W zasadzie tak i w zasadzie to dlaczego nie?
W piątek wieczorem mąż zrobił tygodniowe zakupy i od tego momentu, przez całe dwa dni, nie wyszliśmy z domu. Sami, bez planów, bez obowiązków i bez gości. Do południa prawie w piżamach, rozmamłani i wyciszeni. Na sofach, każde z własnym czytadłem i z winem. Nikt do nas nie zadzwonił, ani my do nikogo. Nikt niczego od nas nie chciał i o nic nie pytał. W towarzystwie „naszej” muzyki i naszych myśli, w sosie własnym, odpoczęliśmy.
Zobaczyliśmy dwa, całkiem dobre filmy. W sobotni wieczór zjedliśmy (niedobrą niestety) pizzę przed telewizorem. Normalnie nie do pomyślenia.
Jedyny, ogromny wysiłek włożyliśmy w zabukowanie letnich wakacji.
Mąż zerknął chyba tylko ze 3 razy do telefonu, a ja raz do komputera.
Lenistwo? A jakże!
Marazm? Nie!
Dekadencja? Troszkę.
Sielanka? Tak!
Szkoda, że tak rzadko.