Myślę sobie, że to musi być niezwykle przyjemne tak np. przespać całą noc bez przebudzenia z powodu okropnego bólu. Albo na ten przykład spacerować sobie po lesie lub po mieście bez przystawania, siadania na ławce czy w restauracji udając, że właśnie na to mam ochotę. Albo zrobić coś, co jest absolutnie beyond my comprehension, a mianowicie uprawiać jogging. Ludzie, takie proste sprawy. Wydają mi się takie przyjemne, a są takie niedostępne. Taka dla przykładu jazda na rowerze. Szczyt moich marzeń. Lub gra w tenisa. Absolutnie poza zasięgiem. Nawet najzwyklejsza jazda samochodem stała się za trudna. Czekając, na prawie zawsze opóźnione autobusy, muszę opierać się o jakiś słupek, ponieważ nie mogę zbyt długo stać. Wszędzie, obsesyjnie wręcz, sprawdzam czy są windy, a w knajpach czy przypadkiem do WC nie trzeba iść po zbyt stromych schodach. Szczyty górskie mogę popodziwiać z okna samochodu lub w Internecie. Zakupy w pobliskim sklepiku muszą być śmiesznie malutkie i lekkie. Ze zbyt długiego spaceru z psem (maximum 1 km) ledwo dochodzę do domu wyczerpana jak po ciężkiej szychcie w kopalni. Dom sprzątam odpoczywając co 15 minut, a wieczorem jestem totalnie wykończona. Zapisanie się na kurs tańca jawi mi się jako niewyobrażalny wprost eksces. Przykłady mogłabym mnożyć i mnożyć.
Ach życie moje…..