Hipnoza.

W ubiegłym tygodniu, Fabiola, czyli „stara królowa” jak się ją tutaj nazywa, była operowana na tarczycę.

Niby nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że operacja odbyła się nie pod narkozą, ale w hipnozie. Muszę powiedzieć, że wiadomość ta zrobiła na mnie spore wrażenie. Jakoś nigdy w skuteczność hipnozy nie wierzyłam, odnosiłam się do niej bardzo, bardzo sceptycznie uważając ją za jakiś komercjalny wymysł szarlatanów. Albo reżyserów filmowych dla upiększenia i uatrakcyjnienia akcji.

Pamiętam jeszcze ze studiów, czym tak naprawdę hipnoza jest: (w ogromnym skrócie ) „odmiennym stanem świadomości gdzieś pomiędzy jawą, a snem” („hipnoz” po grecku to właśnie sen). Coś jakby bardzo głęboka koncentracja. Odmienna praca mózgu w czasie hipnozy pozwala na np. na nieodczuwanie bólu, czy na brak kontroli nad pewnymi częściami ciała. W stanie hipnotycznym człowiek jest podatny na różnego rodzaju sugestie i bezwolne wykonywanie poleceń. Na temat bezpieczeństwa stosowania hipnozy czy jego braku dla pacjenta istnieje wiele różnorodnych teorii. Nigdy nie przyszłoby mi jednak do głowy, aby racjonalnie myślący człowiek poddał się operacji właśnie pod jej wpływem. A okazuje się, że nie mam racji. Wygląda na to, że to naprawdę działa, a pacjentka przeżyła operację i według oficjalnego komunikatu czuła się całkiem nieźle. Wprawdzie Fabiola wylądowała w ostatni weekend ponownie w szpitalu, ale z powodu zapalenia płuc i chyba bez związku z zabiegiem.

Czy jest to jakaś nowa droga dla współczesnej medycyny?

 


Dodaj komentarz