Archiwum dnia: 3 Maj, 2010

Happy patient.

                            Szczęśliwie nie korzystam z polskiej służby zdrowia. Wiem z prasy oraz z rozmów ze znajomymi i z rodziną, że nie jest dobra, a wręcz można śmiało powiedzieć, że jest fatalna.

                   Jedną z bolączek są długie kolejki do lekarzy……. chociaż myli się ABSOLUTNIE każdy kto myśli, że tutaj takowych nie ma. Do mojego specjalisty czeka się na wizytę około 4 miesięcy. I nie wiem, czy pacjenta zadowala tłumaczenie, że to specjalista światowej sławy. Wtf, elegancko rzecz ujmując. Jak na damę zresztą przystało. Fakt, że jako stary, czyli długoletni (dla jasności) pacjent, mam taki status „zielonej karty” (nazewnictwo własne) i kiedy jest ze mną bardzo, bardzo źle to wysyłam do niego maila lub dzwonię zwyczajnie do sekretarki i widzę się z nim za 1,2 dni.

                   A tu bardzo proszę, ladies and gentelmen, znalazłam proste i własną głowę daję, że skuteczne rozwiązanie tego problemu:

 

Happy patient.