Jeżeli chodzi o moją edukację, to najdalej sięgam pamięcią do czasów przedszkolnych. Od tego czasu cały czas się pilnie uczyłam i coś studiowałam. Czasu minęło sporo i jestem hojnie wyposażona w wiele dyplomów. Dyplomy te leżą sobie w szufladzie, głęboko ukryte i elegancko zakurzone, gdyż jak wiadomo nie mogę pracować.
Do czego zmierzam? Ano do tego, że po raz pierwszy w moim życiu nie kontynuuję edukacji. Przerwałam w ubiegłym roku naukę włoskiego na piątym roku i absolutnie nie mam siły do niej teraz powrócić. Czuję się i bezradna, i winna jednocześnie. Rezygnacja równoważna porażce to jednak bolesne doświadczenie. Obawiam się także, że zamienię się w głupiutką kurę domową, której głównym zmartwieniem jest ścieranie kurzu i porządek w kuchni. Oprócz tego jak zapełnić czas? Mój mąż jest nieobecny przez około 12 godzin dziennie. Tak samo znakomita większość znajomych i przyjaciół. Co robić przez cały dzień? Nie widzę powodu, aby wiecznie sprzątać. Zresztą jest nas tylko dwoje plus pies, a więc nawet nie ma kto tak naprawdę nabrudzić.
Nie ukrywam, że boję się życia zamkniętego i skurczonego w czterech ścianach. Wtedy nawet kupno znaczka pocztowego urasta do rangi wydarzenia.
Seneka powiedział: „Vita sine proposito vaga est”. Czyli: „Życie bez celu jest błądzeniem”. Właśnie.
Będę jak zwykle chodzić na kinezyterapię, ale to jest stanowczo za mało. Myślałam o wolontariacie, ale bagatela, to tego potrzebne jednak jest dobre zdrowie. „Czytaj książki” radzi mój mąż. Ależ ja czytam! Myślę, może nieskromnie, że należę do czołówki czytelniczej w tutejszej bibliotece. Może zacznę oglądać seriale? Wiem, że dla sporej grupy ludzi jest to główne lub o zgrozo prawie jedyne zajęcie. Wciągnę się bezpowrotnie w te wszystkie durnowate intrygi i zapomnę o całym świecie. Żałosna wprawdzie, ale zawsze jakaś opcja.
Albo uwolnię głęboko ukrytą część mojej osobowości i stanę się compulsive player? Będę albo tracić pieniądze, albo namiętnie grać w gry komputerowe.
Szperam po necie w poszukiwaniu dobrego kursu jogi, aby chociaż trochę ukoić skołatane nerwy. Do tej pory jednak nie znalazłam niczego zadowalającego. Propozycji jest w naszym mieście sporo, ale żadna mnie tak naprawdę nie przekonała.
Czekam więc na cos w rodzaju natchnienia lub raczej olśnienia, które pozwoli znaleźć mi jakiś cel i chociaż trochę wyjść z impasu.
Tylko gdzie jest to światełko w tunelu?