Znajoma……

……...spotkana przypadkowo wczoraj po jakiś 5 latach niewidzenia. Z wyraźnym zakłopotaniem mówi: Och, och bognna, bognna biedulko ty to jednak chodzisz coraz gorzej.


Jak ja ;/)§(é&+%°) i („#%[¨$*;.@&)  uwielbiam tych wszystkich „zatroskanych”. Szlag.
Podobno w Brukseli można łatwo kupić Kałasznikow.

Jadę.


Złość.

Zlosc. A ty sobie

 Rośniesz

 I rośniesz.

 Beztrosko  rozwijasz  skrzydła.

 Zaciskasz dłonie

 I wargi.

 

 Za  chwilę uderzysz 

 W stół

 Albo i w twarz.

 


 Złość piękności szkodzi

 Powiadają.

Faktycznie.

Nieustannie i powoli.

Upodabniam się

Do złego straszydła.

 

Idealny weekend?

                 W zasadzie tak i w zasadzie to dlaczego nie?

W piątek wieczorem mąż zrobił tygodniowe zakupy i od tego momentu, przez całe dwa dni, nie wyszliśmy z domu. Sami, bez planów, bez obowiązków i bez gości. Do południa prawie w piżamach, rozmamłani i wyciszeni. Na sofach, każde z własnym czytadłem i z winem. Nikt do nas nie zadzwonił, ani my do nikogo. Nikt niczego od nas nie chciał i o nic nie pytał. W towarzystwie „naszej” muzyki i naszych myśli, w sosie własnym, odpoczęliśmy.
Zobaczyliśmy dwa, całkiem dobre filmy. W sobotni wieczór zjedliśmy (niedobrą niestety) pizzę przed telewizorem. Normalnie nie do pomyślenia.

               Jedyny, ogromny wysiłek włożyliśmy w zabukowanie letnich wakacji.


Mąż zerknął chyba tylko ze 3 razy do telefonu, a ja raz do komputera.


Lenistwo? A jakże!

Marazm? Nie!

Dekadencja? Troszkę.

Sielanka? Tak!


Szkoda, że tak rzadko.

 

Moje życie……

………. wróciło do normy tzn. mąż poszedł do pracy, a goście szczęśliwie wylądowali u siebie czyli w Austin w Texasie. Wszystko udało się świetnie i chociaż jestem wykończona i chorsza niż zwykle, jestem także bardzo zadowolona. Widujemy tych naszych amerykańskich przyjaciół bardzo, bardzo rzadko i za każdym razem kontakt mamy naprawdę świetny. 

A może właśnie dlatego, że się często nie widzimy, tak się rozumiemy i lubimy?

             Cieszy mnie, że Jezus w końcu się urodził. Naprawdę trudno wyobrazić mi sobie poród, który trwał w przeróżnych sklepach, gdzieś tak od początku listopada. Dajemy się ogłupiać jak te barany. Albo i bardziej.

             Sylwester, jak zwykle, u innych przyjaciół tym razem Holendrów, jak zwykle udany i jak zwykle wypiliśmy za dużo alkoholu.

Moje.

                     Wieczór sylwestrowy jak co roku totalnie wegetariański. Cieszy mnie to pomimo tego iż wegetarianie z nas są żadni. Tak więc, abyśmy się mogli zwyczajnie nażreć, nie zamordowano jakiegoś ślicznego zajączka czy równie uroczej sarny. W Belgii dziczyzna jest to niestety bardzo popularne sylwestrowe menu.
Sylwestra nie cierpię. Nie znoszę tych wszystkich podsumowań, bilansów i udawanej nagle radości. Zawsze wtedy dosadnie przypominam sobie jaki ze mnie loser. Nie zrobiłam tym razem absolutnie żadnych przyrzeczeń na nowy rok. I tak ich nie dotrzymam. Dokładnie jak w latach poprzednich.


                  A tutaj tymczasem, po świątecznym lenistwie i rozmamłaniu, rozpoczęła się na dobre walka. Tak, tak. Walka nie (tylko) z terroryzmem, ale w sklepach o przecenione ciuchy. Pojechaliśmy w sobotę do jednego sklepu i zwyczajnie uciekliśmy w popłochu. Bez żadnego trofeum zjedliśmy spokojnie lunch i wróciliśmy do domu. Niech żyje zdrowy rozsądek.

I właśnie tego rozsądku nam wszystkim życzę u progu 2016!  

 

Apel. 5

 Jak macie włosyApel.

 To je myjcie

 I brudnych kłaków

 Pod czapką nie kryjcie.

 Jak macie zęby

 To je czyśćcie

 Oraz czasami

 Zaufajcie dentyście.

 

 Ciało czyściutkie

 Perfumy dobre

 To przecież wszystkim

 Wychodzi na zdrowie.

 

Ludzie Was proszę

Na świecie jest woda

Która nie tylko

Urody doda.

 

Miejcie do wanny

Dostęp swobodny

To są życzenia

Od niemądrej Bognny.

 

P.S.

                To było tyle na ten rok. Goście już prawie na lotnisku, jutro będą u nas więc się odmeldowuję aż do 2016.

Trzymajcie się i wszystkiego naj……:)