Archiwa miesięczne: Listopad 2014

A pojutrze…..

             …..to ja sobie wyląduję w Krakowie. (Ach, ach ta poezja).

Uciekam na jakiś czas do rodzinnego domu gdzie będę rozpieszczana (czytaj karmiona i pojona) bez umiaru. Wszystko będzie dla mnie zrobione i przygotowane, a ja o nic nie będę się musiała martwić. Poddam się tej super trosce na jakiś czas. Na dodatek nie będzie mi towarzyszył cichy, kojący duszę i ciało szum wiertarek i młotów. Co za szkoda.


                Poczłapię trochę po rodzinnym Rybniku, pooglądam zmiany, napiję się piwa z siostrzeńcami. A następnie ich posponsoruję. Niechże jest jakiś pożytek ze starej ciotki. Stoczę walkę z mamą o pozwolenie mi zaniesienia chociażby swojego talerzyka do zmywarki. O zaniesieniu brudnego talerza mamy nawet nie pomarzę. Przerabiałam to już bowiem dziesiątki razy. Pójdę na cmentarz i pogadam o istocie życia z tymi, których tak bardzo kochałam. Pogadam prawdziwie i intymnie bez tłumów i sztucznych kwiatów.
Po czym zatęsknię za moim domem, a przede wszystkim za moim mężem i wrócę.

Nawet nie dotknę komputera.


Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko pozostało takie jak dawniej.” (Paulo Coelho).

Let it be.

 

Płatek róży.

 Płatek różyPlatek.

 Mnie odurzył

 

 I rozkochał

 I rozbudził.

 Potem nagle

 Się zachmurzył.

 Potem nagle

 Się zasmucił

 

Zmiażdżył gładko serce moje.

 

Bez wahania

Bez łez gorzkich ocierania

Płatek róży

Tak zwyczajnie

Mnie porzucił.

 

Niecodzienny ślub.

                  Po raz pierwszy w życiu uczestniczyłam w ślubie dwóch mężczyzn. Niby nic wielkiego, ale jeszcze nigdy się mi to nie zdarzyło. Skromna uroczystość odbyła się w tutejszym urzędzie, potem był obiad i party aż do rana.

                 Jeden z biorących ślub to student mojego męża, właśnie obronił doktorat i dostał stałą pracę. Drugi jest wykładowcą w tutejszej szkole wyższej. Obaj wykształceni, inteligentni no i cholernie, cholernie przystojni. Idylla? No prawie. Zabrakło rodziców jednego z nich uporczywie negujących związek syna. Panowie są razem w szczęśliwym stadle 10 lat i teraz postanowili się pobrać.


Dlaczego dopiero teraz?

Właśnie.
               Z prostej, ekonomicznej przyczyny: aby mogli po sobie dziedziczyć. Inaczej się nie da. Ot, bezlitosna proza życia. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jeden z nich ma raka. Nowotwór, aktualnie pod kontrolą, jest z tych raczej agresywnych i jest spora szansa, że powróci. Chociaż wiadomo, że nadzieja umiera ostatnia.

             
                Przyjęcie było świetne, jedzenie wyborne, a zabawa przednia. Znakomita, nowoczesna muzyka. Sporo uczestników homoseksualnych, ale oczywiście nie tylko. Sporo multi-kulti.
Jeszcze nigdy w nie spotkałam tylu tak doskonale ubranych, czy wystylizowanych (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i niezwykle wprost szczupłych facetów w jednym miejscu.
Czasami nie mogłam wprost oderwać wzroku. Balsam dla oczu. Moich, of course. Mogliby ci hetero czasami brać przykład. I piszę to całkiem serio.


Ja to zawsze wiedziałam, ale miło było otrzymać potwierdzenie.
Miłość nie zna ani granic, ani kolorów, ani ras. Ani płci.

              „Śmierć jest mi­nimum. Mi­nimum wszys­tkiego. Pod­czas tych godzin, gdy jes­teś tak blis­ko dru­giej oso­by, z dwoj­ga niemal sta­jecie się jed­nym… Mi­nimum… Miłość jest śmier­cią: śmier­cią odrębności, śmier­cią dys­tansu, śmier­cią cza­su. W trzy­maniu się z dziew­czyną za ręce naj­piękniej­sze jest to, że po chwi­li za­pomi­nasz, która ręka jest Two­ja. Za­pomi­nasz, że są dwie, nie jedna”. (Z netu).



Skrzydełko motyla.

 Skrzydelko.Delikatnie

 Jak skrzydełko motyla

 Mnie dotykaj.

 

 Szepcz mi do ucha

 Rzeczy piękne.
 I wcale nie szkodzi

 Że nieprawdziwie.

 

 Delikatnie

 Jak skrzydełko motyla

 Głaszcz moje włosy.


A ja będę patrzeć ci w oczy

I się zanurzę

Z rozkoszą

W twoim podziwie.

 

A tymczasem….. 9

                ……… w Holandii było, tradycyjnie zresztą, bardzo pięknie. Wielkie, przestronne plaże, wiatr no i +18°. Pod koniec października! To informacja szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że klimat się nie zmienia. Przestrzeń i morze razem tworzą zgrabny duet kojący moje nerwy i duszę. Taki rodzaj balsamu podarowany mi przez naturę.

               Mało turystów o tej porze roku, w przeważającej ilości Niemcy i Belgowie, gdyż właśnie w tych krajach dzieci miały tydzień wakacji. Ferie według mojej opinii zupełnie bezsensowne, gdyż rok szkolny niedawno się zaczął i nie wierzę, już wszyscy uczniowie i nauczyciele potrzebują wypoczynku.

             Zaliczyliśmy JEDEN (!) dzień deszczu powitany zresztą z ulgą. Zaczęłam bowiem czytać biografię Sophii Loren i powiem, że czyta się ją z przyjemnością.
Czy ja kiedyś wspominałam, że lubię i biografie i autobiografie?

               Na plaży trochę biegających swobodnie psów i kopiących z zapałem dzieci. Tylko w samych t-shirtach o tej porze roku! Dzieci wyraźnie zadowolonych, zachwyconych i rozbawionych. Bardzo fajny widok.

               W pewnym momencie zobaczyłam jednak kuriozum: rodzinę jakby z innego świata. Mama cała (no prawie cała) w złocie, w super opiętych na całkiem sporym d*psku spodniach, tata obwieszony do granic ludzkich możliwości najnowocześniejszymi zdobyczami techniki, ubrany jak do restauracji i kroczący dostojnie z obrażoną miną, oraz dwóch chłopców około 10-12 lat w grubych, puchowych kurtkach, czapach i szalach na dodatek jedzących obrane i pokrojone jabłka. Pewnie nie jabłka, a jabłuszka. Zawsze mi się wydawało, że dzieci w tym wieku mają jednak zęby! Na dodatek własne i zdrowe.

Intuicja mnie nie zawiodła. Polacy.

Różnica kulturowa?

A może także powód tego, że przeciętny Holender ma prawie 2 m wzrostu, jest krzepki i dobrze zbudowany, a przeciętny Polak dokładnie odwrotnie?

              Dzieciom naszych Holenderskich przyjaciół (ku mojemu przerażeniu zresztą), kiedy były małe zamarzały w nieogrzanym pokoju posikane pampersy. I co? Dzieci wyrosły na dorodne i zdrowe stworzenia.

              Ot, to chyba tyle. Wypoczęłam i relaksowałam się trochę, a teraz z lubością słucham wiertaki na moim dachu.