Roczne archiwa: 2009

Utopia. 39

„Określenie medycyny jako sztuki jest stosowane od dawna,

zwłaszcza przez lekarzy darzących ją wielką estymą, wykonujących swój zawód z miłością i zapałem.
Współcześnie określenie to może budzić kontrowersje, zwłaszcza wśród młodszych roczników lekarskich, bazujących w praktyce głównie bądź wyłącznie na nowoczesnej technice medycznej.
W rzeczywistości do dobrego uprawiania medycyny potrzeba dużo więcej niż samej wiedzy, niż umiejętności posługiwania się nowoczesną aparaturą, niż posiadania określonych umiejętności manualnych. Sztuką jest twórcze myślenie, zarówno analityczne jak i syntetyczne, połączone ze zdolnością przewidywania, które winno być stosowane przez lekarza przy rozpracowywaniu każdego pacjenta.
Sztuką jest słuchanie drugiego człowieka, wczuwanie się w jego odczucia i przeżycia, odczytywanie jego prawdziwych potrzeb, nawet niezwerbalizowanych.
Sztuką jest nawiązanie i utrzymanie dialogu z chorym, co jest warunkiem sine gua non dobrych efektów leczenia.
Sztuką jest pokazywanie informacji medycznych, zwłaszcza trudnych, sztuką jest przekonanie pacjenta o konieczności zastosowania się do zaleceń lekarskich. Niezwykłą sztuką jest stworzenie w realnych warunkach pracy atmosfery bezpieczeństwa i zaufania, w której chory znajduje ukojenie.
Nie wszyscy lekarze posiadają sztukę leczenia, mimo iż mają potrzebną wiedzę, aparaturę, sprawność manualną.
Nierzadko medycyna w wykonaniu takich lekarzy, choćby ze stopniem profesorskim, przeradza się w sprawne rzemiosło, a niektóre nowoczesne szpitale i kliniki coraz bardziej przypominają fabryki czy warsztaty naprawcze, w których taśmowo, sprawnie, lecz bezosobowo wykonuje się określone procedury medyczne.

Często lekarzowi, zwykłemu przecież człowiekowi, brakuje sił na taką

postawę. Nierzadko wydaje się, że do ofiarnej pracy lekarza potrzebne są siły niemal nadludzkie.
Jednakże każdemu z lekarzy znane są przykłady nauczycieli bądź kolegów, których sposób uprawiania medycyny przypomina stale o godności samej medycyny, jak również ukazuje wspaniałą godność tychże lekarzy. Ich życie i praca są żywym dowodem na to, że medycyna i współcześnie może być fascynującą nauką, wspaniałą sztuką i niezwykłą sprawnością ludzką.
Gdzie tkwi sekret lekarzy uprawiających taką medycynę? Ponieważ rdzeniem medycyny jest kontakt dwóch osób, lekarza i chorego, uważam, że o pełenej nowoczesnej medycynie można mówić tylko w wykonaniu tych lekarzy, którzy swoją pracę traktują jako bezinteresowny dar z siebie samego. Dar z siebie, to znaczy z własnych zdolności, wiedzy, umiejętności, cierpliwości, własnego czasu, całego swego wewnętrznego bogactwa – dla dobra drugiego człowieka, człowieka chorego”.


dr n. med. Wanda Terlecka

 

Utopia?

 



Stront.

                             Piękny, ciepły weekend. Lepiej się czułam. Przespałam całe 6 godzin bez przerwy. Znacznie, ale to znacznie mniej cierpiałam.Udało nam się nawet zaprosić przyjaciół na smaczne bbq.Pełnia szczęscia.

 Cholera jakie życie może być przyjemne i łatwe!

 

                                     Dlaczego muszę wysoko wyciągać ręce po to co u innych leży na podłodze?

 

Co tak naprawdę wiedzą o życiu ludzie zdrowi?

                               Powiem krotko: NIC nie wiedzą. Mało tego powiem dosadnie, ale za to elegancko: GÓWNO ( po flamandzku to właśnie „stront” ) wiedzą.

