Archiwum dnia: 26 marca, 2010

Pociąg zabójca.

                                  Jestem pod ogromnym wrażeniem i bardzo, ale to bardzo przygnębiona. W ubiegłym tygodniu jedna z naszych dalszych znajomych wskoczyła pod pociąg popełniając rzecz jasna samobójstwo. Zostawiła męża, trzech synów, matkę i siostrę. Zostawiła także znakomicie wprost funkcjonującą praktykę lekarską, duże uznanie i respekt wśród pacjentek i wśród ich rodzin. Była lekarzem ginekologiem bardzo, ale to bardzo w naszym mieście uznanym i szanowanym. A o to tutaj nie jest łatwo biorąc pod uwagę fakt, że mamy szczęście posiadać jeden z największych i najlepszych szpitali uniwersyteckich w Europie, a więc konkurencja jest naprawdę spora, a wymagania i oczekiwania zarówno lekarzy jak i pacjentów wysokie.

                                 Była młoda, miała bowiem tylko 39 lat. Jeszcze prawie całe życie przed sobą. Życie potencjalnie piękne i spełnione, gdyż oddane innym. Pochodziła z szanowanej, cieszącej się głębokim uznaniem rodziny. Jej ojciec był kiedyś mentorem mojego męża.

Pomogła tysiącom kobiet.

Sprowadziła na świat tysiące dzieci.

                                 Jak to jest, że Jej w decydującej chwili nie pomógł absolutnie nikt?