Archiwum dnia: 19 grudnia, 2009

Procedura.

                                   Klient jest królem. “Klant is de koning” tak to brzmi po niderlandzku. I faktycznie na jakość obsługi w tutejszych sklepach i restauracjach raczej narzekać nie można. Chyba dlatego doprowadziło mnie do frustracji takie oto zdarzenie.

                                    Jesteśmy zaproszeni na imprezę sylwestrową. Niewielka, kameralna, ale wiadomo, trzeba jakoś wyglądać. W tutejszej galerii zobaczyłam śliczną sukienkę; prostą, z jedwabiu, w moim ulubionym less is more stylu, po całkiem przystępnej cenie. Na dodatek w morskim kolorze, a więc znakomicie pasującą do moich oczu. Przymierzam (czego serdecznie szczególnie zimą nienawidzę) jedną i drugą. Obie za duże. Potrzebuję rozmiar „S”, a ten tylko jest na manekinie w stoisku „Benettona”. Niestety, jak się dowiaduję, sprzedawczyni tej firmy jest chora i nie ma absolutnie mi kto pomoc. Obok stoją dwie pracownice z innej kolekcji, absolutnie nic nie robią i chętnie by mi pomogły, ale to nie ich stoisko i nie znają na taką sytuację PROCEDURY. Idę, zdeterminowana, do obsługi klienta. Manager suprise, suprise, nieobecna, przebywa na szkoleniu w Brukseli. Ale jest zastępca zastępcy. OK., dobre i to. Zatroskana, chętnie by mi pomogła, ale ten manekin może być rozebrany tylko przez sprzedawczynię z danej firmy. Taka u nich PROCEDURA. Dodam, że wychudzony, blady jak śmierć manekin nie stoi na wystawie, tylko na stoisku w sklepie jako zwykły wieszak. Jestem wkurzona na maxa. Kiedy wróci sprzedawczyni nikt nie wie. Mówię, że nie mogę na jej powrót czekać, gdyż wyjeżdżam jutro za granicę. Kłamię, rzecz jasna, jak z nut. Zastępca zastępcy martwi się i po wykonaniu kilku (!) istotnych telefonów postanawia poprosić ochroniarza o rozebranie manekina. Po 5 minutach przychodzi jakieś 2 metry wytrenowanego, spalonego w solarium mięsa, dosłownie i w przenośni spogląda na mnie z góry i po wysłuchaniu całej historii ogłasza, że to w zasadzie nie należy do jego obowiązków i wykonując to dziwne polecenie łamie PROCEDURĘ. Szlag mnie trafia. Oznajmiam, że w takim razie ja złamię PROCEDURĘ i rozbiorę nieszczęsnego manekina sama, a oni mogą dzwonić po policję. Sytuacja robi się napięta. W międzyczasie zbiera się grupka znudzonych sprzedawców oraz klientów. Klienci są zdecydowanie po mojej stronie i wyrażają niezadowolenie z pracy personelu. Robi się dyskusja na temat irracjonalności i bezzasadności przepisów w normalnym życiu, w której jednak nie biorę udziału. Stoję zmęczona, zła, opierając się na lasce. Jestem niepełnosprawna i wiadomo, że sama w życiu manekina nie rozbiorę. Zastępca zastępcy, niezadowolona z przypadkowego zgromadzenia w renomowanym w końcu sklepie, sama rozbiera manekina łamiąc tę tragiczną PROCEDURĘ. Rozbieranie trwało jakieś 1,5 minuty.  

                                    Na znak protestu chciałam sukienki NIE kupić, ale kupiłam. Kupiłam jednak sukienkę w rozmiarze „M”, a więc nie tę z manekina. Wychodząc ze sklepu przypadkowo się obejrzałam; zastępca zastępcy życzyła mi wzrokiem przynajmniej spadnięcia ze schodów.

 

Tak jakbym, kurde, nie miała innych problemów w życiu.