Monthly Archives: July 2015

Het onderhoud.

                 To po flamandzku coś takiego jak “przegląd techniczny”, który właśnie zrealizowałam. Na sobie rzecz jasna.

W ciągu dwóch dni zaliczyłam:

kosmetyczkę – chodzę rzadko, ale czasami przydaje się czyszczenie twarzy

fryzjera – najwyższy czas był, gdyż moje włosy przypominały już lwią grzywę.I tu taka dygresja: siedząc “po wszystkim”  pod suszarką po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się w takiej sytuacji prawie zemdleć i/lub zwymiotować. Ludzie co to ta starość z nami nie wyrabia.

Włos się jeszcze bardziej jeży na głowie.

dermatologa – pękło mi naczyńko krwionośne na nosie, które zostało laserowo (czyt: boleśnie) zamknięte

dentystę – obowiązkowe czyszczenie zębów, którego serdecznie nie-zno-szę

ginekologa – lekarka na szczęście niczego nie czyściła (uffff) tylko pobrała wymaz

 

               No, no. Nie ukrywam, że jestem dumna z siebie jak przysłowiowy paw. Albo i bardziej.


A teraz taka zadbana i wyczyszczona czekam na królewicza. I to niekoniecznie z bajki.

 


Samotnia…..

……. moja powróciła.

To, na co tak często narzekam okazuje się aktualnie balsamem dla ciała i dla duszy. Po odjeździe gości w niedzielny wieczór spałam przez 13 godzin nie słysząc nawet kiedy mąż wyszedł w poniedziałek rano do pracy. Nie słyszałam nawet porannego prysznica, który znajduje się przecież tuż za ścianą naszej sypialni.

               Ale nie narzekam. Wszystko udało się świetnie. Pobyt mojej mamy oraz siostry przebiegł w zasadzie bez jednego nawet konfliktu, co zawdzięczam ogólnie rzecz biorąc, mojej siostrze i…sobie. Obie bowiem jesteśmy inteligentne, rozmowne i dowcipne. O wrodzonej skromności nie wspominając;)

               Mama musiała trochę poskromić w sobie zapędy terrorystyczne, gdyż zna tylko język polski i była całkowicie zdana na mnie.

Czy ja już kiedyś pisałam, że: Language is the power?

No więc jest.

            Teraz mam 10 dni odpoczynku po czym przyjeżdżają, tradycyjnie jadąc do Francji, nasi niemieccy znajomi z Hamburga. Przyjeżdżają na krótko, ale za to licznie, gdyż mają troje dzieci.

             I teraz powiem za Michaelem Jacksonem “This Is It” na tegoroczne, letnie wakacje.


Do kąta…..

                 ……. idzie blog. Nie, nie za karę tylko na odpoczynek. Tam będzie sobie przez jakiś czas wegetował i się ździebko zakurzy. Mama i siostra już siedzą na walizkach i przylatują na 10 dni. Po ich odlocie mamy dwa dni przerwy, akurat na zmianę pościeli i ręczników, i…… mamy nowych gości.

               A my już jesteśmy stand by. Dom wysprzątany do granic absurdu. Menu urozmaicone i rozpisane na każdy dzień. Nawet desery, których my nie jadamy, ale zrobimy jak goście zechcą. Napoje zakupione się chłodzą tak jak powinny się chłodzić. Atrakcje zaplanowane, ale decyzję o ich realizacji podejmą sami goście.


Fajnie? Bardzo fajnie i bardzo się cieszę.

No i ku pamięci:


“Gospodarz powinien spełniać każde życzenie gościa, a gość niczego nie żądać”.

                                                                                             (Z netu).

Amen.


Na wyciągnięcie ręki.

 Na.Wyciągnij proszę  rękę

 I pogłaszcz po  włosach.

 Zapytaj  delikatnie.

 

 Czy to łza?

 Czy to perła?

 Czy to może  rosa?

Wyciągnij proszę rękę

Dotknij delikatnie.

Zapytaj.

 

Czy to bryza?

Czy wiatr?
Czy ty ładnie pachniesz?

 

Wyciągnij proszę rękę

I o nic nie pytaj.

Zasłuchajmy się w ciszę.

A ty mnie dotykaj.
Dotykaj.


Dotykaj.

 

Przesada.

                  Najprawdziwsza w świecie przesada. W kraju, w którym przeważnie pada i/lub wieje, i/lub po prostu leje panuje aktualnie +36°. Zdechnąć można.

               Media nawołują, aby ludzie starzy, chorzy, dzieci…bla, bla, bla siedzieli w domu i nie podejmowali zbytniej aktywności fizycznej. No to się stosuję. Siedzę non active i nic nie robię. Zalig!!!!!!

               Siedzę jak…… w trumnie, gdyż wszystko mamy pozasłaniane i pozamykane. No i dobrze, gdyż po ciemku nie widzę brudu i kurzu, który normalnie rzecz biorąc próbowałabym sprzątnąć.


Tak więc hip, hip hura i niech żyje upał.

P.S.
Osho, czy to jest wystarczająco “cieplutko”?

 

The Hunger Games.

                  Nie ma rady. Zakochałam się w tym filmie bez pamięci.

Podobało mi się WSZYSTKO, włącznie z tym, co zostało skrytykowane.
“Miłość jak sraczka przychodzi znienacka”. I niech zostanie, miłość nie sraczka oczywiście.

No i ta wspaniała Jennifer, no i ta piosenka :

 

https://youtu.be/r-Oi43EsQNU

 

Teraz muszę tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na (ostatnią?) część.