Archiwum dnia: 17 Maj, 2010

Bez ostrzeżenia.

                                      Wróciliśmy cali i zdrowi do domu. Niestety nie jestem w stanie opisać moich wrażeń. Muszę jakoś dojść do siebie. We wtorek po południu prawie zmarła moja mama. Sama nie wierzę w to, co piszę. Tylko szybka i naprawdę dobra oraz profesjonalna akcja lekarzy przywróciła akcję serca. Dzięki Wam doktory w szpitalu w Rybniku!

                          Moja mama nie jest starą, schorowaną staruszką i nigdy, ale to przenigdy nie skarżyła się na serce. Owszem miewa różne dolegliwości związane głównie z wiekiem, ale serce zawsze biło jak przysłowiowy dzwon.

A więc tak szybko i tak nagle wszystko może się skończyć?

Tak po prostu i tak bez ostrzeżenia?

 

Bez żadnych wcześniejszych znaków i symptomów?

Czy mało masz Boże ludzi naprawdę schorowanych, którzy nie chcą już dłużej żyć?

Naprawdę mało?

Rozejrzyj się do jasnej cholery uważnie dookoła.

                       Jedno pocieszenie: mama twierdzi, że umieranie jest całkiem przyjemne, tak jakby cały ciężar spadł lub spłynął z ciała gdzieś na ziemię. Nic ją nie bolało.

                      Ale na razie zwyczajnie muszę trochę o tym wszystkim zapomnieć i trzymać się jakoś jutro w szpitalu.