I znowu ból, stres i cierpienie. Znowu szpital i wszystko, co się z nim wiąże. A tak chętnie pisałabym o dobieraniu stringów do kozaczków! Z ręką na sercu przyznaję, że opieka i wiedza lekarsko-pielęgniarska jest tutaj wprost znakomita. Ale chętnie bym tego tak często nie sprawdzała.
Jak sobie radzą w takich sytuacjach ludzie samotni?
Kto im pomaga?
Kto wspiera?
Kto jest świadkiem wylewanych łez?
I kto pomaga je osuszać?
Czy pomimo wszystkiego, co mnie spotyka, należę do szczęśliwców?
Sama absolutnie nie dałabym rady.