Przejechaliśmy dokładnie 4315 km podróżując przez Belgię, Holandię, Niemcy, Austrię, Słowenię, Chorwację i z powrotem rzecz jasna. Kawał drogi, szczególnie dla inwalidy I grupy. Ale warto było.
Chorwacja jest bez wątpienia przepięknym krajem. Widoki zapierają dech w piersiach. Często miałam wrażenie, że jesteśmy z powrotem na Sardynii. Urocze, prawie 5800 km długie, wybrzeże. Mieszkaliśmy w ślicznym domu położonym nad krystalicznie czystym Adriatykiem w pobliżu miasta Zadar. Samo miasto zasługuje na odrębny wpis. Otaczały nas lasy, cisza oraz naprawdę przemili Chorwaci.
Widok z tarasu.



Hvala, hvala, hvala za świetne autostrady, a także za dobre drogi lokalne częstokroć lepsze niż te w Belgii. Z całą pewnością lepsze niż droga prowadząca do mojego domu.
Z czułością pielęgnowana lawenda tutaj, w Chorwacji rośnie tak sobie pachnąc przecudnie, szczególnie po deszczu. Rosną sobie także oliwki, figi i piękne, nieznane przeze mnie, kwiaty. Tak sobie człapałam po lesie wdychając po prostu z rozkoszą te wszystkie cuda.
Zaobserwowałam po raz kolejny ciekawy zwyczaj: w wielu knajpach sami mężczyźni w wyłącznie własnym towarzystwie gadają głośno, dużo i „obrazowo” popijając przy tym wino lub piwo w niemałych ilościach. Świetna sprawa godna propagowania na świecie, gdyż nie przeszkadzają oni tym samym swoim kobietom w pracach domowych. Naprawdę super. I po raz kolejny mój mąż ma zamiar przeprowadzić się na południe Europy.
Wiele Chorwatek to całkiem atrakcyjne kobiety. Sporo z nich nosi ładne, gustownie ubrania i makijaże. Urodą często przypominają Włoszki, ale są od nich znacznie szczuplejsze i bez „niskiego podwozia” (cytat).
Przeżyliśmy dwa szoki klimatyczne: pierwszy po przyjeździe na miejsce gdzie żar bezlitośnie lał się z nieba i było ponad 32° i drugi po powrocie do domu. W Belgii lało i było zimno jak diabli.
Podróż, rzecz jasna, dała mi nieźle w kość. Położyłam się do łóżka w sobotę późnym wieczorem i zwlokłam się z niego w poniedziałek późnym popołudniem.
Ale zostaną mi wspomnienia i przeżycia, których żaden gościec mi nie zniszczy. Nigdy. Przenigdy.