Lub być może nr 29 lub 27. Sama czasami nie wiem. Tak w zasadzie to jest bez większej różnicy. Na prawej stopie „coś” mi urosło i musi być wycięte, bowiem to „coś” bardzo przeszkadza mi w chodzeniu.
Ja już nawet nie pytam dlaczego znowu ja. I za co właściwie ta kara. Z losem jestem dawno w jakimś sensie pogodzona. Z naciskiem na „w jakimś sensie”. Raz mniej, raz bardziej, ale jakoś egzystuję. Z naciskiem na „jakoś”.
Nie chcę jednak psuć nam wakacji i będę operowana dopiero pod koniec tego roku.
Do pionu stawia mnie dotarcie w szpitalu do mojego chirurga. Aby się tam dostać muszę niestety przejść obok onkologii dziecięcej i kto narzeka na swoje życie niech chociaż raz to zobaczy. Te łyse, prawie zielone na twarzach maluchy bawią się często beztrosko, a mnie gardło zasycha i mam ściśnięty żołądek przez następne dwa dni.
Jakie pytania zadają sobie rodzice tych dzieci?
Z czego czerpią siłę?
Do jakich bogów się modlą?
I jacy bogowie ich wysłuchają?
Widzę ich tam często jak wspierają te swoje pociechy, widzę lekarzy i pielęgniarki poprzebierane w kolorowe fartuchy i czepki. Barwne ściany, rysunki, zabawki, gry komputerowe, balony. Ot, taka namiastka normalnego życia.
„Wiele trzeba mocy, by umieć żyć wiedząc, jak bardzo życie i niesprawiedliwość są z sobą złączone”. (F.Nietzche).