Archiwa miesięczne: Marzec 2010

Pociąg zabójca.

                                  Jestem pod ogromnym wrażeniem i bardzo, ale to bardzo przygnębiona. W ubiegłym tygodniu jedna z naszych dalszych znajomych wskoczyła pod pociąg popełniając rzecz jasna samobójstwo. Zostawiła męża, trzech synów, matkę i siostrę. Zostawiła także znakomicie wprost funkcjonującą praktykę lekarską, duże uznanie i respekt wśród pacjentek i wśród ich rodzin. Była lekarzem ginekologiem bardzo, ale to bardzo w naszym mieście uznanym i szanowanym. A o to tutaj nie jest łatwo biorąc pod uwagę fakt, że mamy szczęście posiadać jeden z największych i najlepszych szpitali uniwersyteckich w Europie, a więc konkurencja jest naprawdę spora, a wymagania i oczekiwania zarówno lekarzy jak i pacjentów wysokie.

                                 Była młoda, miała bowiem tylko 39 lat. Jeszcze prawie całe życie przed sobą. Życie potencjalnie piękne i spełnione, gdyż oddane innym. Pochodziła z szanowanej, cieszącej się głębokim uznaniem rodziny. Jej ojciec był kiedyś mentorem mojego męża.

Pomogła tysiącom kobiet.

Sprowadziła na świat tysiące dzieci.

                                 Jak to jest, że Jej w decydującej chwili nie pomógł absolutnie nikt?

 

Nowoczesna kobieta.

                                           Ze zgrozą dowiedziałam się od mojego męża, że zaczęłam chrapać w nocy. No ludzie! Wprawdzie widząc moje przerażenie szybko dodał, że TYLKO pochrapuję i tylko CZASAMI, a w zasadzie to RZADKO, ale jednak. To nowość w naszym długoletnim związku i jestem autentycznie przerażona! Do tej pory utożsamiałam chrapanie, z bardzo, ale to z bardzo wiekowymi facetami. W żadnym wypadku nie ze mną, na wskroś wysublimowaną, delikatną kobietą :).

                                         Jak powiązać to chrapanie z własnym wizerunkiem nowoczesnej kobiety?

No jak?

Nowoczesna kobieta bowiem:

– godzi funkcje: matki/żony/teściowej/córki/kochanki/partnerki z wysokim stanowiskiem w pracy bez najmniejszego wysiłku i na dodatek nigdy, przenigdy się nie pocąc

– rano wstaje z łóżka bez rozczochranych włosów i w niepogniecionej, najlepiej w jedwabnej, piżamie

– jest często zapraszana do wytwornych restauracji i pomimo tego nie przybywa jej ani grama tu i ówdzie

– jak mężczyzna prosi ją o rękę to dostaje zawsze pierścionek z diamentem wielkości co najmniej śliwki

– nawet leżąc w szpitalu po operacji ma bezbłędny makijaż

– w domu, w którym mieszka nigdy nie ma bałaganu

– rzadko boli ją „wtedy” głowa

– jest zawsze, ale to zawsze elegancko i bezboleśnie wszędzie wydepilowana

– obcy jest jej celulitis i inne tego rodzaju paskudztwa, gdyż posiada niezwykle skuteczne kremy dosłownie na wszystko

– nie łamią się jej paznokcie i nie odpryskuje z nich lakier

– z wiekiem nic jej nie zaczyna opadać i zwisać; au contraire, mając 40 lat i odpowiednie zasoby wygląda lepiej niż 15 lat wstecz

– wygląda świetnie i trendy nawet robiąc zakupy po całym dniu pracy

– jeździ sobie regularnie do SPA gdzie spotyka zabójczo wyglądającego masażystę

– beznadziejni faceci to zawsze mężowie/partnerzy oczywiście innych kobiet

– nie wyskoczy jej żaden pryszcz ani żadne inne świństwo przed jakimś ważnym spotkaniem lub uroczystością

– wielu, naprawdę wielu rewelacyjnych mężczyzn nieustannie za nią szaleje, ale ona jest ponad to i jedynie często o tym opowie innym babom zachowując wrodzoną skromność

– no i na 100% nie chrapie, a nawet z rzadka nigdy nie pochrapuje.

 

 

Pomoc.

Pomoc.

Pomóż mi pomagać

Pomóż mi zrozumieć

Pomóż mi być dzielną

I zaistnieć w tłumie.

 

Pomóż mi tworzyć

Pomóż mi żyć

Doradź jak nie tracić marzeń

I bez trwogi zwyczajnie być.

 

Pomóż mi mieć nadzieję

Pomóż mi mieć cierpliwość

Pomóż mi być sobą

Zachowując inność.

 

Pomagaj mi w rozterce

Pomagaj mi stale

Jednak rozumnie

Pomagaj mi siebie znaleźć

Umieć czego nie da się umieć.

Krystian Zimerman.

                            Wczoraj wieczorem wysłuchaliśmy koncertu wielkiego pianisty w Palais des Beaux-Arts w Brukseli. Jak dla mnie spore wydarzenie; nie tylko rodak bowiem, ale także Ślązak :).

                            Muzyka Chopina, wiadomo, balsam dla duszy.

A sam Zimerman? Uważam, że wygląda świetnie i nic nie poradzę na moją słabość do brody. Poważny, skupiony, elegancki. Nie kokietuje, nie podlizuje się publiczności. GRA i jeszcze raz GRA. Wirtuoz najprawdziwszy i chapeau bas dla jego kunsztu. Osiem lat mojego dzieciństwa i wczesnej młodości spędziłam bębniąc w klawisze fortepianu, więc się znam (he,he). Nie cierpi także fizycznie przy fortepianie, nie umiera i nie robi dziwacznych min, co zawsze jednak mnie irytowało i rozpraszało u niektórych pianistów. Zamiast słuchać muzyki patrzyłam bowiem cały czas na te durnowate często miny.

