiać ogrody, ale absolutnie nie cierpię w nich pracować. Wypływa to z kilku, myślę, czynników:

– traumatyczne pod tym względem dzieciństwo ( w moim rodzinnym domu zwykle zmuszano mnie do porządków ogrodowych i bardzo, ale to BARDZO zazdrościłam  moim koleżankom z mieszkań najzwyklejszego, nie ukrywajmy, lenistwa)

– nie posiadam tzw. „green fingers” , a więc

  zwyczajnie nie czuję bluesa

– jestem osobą ciężko chorą fizycznie

– nie znoszę mieć brudnych rąk i ziemi za paznokciami

– czuję pewien rodzaj obrzydzenia do wszelakiego rodzaju robactwa

               Ogród jednak posiadamy i coś trzeba w nim robić. Chętnie grzebie w ziemi mój mąż, ale on ma niestety czas na to tylko sporadycznie. Jesteśmy dumni z tegorocznego sukcesu; ogród jest taki jaki chcieliśmy aby był, kontrolowanie zapuszczony, troszkę tajemniczy i jesienny. Jest też indywidualny i całkowicie przez nas stworzony i wymyślony.

                Zawsze chciałam, aby mój ogród w "jakiś sposób" przypominał wiersz najukochańszej z poetek.

                                                  

                           

                                                    "Już jesień

                                                      rodzi się w moich oczach.

                              Króluje

                              przez kilka

                              miesięcy                                                    jesien

                              i odchodzi.

                              JESTEM JESTEM                                                                                            złota,

                              JAK

                              JESIEŃ 

                              złota,

                              szczera                             

                              ciepła

                              zimna.

KOCHAM JESIEŃ                        

Kiedyś przysypie mnie liśćmi

JESTEM JESIENIĄ….

Widzę, że przemijam”.

 

                    Ogrody są bowiem rożne w rożnych krajach: od totalnej, wolnej amerykanki w np. Francji, Włoszech czy Polsce do pewnego ascetyzmu w krajach skandynawskich, Anglii, Niemczech i w Belgii. W tych ostatnich pada często i zieleń jest naprawdę zielona i "umyta". Widziałam przepięknie utrzymane ogrody w Chicago i Los Angeles czy prawie zupełnie wypalone w Denver. Rzadko są one wytworami własnej wyobraźni, często zaś trendów czy mody.

 

                    To jest w zasadzie taki sobie malutki wpis po tytułem „mała rzecz, a cieszy”.