Długo, bardzo długo, lata, a nawet wieki całe opierałam się oglądaniu tego filmu. I słusznie. Przeczucie mnie nie myliło, chociaż nie mogę powiedzieć, że żałuję. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Tym bardziej iż wiem, że cała historia wydarzyła się naprawdę. Przez kilka dni i nocy towarzyszyły mi niemal bezustannie obrazy z tego dzieła i brzmiała w głowie piękna, tak na marginesie, muzyka.
Temat jest mi bardzo, ale to bardzo bliski. Ja, podobnie jak bohater filmu, także jestem uwięziona w swoim ciele, chociaż nie w tak drastycznym jak on stopniu. Ba, w porównaniu z nim, można powiedzieć, że jestem osobą prawie pełnosprawną! Także ja wielokrotnie myślałam, aby się z tego ciała wyzwolić. Bohater nie może jednak zrobić tego sam. Jego paraliż jest prawie całkowity i skazuje go na szukanie pomocy także w godnym przeniesieniu się na ten drugi, ponoć lepszy ze światów. Jedno zdanie z tego filmu jest w jakimś sensie moim motto życiowym, chociaż dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę: „When you depend so much upon others, you learn to cry with a smile”.
Film jest mądry, pełen takiej specyficznej atmosfery, która potrafią osiągać chyba tylko Hiszpanie lub Włosi. Zadaje mnóstwo pytań trudnych, niełatwych, ale według mnie, daje także na te pytania odpowiedzi.
“The film’s conclusion, a recreation of the videotaped last words and death of Sampedro, appears harshly clinical given the poetic spirituality which precedes it, yet despite this downbeat ending, especially in the time of hopeful stem cell research advocate Christopher Reeves, „The Sea Inside” impresses with its humanity”. (Laura Clifford).
“Mar adentro” must see !