
Jak suche liście z drzew
Spadają na ziemię.
Bezszelestnie.
Moje marzenia.
Jak niepotrzebnie zapisane kartki papieru
lądują w koszu na śmieci życia.
Chciane, kochane, potrzebne.
Oczekiwane i pielęgnowane.
Zostają jak jątrzące się rany.
Bez litości.
Bez remedium.