Archiwum dnia: 18 listopada, 2008

Viagra.

                                   Tak się szczęśliwie w moim życiu ułożyło,

że do reklam mam stosunek bardzo ambiwalentny. Ani mnie nie ziębią, ani nie grzeją. Czasami jedynie irytują swoja głupotą i natręctwem, ale wielkiego problemu nie mam, gdyż prawie wcale nie oglądam komercjalnych telewizji, a na szczęście w belgijskiej (flamandzkiej)  telewizji państwowej reklam prawie nie uświadczysz.

                                  Nie przypominam sobie również, abym coś kupiła np. pod wpływem właśnie reklamy.

                                  Jest jednak jedna, która mi się naprawdę spodobała.

                           

            Viagra. 

                                          

Śmieszna, dowcipna, bez wulgaryzmów i „to the point”.