Roczne archiwa: 2009

Kontrola.

                      Wczorajsza, kontrolna wizyta w szpitalu.

Od grudnia 2008 zostałam poddana 5 operacjom w całkowitej narkozie. W sumie daje to już 22 operacje.

                       Poprawy nie widać….. 

 

Italiani.

No tak, jest maj i wkrótce zaczynają się egzaminy. Normalnie rzecz biorąc ja zaczynałabym

panikować, pocić się, mieć biegunkę (dobre na zachowanie linii), nie spać po nocach…….. itp. Zawsze tak samo reaguję na stres. Lubię przesadzać, „wydziwiać” (jak to nazywa mój mąż), ale w życiu nie oblałam jeszcze żadnego egzaminu. Przerwałam moja edukację włoskiego. Ale sentyment pozostał. Zresztą mam nadzieje wrócić do niej od października.

I co mi pozostało? Ano nie tak wiele. Na ten przykład ogladanie włoskiej telewizji. Italiani mają rewelacyjną wprost stację telewizyjną RAI 3. Bardzo, ale to bardzo dobre programy o kulturze, literaturze, zdrowiu, poezji. Długie i wyczerpujące wywiady z mądrymi ludźmi np. ze świata medycyny. Jest to telewizja edukacyjna, ale wcale nie nudna czy sztywno dydaktyczna. Sporo dobrych filmów i dobrej muzyki. Żadnych tańców na czymś tam i innych, podobnych żenujących produkcji. Mają oni także doskonałe kino, ale nie wiem na ile dociera ono do szerszej publiczności. Nie wzruszam się łatwo w kinie, ale płakałam na „ Il cinema Paradiso” czy na „ La meglio gioventù”…. . Niezapomniane przeżycia. Jak na prawdziwego twardziela przystało, łzy w oczach miał zresztą także mój mąż. Piękna jest także włoska poezja i muzyka. O włoskim designie i o włoskiej modzie nawet nie wspominam. Bo i po co? Wszyscy wiedza i wszyscy znają.

Jako przykład dobrej wg. mnie muzyki mój ukochany Paolo Conte. Całkiem niedawno dawał dwa koncerty w Belgii, a ja po prostu przegapiłam. Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć. Ale może jeszcze kiedyś przyjedzie?

Italia ma także historię, kulturę, a przede wszystkim architekturę, którą mogłaby swobodnie oddzielić tak z pół Europy. Mieszanka tam ras i narodowości doprowadziła do powstania, wg. mnie, zdecydowanie najładniejszej nacji na świecie. No i wreszcie la cuccina italiana! Chyba współczesny świat ( a z całą pewnością USA) umarłby zwyczajnie z głodu gdyby nie wszechobecna ekspansywność Włochów i te ich tanie pasty, spaghetti, pizze… . Ale kuchnia włoska to także kuchnia super smaczna, droga i wyrafinowana o naprawdę niepowtarzalnych smakach.

 

Ja wiem, że mają także bród, smród i ubóstwo. Nieuprzejmych oraz niekompetentnych urzędników i kelnerów, mafię, korupcję i porównywalną z Polską „klasę” klasy politycznej. Jednakże jak się, thanks God, w jakimś kraju nie mieszka to jego wady mają jakby mniejsze dla nas znaczenie. Przebywając we Włoszech tylko na wakacjach nie zwraca się uwagi na np. trudy życia codziennego. Jest to, rzecz jasna, całkiem normalne i oczywiste.

 

Tak generalnie to ten wpis miał być o tym, że całkiem fajnie jest być chorą, bo można tym stanem usprawiedliwić swoje lenistwo zarówno to fizyczne jak i to intelektulne. A niech żesz to…. .



Sąsiedzi.

 

Sasiedzi 2.

 

                                                   Sasiedzi 4.

 

Sasiedzi 3.

 

                                                   Sasiedzi 9.

 

Sasiedzi 20.

 

                         Nic na to nie mogę poradzić! Ja je po prostu uwielbiam obserwować!Wiem, że bywam niedyskretna, ale one wcale, ale to wcale się nie kryją ze swoją miłością. 

                          Zupełnie jak u Najukochańszej z ….:  

“I namiętnością gorsząc

Surową fortecę

Otwierają ramiona,

Tęskne i kobiece….”

 

Bye,bye New York.

No właśnie. Gdyby nie “plastyczna” operacja mojego brzucha wałęsałbym się aktualnie po Nowym Jorku.

