W ubiegłym tygodniu spadł w Belgii śnieg. Niewiele, ale zawsze coś. Jak dobry podkład na twarz przykrył wszystkie niedoskonałości. Zatuszował i zaretuszował co trzeba było. Zrobiło się biało, uroczo i cicho. Ale śnieg to także problemy, a dla mnie areszt domowy. Gdzieś tam stali ludzie w gigantycznych korkach, gdzieś tam spóźniały się pociągi i autobusy. Gdzieś tam nie wystartowały samoloty. Gdzieś tam ludzie mieli problemy z uruchomieniem samochodów i nie zdążyli do pracy czy do szkoły. Denerwowali się i przeklinali na nieudolność służb porządkowych. Gdzieś tam ludzie biegali z jednego miejsca w drugie wspominając z rozrzewnieniem pogodne i ciepłe lato. Gdzieś tam… .
A ja siedziałam sobie w ciepłym, przytulnym domu z psem na kolanach i obserwowałam to wszystko zza szyby. Taki mały, smutny człowieczek drugiej kategorii.