
Tak, niestety, tak. To także jedno z oblicz gośćca. Zmęczenie, zmęczenie i jeszcze raz zmęczenie. Permanentnie. Zawsze i wszędzie. W dzień i w nocy. W niedziele, w święta i każdej powtarzam w każdej sytuacji. Czasami się dziwię, że ja jeszcze nie oszalałam. Chociaż może jednak trochę tak. Bardzo często się zdarza, że wstaję rano bardziej wykończona niż kładłam się spać wieczorem.
Podejrzewam, że ciągły, nieustający ból potrafi wykończyć każdego. Kto o tym nie wie to powinien iść piechotą, a nawet na kolanach, do Lourdes w podzięce. Jest to bowiem piękna niewiedza i czasami niedoceniana.
Środki przeciwbólowe działają troszeczkę i tylko na chwilę, a o ich skutkach ubocznych nie muszę chyba pisać. Na dodatek organizm się do nich przyzwyczaja i trzeba ich łykać więcej i więcej. Błędne koło.
I tylko bardzo proszę nie pisać, że cierpienie uszlachetnia. Jest to bowiem kosmiczna bzdura. Podejrzewam, że jest wręcz odwrotnie, ale nie chcę sama siebie tutaj szkalować.
W cierpieniu rozum odchodzi. A wtedy trzeba wybaczyć wszystko. (Z netu).
Ach….. .