Skorupa.

Skorupa. Nie pęka.

  Twardo

  Oddziela przestrzeń

 Od duszy.



 A ta usycha powoli

 Z pragnienia.

 

 Jeszcze ostatkiem sił

 Być może

 Spróbuje się wydostać.

 

Ale skorupa

Nie pęka

I coraz mocniej

I mocniej

 

Oddziela duszę

Od przestrzeni.

 

Posamotnienie. Finito.

                  Mąż wrócił szczęśliwie do domu w czwartek około północy, tak więc moja Хождение по мукам się skończyła.

Centrum kazała mi się samotnić no to się samotniłam.

Oto moje osamotnione dokonania:

– pożarłam dwa spore lunche z przyjaciółkami. Przepyszne! Do każdego wypiłam lampkę cavy i lampkę białego wina. A że nie jestem przyzwyczajona do dużego jedzenia i picia alkoholu w południe to czuję się do dzisiaj najedzona. Dodatkowo – nie musiałam wcale prawie gotować

– jadłam także masło czego prawie nigdy nie robię i czytałam gazety podczas jedzenia.

– zaczęłam czytać dwie książki, ale niestety obie odłożyłam z braku zainteresowania nimi.

Niestety, niestety coraz częściej spotykam się z tym problemem.

- mamy Netflix obejrzałam więc 3 filmy  (Taken 1,2,3)z moim ulubionym Liam Nesson. A filmy? Żadna rewelacja, ale dobre na posamotnienie.

– umyłam lodówkę i jestem z tego niezwykle dumna. Nie będę ukrywać, że absolutnie nie cierpię tego robić, ale cóż c’est la vie i ktoś musi.

– kupiłam dwie pary spodni i dwie koszulki do nich, a także ten słynny jumpsuit. Ładny, szary, jednokolorowy i niewyglądający jak piżama, ale teraz mam dylemat: jak się w tym czymś sika?

– robi się ciepło i powinnam zrobić pedicure. Lubię je mieć, ale nie lubię robić…trudno jednak mieć bez robienia. No pain, no gain. Wiadomo. Odłożyłam więc na później. Intencja była, ale stopy wyglądają nadal koszmarnie.

                 Mąż wrócił zmęczony, ale zadowolony z wyników i z przebiegu konferencji. A ja byłam zadowolona z mojego samotnienia się.

 

Konkluzja? Może jednak powinien wyjeżdżać częściej? (Gupi żart).

 



Oczekiwanie.

Oczekiwanie. Zawisło szczęście na sznurku

 I wisiało.

 Uroniło to szczęście na sznurku

 Łzę

 I płakało.

 

 Nie płacz szczęście

 Proszę

 Naprawdę nie trzeba.

 

 Ktoś

Kiedyś

Być może

Cię przygarnie.

 

I przychyli nieba.

 

I wisiało to szczęście na sznurku

I wisiało.

 

I czekało to szczęście na sznurku

 

I czekało.

 



Den Haag II.

              Pogoda była przepiękna, cieplutko i bez deszczu. Ale gdyby komuś jednak było zimno to, praktyczni do bólu Holendrzy, wymyślili takie właśnie ogrzewanie restauracyjnych stolików. Bardzo, bardzo urocze, ale także użyteczne.

 

Den Haag6.

 

           No i na koniec taka perełka. Otwarty pisuar w samym środku miasta używany powszechnie i bez żenady.



Den Haag7.

 

                               A teraz smutna i przykra niestety dygresja. W tramwaju spotkałam dwóch kompletnie nawalonych i śmierdzących niewiarygodnie Polaków. Pili alkohol z butelki podczas jazdy (!). Jeden mówi: „Co się przejmujesz, tutaj i tak nikt ci nie zwróci uwagi”. I to akurat jest prawda. Pasażerowie czmychali niczym poparzeni, a komentarzy, ze zwyklej przyzwoitości, nie zacytuję. Już chciałam jednak zwrócić im uwagę, ale się rozmyśliłam. Nie, nie ze strachu, ale ze wstydu i z obrzydzenia.


Jedni hańbią Polskę w Brukseli, a inni w Hadze. Każdy na swój własny sposób. I każdy skutecznie.