                                 A chyba nie jest łatwo w dzisiejszych czasach zapełnić salę koncertową przy pomocy tylko muzyki fortepianowej. Nie ma żadnych efektów świetlnych, pokazów laserowych i żadnych silikonowych lalek zwanych przez niektórych artystkami. Wszystko, dosłownie i w przenośni, w rękach jednego człowieka. Tylko muzyk, fortepian i ten niewiarygodny Chopin. Współczesny widz, nawet podświadomie, oczekuje jakiś tzw. efektów specjalnych.

Sala była jednak całkowicie, do ostatniego miejsca, zapełniona.

                            Największe zaskoczenie? Zimerman jest zupełnie, ale to zupełnie siwy lub jak kto woli zupełnie biały. Taki kontrast z czarnym smokingiem robi trochę demoniczne wrażenie.

                            Piękne chwile skupienia, zamyślenia i ucieczki od tego chaotycznego trochę świata. Zasłużona w pełni owacja na stojąco na zakończenie koncertu

                           Największy zawód? Stanowczo za mało bisów.

Największy nasz sukces tego wieczoru? Udało się nam napić wina w trakcie pauzy.

W programie:

BOZAR MUSIC
 
KRYSTIAN ZIMERMAN
Dinsdag 16.03.2010 20:00
Paleis voor Schone Kunsten / Henry Le Boeufzaal
Krystian Zimerman © Hiromichi Yamamoto / DG
 
Krystian Zimerman piano
Frédéric Chopin Nocturne, op. 15/2, Sonate nr. 2, op. 35, Scherzo nr. 2, op. 31, Sonate nr. 3, op. 58, Barcarolle, op. 60
Sinds hij in 1975 de Chopin-wedstrijd in Warschau won, is Krystian Zimerman niet meer van de concertpodia te branden. Geen wonder dus dat de Poolse pianist alle aandacht vestigt op zijn beroemde landgenoot Chopin, die in 2010 precies 200 jaar geleden het licht zag. Op het programma de twee grote sonates en voorts een aantal nog in te vullen werken.
Share/Save/Bookmark

 

Klonowanie.

Klonowanie.

                                                  (Kamagurka).

                        

                 Tłumaczenie dla „pierwszego sklonowanego człowieka”:

„ Tak jakby do tej pory nie było wystarczającej liczby bezrobotnych!”.

 

Odrobina optymizmu.

                               Czuję się jakby ostatnio trochę lepiej. W zasadzie nie bardzo potrafię powiedzieć dlaczego. Nie zmieniałam żadnych lekarstw, nie dostaję też nowych. Obowiązuje mnie stara i stała procedura. Ćwiczę jedynie więcej w domu (i jak na razie wygrywam z moim wrodzonym chyba lenistwem), ale to nie może być jakąś istotną przyczyną. Wiem także, że typowe dla mojej choroby są powracające „ups” i „downs”. Ale co tam, trwaj chwilo!

Oczywiście ciągle jestem bardzo chora, słaba i zdechła, ale mniej cierpię.

                               Odważamy się nawet planować nasze wakacje. W najbliższą niedzielę zabukujemy. I nie tylko; planujemy także przyjazd w maju do Polski. Trzymam za nas kciuki.

Rzecz jasna czuję także jakby mniejszą potrzebę kontynuowania tego bloga.

 

Quasi wpis.

                         To już nudne, nawet dla mnie samej; że znowu szczęście przebywa za granicą, że znowu samotny wieczór, samotna noc i jeszcze trzy następne przede mną…. . Z drugiej strony nie jestem jakąś umęczoną samotnicą, wręcz przeciwnie jest sporo ludzi wokół mnie. A jednak, a jednak, a jednak. Wymyślam jakieś takie quasi istotne zajęcia jak chociażby pisanie tego bloga, sprzątanie, czytanie, telefonowanie. Quasi ważne zajęcia w quasi ważnym życiu.

                 A tymczasem najprawdziwsza butelka z winem do połowy opróżniona. Szkoda, że nie jest to quasi butelka.

Czy to już alkoholizm?

                Jeszcze tylko dwa łyki (przysięgam, że nie więcej) i idę spać jednocześnie popełniając przestępstwo, a mianowicie pies może spać razem ze mną. Nawet porządnego przestępstwa nie popełniam tylko znowu takie quasi.

Ok, mam nadzieję, że chociaż mój sen nie będzie quasi snem.

 

Pajęczyna.

Pajeczyna.Delikatna

Jak pajęczyna

Zwisam za oknem

Twojego życia.

 

Patrz na mnie

Podziwiaj

Jaka jestem piękna.

 

 

 

Patrz

I podziwiaj

Jak się dumnie przeglądam

W kroplach deszczu.

 

Patrz proszę

I podziwiaj

Jutro być może zniknę o zmroku

Zdmuchnięta przez wiatr.

 

Wiertarka.

                                 Dzisiaj w nocy, przez kilka godzin, miałam w brzuchu uruchomioną na całego wiertarkę. Wierciła jak szalona wprawdzie bezgłośnie, ale niezwykle intensywnie.

Pracując na pełnych obrotach doszła prawie gdzieś do kręgosłupa.

                           Bardzo trudno mi powiedzieć, czy dzisiaj żyję, czy tylko mam takie wrażenie… .