 

Dzieje choroby.

DZIEJE CHOROBY NIE ISTNIEJĄ
ona nie ma początku ani końca
jest zawsze i wszędzie
każde jej leczenie stanowi prowokację
tego co uśpione i nieświadome
leczenie to umęczanie obudzonego zarazka
usypianie go na powrót zaklęciami leku
który jest termometrem naszego losu
dzieje choroby nie istnieją
jeśli życie jest tylko chorobą
zmierzającą do temperatury szaleństwa
temperatury obłędu i agonii
dzieje choroby nie mogą istnieć
jeśli jest ona tylko agonią
jeśli nie istnieje czas
tylko miejsce

 

(***Dzieje choroby nie istnieją…)

               To Kazimierz Ratoń. Człowiek umęczony i ciężko dotknięty przez chorobę. Jego poezja to w zasadzie straszny obraz cierpiącego i nieuleczalnie chorego człowieka. Jego przewaga nad innymi poetami polegała głownie na tym, że Ratoń rzeczywiście bardzo cierpiał i jego dzieła są zwyczajnie autentyczne. Chociaż bardzo często naprawdę przerażające.

 


Wybaczenie.

Miłość mi wszystko wybaczy?

–         nie kochanie, musimy przełożyć wizytę u znajomych

–         trzeba dzwonić po pogotowie

–         kup “chińczyka” na obiad bo nie byłam w stanie niczego ugotować

–         nie możemy się kochać, ponieważ bardzo mnie boli

–         musimy zrezygnować z wyjazdu, koncertu, podroży, spotkania,wyjścia…. itp.

–         znowu przeze mnie nie spałeś całą noc

–         zwyczajnie oszaleję

–         chodź ze mną do lekarza, ponieważ sama się boję

–         musisz wyjść z pracy, gdyż trzeba jechać do szpitala

–         niech już to wszystko się skończy

–         nie możemy dzisiaj tam pojechać

–         litości, litości

–         trzeba jechać na pogotowie

–         ciągle chce mi się wymiotować

–         nie mogę rozmawiać

–         ubikacja jest pełna krwi

–         błagam przyjedź do domu, nie wiem co się ze mną dzieje

–         to wszystko jest bez sensu

–         za nic w świecie nie chcę ZNOWU iść do szpitala

–         nie mam już siły

–         morfina przestała działać, nie wytrzymam dłużej

–         nic tylko płaczę i płaczę

–         znowu czuję się gorzej

–         lekarstwo nie działa

–         czuję się jak sparaliżowana

–         sytuacja jest beznadziejna

–         cholera, dłużej nie dam rady

–         przepraszam kochanie, ale nie potrafię, nie mogę, nie jestem w stanie, to za trudne

–         przepraszam bardzo przepraszam kochanie, że żyję….

 


Stop. 40

                    Noga, ręka, pęcherz. Proszę chwilkę poczekać. Wyniki, no cóż nie są zachwycające. O, znowu nasza ulubiona pacjentka. Boli? Wiem, wiem, jeszcze tylko momencik. Ucho, odbyt, serce. To naprawdę niezwykle skomplikowana, poważna operacja. Trzeba koniecznie powtórzyć badania. Proszę się rozebrać. Jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Niech pani nie płacze, błagam. Wypróbujemy nowy lek. No i już po operacji. Jest mi niedobrze. Wątroba, płuco, macica. Proszę chwilę tak wytrzymać. Uprzedzam, że będzie bolało. Może się pani ubrać. Zrobimy zastrzyk. No i co, wcale nie było tak źle. Niestety, musimy od nowa operować. Trzeba zrobić nowe zdjęcia. Mózg, palec, trzustka. Nieprzewidywalne skutki uboczne. Znowu bardzo boli. Za chwilę pani zaśnie. Jeszcze jedna chwila i po wszystkim. Jelito, dłoń, nos. Nie, to wcale nie jest normalne. Potrzebny nowy scanning. Bardzo współczuję, ale nie ma innej rady. Musimy sprowadzić inne urządzenie. Po zastrzyku przestanie boleć. Muszę jeszcze raz panią zbadać. Głowa, kość, jajniki. Operacja nie należała do udanych. Trzeba koniecznie dzwonić do profesora. Jeszcze moment. Potrzebna następna wizyta. Zadzwonimy jak będą wyniki. To powinno pomóc .Zaraz zrobimy nowy zastrzyk. Proszę się nie bać. Znowu boli. Nieznany przypadek. Jesteśmy tutaj wszyscy po to, aby pani pomóc. Oko, żyła, ramię. Proszę się tak nie denerwować. To rutynowy, nieskomplikowany zabieg. No i już po wszystkim. Nie, tego nie przewidzieliśmy. Boli?

