Opera.

                          Niezapomniany, cudowny wieczór w operze w Liège.

Już sam budynek „Opéra Royal de Wallonie” robi ( w przeciwieństwie do samego niestety miasta) imponujące wrażenie, a mianowicie jest taki jak prawdziwa opera powinna wyglądać: wielki, imponujący i trochę bombastyczny. Sama historia „Il barbiere di Sivilgia” Gioacchino Rossini w istocie rzeczy prosta i banalna, opowiedziana wprost cudownie. Wszystko razem, a więc muzyka, dekoracje, gra aktorów i ich przede wszystkim GłOSY na najwyższym, profesjonalnym poziomie. Trzygodzinny, stary i staroświecki  ( napisany bowiem w 1916 roku) spektakl sprawił, że zapomniałam o bożym świecie!

Nawet, stale obecny ból, gdzieś się zapodział. Magia najprawdziwsza czy co!

                       Więcej, więcej takich przeżyć. Cast z najwyższej półki. Śpiewacy z najlepszych sal operowych świata. No i oczywiście happy end : „Chacun se réjouit et tous souhaitent aux jeunnes mariés amour éternel et fidélité”. No cóż, czegóż można chcieć jeszcze?

                      A wszystko śpiewane oczywiście w języku ojczystym opery, czyli po włosku, ale zgodnie ze specyfiką tego kraiku, tłumaczone na trzy tutejsze języki.

 


Dodaj komentarz