Archiwum dnia: 6 Maj, 2010

Obczyzna.

                               Jak się nic nie zmieni to jutro wyruszam do Polski. Jadę napakowana medykamentami „na zapas”. Nie było nas tam przez 2 lata, ale generalnie mieszkam poza krajem lat ponad 20, stąd pewnie bardziej stał się on w jakimś sensie „obczyzną”. W Polsce zmienia się bardzo wiele, ale rzecz jasna to nic odkrywczego i banał na dodatek. Niektóre zmiany ogromnie mnie cieszą jak na przykład to, że mamy aktualnie nową autostradę prawie do domu mojej mamy. Pierwszy raz z niej skorzystamy. Hip, hip hura!

                        Pisałam już na tym blogu o wrażeniach z ostatniej wizyty, a mianowicie o pewnym wg. mnie i wg. tutejszych, dobrych obyczajów, zapomnieniu podstawowych zasad savoir-vivre. Mam na myśli nie wyłączenie telewizora kiedy ma się ZAPROSZONYCH gości. Zabrzmię tutaj jak prawdziwa stara baba, ale kiedyś było to naprawdę nie do pomyślenia. Zobaczymy jak będzie tym razem.

                          Trudno jest uchwycić ten moment, kiedy człowiek dochodzi do wniosku „to nie jest już mój kraj”. I wcale nie musi być to smutne czy jakoś melodramatyczne. Zależy on (ten moment) od ogromnie wielu czynników: od wieku, wykształcenia, predyspozycji językowych, sytuacji i rodzinnej i materialnej, ale także od inteligencji. Od tego jak flexible się jest i jak bardzo chce się i jak bardzo jest się w stanie zintegrować z nowym społeczeństwem. Tak na chłopski rozum trzeba naprawdę umieć sobie uzmysłowić, że schabowy i ogórek kiszony to jednak nie są jedyne dobre potrawy na świecie, chociaż można nadal je lubić. Znam takich, którzy tak w zasadzie to nie mieszkają nigdzie, ani w kraju swojego urodzenia, ani za granicą. Poważny dramat. Wśród naszych bliskich i znajomych sporo jest spoza Belgii i wszyscy, ale to wszyscy po jakimś czasie dochodzą do tego samego wniosku, a mianowicie, że nie są w stanie powrócić do swojego kraju. Dotyczy to nawet szowinistycznych bezgranicznie z natury Francuzów. Ale to chyba jest temat na zupełnie inne opowiadanie.

                     Bardzo dawno temu o ojczyźnie tak niezwykle trafnie napisała Najukochańsza z poetek:

„Polsko, księżycu mój biały,

Który o byt swój walczysz wśród eteru,

Choć już jesteś, księżycowym zwyczajem,

Wzdłuż i wszerz poorany

Setkami kraterów….”

 

                             Na razie życzę sobie miłej podroży i tego, aby moje zdrowie było w stanie ją jakoś znieść. Amen.