STOOOOP.

 


Szron.

 

Szron.

 

Oszronione miejsca.

Oszronione dusze.

Oszronione ciała.

Oszronione pola………

Oszroniona ja cała.

 

Wszystko zimne,

obce.

Prawie nic nie żyje.

Tylko dusza samotna

 

beznadziejnie wyje.

 


Granica.

 

                       No właśnie, gdzie się znajduje granica ludzkiej wytrzymałości na ból, cierpienie, nieszczęście?

 Kto ustala, kiedy można ją samemu przekroczyć np. przestając się leczyć?

 Na ile wolno, uwalniając siebie od siebie, ranić tych którzy kochają, pomagają, troszczą się, martwią i wspierają?

Kto i kiedy może powiedzieć „stop”? Kto i kiedy zrozumie i uszanuje taką decyzję? I czy tak ogólnie ma to jakieś znaczenie?

                Zazdroszczę ludziom wierzącym. Tyle razy szukałam pocieszenia w religii  ale zawsze, niestety, bezskutecznie. Dla nich sprawa jest oczywista: wszystko w rękach Boga. Ale co mają zrobić tacy jak ja?  I czy ktoś musi to rozumieć i akceptować?

 

“bo dla księdza – proszę księdza – to jest wszystko takie proste

 

  Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść

 

Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na kościół

 

Prosta ręka – prosta ryba – prosta sieć

 

 

 Może tak należy mówić ludziom cichym ufającym

 

Obiecywać – deszcze łaski – światło – cud

 

Lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni

Bądźmy szczerzy – to jest także boży lud”     (Z. Herbert).

 

                 Nawet mój przewodnik duchowy Seneka mnie nie wspiera pisząc: „Quid enim est novi hominen mori, cuius tota vita nihil aluid quam ad mortem iter est?” Co się tłumaczy jako: „ Cóż w tym niezwykłego, że umiera człowiek, którego całe życie nie jest niczym innym jak tylko drogą ku śmierci?”

 

 

Gloomy Sunday.

Sunday is gloomy,
My hours are slumberless
Dearest the shadows
I live with are numberless
Little wite flowers

Will never awaken you
Not where the black coaches

Sorrow has taken you
Angels have no thoughts
Of ever returning you
Wouldnt they be angry
If I thought of joining you?

Gloomy sunday

Gloomy is sunday,
With shadows I spend it all
My heart and i
Have decided to end it all
Soon therell be candles

And prayers that are said I know
But let them not weep
Let them know that Im glad to go
Death is no dream

For in death Im caressin you
With the last breath of my soul
Ill be blessin you

Gloomy sunday

Dreaming, I was only dreaming
I wake and I find you asleep
In the deep of my heart here
Darling I hope
That my dream never haunted you
My heart is tellin you
How much I wanted you

Gloomy sunday

(Carter / s. lewis / r. seress).

 

                           To bardzo stary, żeby nie powiedzieć wprost legendarny utwór, który doczekał się naprawdę wielu interpretacji. Mnie najbardziej podoba się chyba ta. Świetnie działa jako „dosmucacz”.