Archiwum dnia: 6 sierpnia, 2012

Uśmiech. 12

                                Ułatwia życie i otwiera wiele drzwi i to nawet dosłownie. Pomimo choroby, cierpienia, pomimo tych 27 operacji i pomimo tego wszystkiego, co mi to moje cudowne życie przynosi wydaje mi się, że jestem osobą pogodną i wesołą. Staram się uśmiechać „do każdej chwili uśmiechać, na dzień szczęśliwy nie czekać”. Kiedy jest bardzo źle to zamykam się sama ze sobą i cierpię raczej w samotności. Uśmiecham się nawet do tej swojej choroby, gdyż wydaje mi się, że ją w jakiś sposób obłaskawię. Albo, że jej pokażę, że to ja jestem górą jakkolwiek śmiesznie to może brzmieć. Staram się nie eksponować moich problemów, nie zadręczać innych nimi, nie opowiadać o nich godzinami. Zdarza się, że w niektórych towarzystwach, werbalnie, to ja jestem najzdrowsza. Paranoja. Zauważyłam, że wiele ludzi bardzo lubi opowiadać o swoich chorobach, wyolbrzymiać je i często dochodzi do swego rodzaju konkurencji. No cóż….

                               Ostatnio jednak mój uśmiech został brutalnie i bezpardonowo zlikwidowany z mojej twarzy.

– nasz serdeczny przyjaciel, mężczyzna w sile wieku i w apogeum swoich możliwości życiowych dowiedział się o powrocie raka. I to w formie bardziej agresywnej niż 3 lata temu kiedy przebył bardzo poważną operację i wszystkie prognozy były raczej pozytywne.

– moja osobista, jedyna siostra właśnie leży na stole operacyjnym i wykonują na niej całkiem poważny zabieg głowy. Na szczęście wg. jej własnych słów głowę ma pustą, a więc o komplikacjach nie może być mowy.

– nasi najlepsi i zarazem najstarsi (stażem, nie wiekiem) polscy przyjaciele mający nas odwiedzić pod koniec września nie przyjeżdżają gdyż stoją u progu rozwodu.

– wychodząc wczoraj wieczorem z domu znaleźliśmy naszego 85-letniego sąsiada leżącego (!) nieruchomo na środku ulicy. Zadzwoniliśmy po jego syna i po pogotowie. Sąsiad jest w stanie krytycznym i okazało się, że miał wylew. Najprawdopodobniej nie przeżyje najbliższej nocy.

Na Boga, co jeszcze?