Archiwa miesięczne: Czerwiec 2018

Freiburg.

                 Wyjeżdżamy jutro na kilka dni. Byliśmy we Freiburgu wielokrotnie, ale zawsze wracamy tam z prawdziwą przyjemnością. Tym razem mamy dodatkowy powód; nasi najstarsi stażem (nie wiekiem) przyjaciele obchodzą piękną rocznicę i jesteśmy zaproszeni do restauracji na sobotę wieczór.

            Ewa zawsze była najpiękniejszą dziewczyną w mojej klasie licealnej i wygląda nadal świetnie. Czego rzecz jasna strasznie zazdroszczę 😉 Jak to na prawdziwą babę przystało. A na dodatek jest zawsze dobrze ubrana, świetnie uczesana i z delikatnym subtelnym makijażem absolutnie nie wygląda na nasze 158 lat. Dla dbających o linię: nie jada wcale cukru, lodów czy np. majonezu. Mnie natomiast majonez potrafi jednak uwieść. Lody? Nie pamiętam nawet kiedy ostatnio zjadłam, a cukru nawet nie mamy w domu.


 Według prognozy pogody będzie ciepło, ale nie upalnie. Uffffff.

               Zrezygnowaliśmy uprzejmie z noclegów u nich w domu (będzie tam naprawdę tłoczno chociaż chałupa jest naprawdę ogromna) i wynajęliśmy hotel w jakimś Badzie niedaleko samego Freiburga. Już nie mogę się doczekać na te wszechobecne w Niemczech spargel.

Jeszcze tylko musze wrzucić parę szmat do walizki, a następnie przeżyć te prawie 700 km i będzie dobrze.

Bis bald!



Zemsta.

                Se kupiłam, se zamówiłam i se czytam. Btw, koszt przesyłki jest równoznaczny z ceną książki.


Fajna i lekka lektura. W sam raz na lato.

               Pan Łapicki z dystansem (o dziwo!) do siebie opisuje swoje życie. Pamiętam jak był uwielbiany. Moja mama i jej przyjaciółki przy kawce i koniaczku (ha, ha koniaczku……czytaj przy bimbrze nieustającej i zapału godnej innej sprawy, produkcji mojego wujka) zachwycały się jego głosem, dykcją i aparycją. Jednym słowem zachwycały się wszystkim. Totalnie i bezkrytycznie.

 

Zemsta.

 

                     Co ciekawe, podświadomie nie lubiłam pewnych aktorów także jako ludzi, a teraz wiem dlaczego. Dla niektórych autor bywa bezlitosny, dla innych bardziej życzliwy, a podejrzewam, że jeden z głównych amantów (i nadętych bufonów) polskiego kina jest bardzo, ale to bardzo niezadowolony. W każdym badź razie powinien być.


Polecam tych prawie 600 stron (!) na ciepłe, leniwe dni.