Jutro mamy kolejną rocznicę ślubu. Zamiast tradycyjnego pierścionka z diamentem wielkości powiedzmy śliwki oraz gustownie do niego dobranego naszyjnika i klipsów również z diamentami wyjeżdżamy na kilka dni “in the middle of nowhere” o ile jest to w maleńkiej Belgii możliwe. Laptopy oczywiście pozostają w domu.
Jestem ciągle bardzo, bardzo szczęśliwa. Pomimo tych wszystkich, niewyobrażalnych dla zdrowych ludzi ograniczeń, jakie niesie ze sobą choroba. Jesteśmy parą „od zawsze”, od szkoły średniej i żadna, ale to żadna z ówczesnych par się nie ostała.
Młoda, naiwna i szczenięca miłość przetrwała wiele i wszystko. Od wielkich dramatów po wspaniałe, niezapomniane mimo upływu czasu momenty, od demonstracyjnych i tragicznych rozstań po jeszcze bardziej emocjonalne powroty. Ale tak chyba musi być; tak właśnie człowiek z gówniarza przeistacza się w dorosłego człowieka. Uczenie się siebie nawzajem bywa trudne, ale uważam że było naprawdę warto. „Non, rien de rien. Non, je ne regrette rien”.
Często jestem pytana o sekret, o tajemnicę lub o receptę na taki jak nasz związek. A ja po prostu nie wiem i nie znam odpowiedzi. Każdy z nas jest inny i każdy musi SAM, czasami w bolesny sposób, znaleźć odpowiedź na te istotne przecież pytania.
Pisała Poetka:
“Zabierałam ci życie, zwierzęce, czujące,
W serce kładłam ci siebie, mącąc je niegodnie,
A wspólna dusza nasza, zlana w jedno słońce,
W cierpki wszechświat rzucała wzruszeń swoich ognie….”
Kochać mnie nie jest łatwo. Fajnie jest być z kimś w chwilach wielkich uniesień; znacznie trudniej wspierać go w walce z chorobą, bezinteresownie pomagać, dostosować i zmienić swoje życie, nawyki i przyzwyczajenia, czekać godzinami na wynik operacji, przemywać i opatrywać zaropiałe rany, zmieniać zużyte podpaski czy zwyczajnie podać basen, a potem go opróżnić. A jak już wszystko jest zrobione powiedzieć: “Ślicznie dziś wyglądasz kochanie”.
Obrzydliwe? Wstrętne? Okropne? Dla jednych pewnie tak, a dla innych pewnie nie.
Dla mnie życiowe, uczące pokory i pełne miłości.