 

Zaplanowaliśmy tę podroż już wiele, wiele miesięcy temu i, do jasnej cholery, musiałam odwołać. Mój mąż pojechał sam. I to nie dlatego, że mu się tak podobało tylko dlatego, że musiał lecieć w celach służbowych. Często korzystamy z tej opcji: on jedzie, bo zwyczajnie musi, a jadę przeszkadzać (głównie). Wyjazdy takie mają dodatkowo całkiem miły walor finansowy, a mianowicie płacimy tylko za jeden bilet. Sytuację troszeczkę osładza fakt, że je już tam byłam i co nieco widziałam, ale zawsze żal d*** ściska. New York jest miastem zadziwiającym i fascynującym. Bez żadnej przesady. Do dzisiaj pamiętam nocne, piątkowe wyjście   "na miasto”. „ A place to be”. Mieszanina z całego świata w jednym miejscu. Cudowna atmosfera oraz orgia barw, świateł i kolorów. Chodziliśmy zauroczeni. I ten dumny jak paw i chętnie pozujący do zdjęcia policjant.

NYPD of course.

          NYPD.

 Dzień się budzi. Niedługo lądujemy w Brukseli.

         Dzien.

 

        A teraz nic z tego. Znowu coś zawaliłam. Znowu z czegoś się nie wywiązałam. Znowu z czegoś musiałam zrezygnować. Znowu, znowu i znowu. Sytuacja taka kiedyś doprowadzi mnie do obłędu. Jeżeli już nie doprowadziła. Boże, jak trudno czasami być mną i ze mną. Mój niewiarygodny mąż wszystko rozumie i wszystko wybacza. Jedyne co musiał zrobić to skrócić pobyt ograniczając go do niezbędnych czterech dni. Jutro na szczęście wraca.

                 Gdybym tylko ja potrafiła także rozumieć i sobie wybaczać.

 

Botox.

                                   Wskutek przeróżnych operacji, zażywania ogromnej ilości lekarstw, komplikacji, innych tego typu rewelacji, a przede wszystkim wskutek tego, że ja to niestety ja, rozerwało mi się jelito w środku (ja wiem, że jelito jest w środku człowieka, ale mam na myśli w środku jelita, ponieważ podobno może się ono także rozerwać na zewnątrz). Ból nie do opisania. Koszmar! Najgorszym wrogom nie życzę. Chociaż kto wie…… .W dzisiejszych czasach, na szczęście, można temu zaradzić wstrzykując obok, lub raczej dookoła tej powstałej rany, botox. Wszystko odbywa się pod całkowitą narkozą i podobno ma pomóc. Tak się też zdarzyło w ubiegły piątek i teraz czekam na rezultaty tego zabiegu. Ale botox?

                              Czyż to nie jest przypadkiem marnowanie tego tak cennego dla operacji plastycznych produktu?

 

I czy nie lepiej byłoby mi to zaaplikować np. na twarzy?

Albo najlepiej w obydwu miejscach jednocześnie?

 

                             Takie właśnie głupie myśli przychodzą mi głowy. Niestety. To chyba wskutek zbyt częstych narkoz wypisuję takie pierdoły.

 

                            I czy w związku z tym, mogę się oficjalnie przyznać, że poddałam się właśnie operacji plastycznej?

 

 

Pomoc. 41

   

                             To znowu, oczywiście, wielokrotnie już prezentowany Kama.

Kamagurka, oprócz niezwykle płodnego karykaturzysty bywa także osobowością telewizyjną, ze względu na swe oryginalne poglądy, często zapraszaną do tutejszej telewizji.

 

        Pomoc.

 

Tłumaczenie:

 

„ Pomoooocy! Pomocy!

Przyjdę chętnie z powrotem, ale poczekam, aż dojrzejesz.”

 

Kroplówka.

 

                    Znowu zaliczyłam pobyt w moim ulubionym miejscu tzn. na pogotowiu. Ruch, zamieszanie, masa chorych ludzi. Wydawało mi się, że nagle wszyscy, ale to dokładnie wszyscy zaczęli chorować. Podziwiam szczerze pracujących tam ludzi. Mili, grzeczni, opanowani i kompetentni. A pacjenci wiadomo rożni. Ludzie w stresie reagują w przeróżny i w nie zawsze przewidywalny sposób. Ktoś jednak panuje nad tą pozorną jednak anarchią. Chapeau bas!

 

 

A ja leżę sobie w wyizolowanym miejscu podłączona do kroplówek. Szczelnie osłonięta zasłonkami. Tylko ja i ona. Lub raczej ona i ja, moja choroba. Jest bardzo, bardzo cicho, a lekarstwo zaczyna działać. Czuję się cudownie. Naprawdę. Na dodatek dyżurujący chirurg jest absolutnie wart grzechu.

 

 Wreszcie przestało mnie boleć.

 

Chciałabym tutaj pozostać na zawsze.

 


Niespodzianka.

Oto co znalazłam u nas w salonie w ubiegły weekend.

 

                  Taka fajna, miła niespodzianka.

                                                                                                                        

 Kurczak.

 Kurczak.