„Notre concurrence est le Paradis”.
Takie jest motto Le Bassin d´Arcachon. Podejrzewam, że ta część Francji wygrałaby z rajem chociaż w prawdziwym raju jeszcze nie byłam, ale jak umrę to na pewno tam będę i jak bedą mieli WiFi to napiszę co i jak.

Bez wielu zbędnych słów: Arcachon jest piękne, czyste i widać, że bogate. Kiedyś było to jedno wielkie sanatorium przeciwgruźlicze gdzie naprawdę, ale to naprawdę majętni ludzie zjeżdżali się z całymi rodzinami i leczyli się w domach, a raczej w ogromnych willach. Wille te, wspaniale zachowane, stoją do dzisiaj przerobione na luksusowe apartamenty. Cudeńka architektury.


A w wodzie pływaja takie potwory. Na dodatek każdego roku w innym kolorze.

Francja elegancja.
Zdecydowanie tak. Rozwinęła się tutaj bardzo ładna, gustowna i bez kiczu miejska moda sportowa. Brak wiec sandałów, błyskotek, wysokich obcasów czy wielkich dekoltów. Dobrze wyglądają mężczyźni i jeżeli toczy się po ulicy różowy spaślak w rozciągniętym, rozchełstanym polo, z wielkim brzuszyskiem i w galotach (nie mylić z szortami) to jest to najprawdopodobniej Anglik. Ten ostatni wlecze ze lub za sobą równie urocza partnerkę. A Francuzi? Sama nie wiem co sprawia, że wyglądają tak szykownie. Może to zarzucony szalik, dobrej jakości koszula czy sportowe mokasyny. A może wszystko razem.
Panie ubrane skromnie, ale gustownie. Zadbane i dobrze uczesane. Brak w zasadzie kiczu w mieście.
Na plaży, jak to na plaży. Mało monokini ku ewidentnemu rozczarowaniu mojego męża. Zupełnie nie wiem dlaczego.


Słowem: fajnie, albo nawet bardzo fajnie.
Jedzenie:
Le Bassin d´Arcachon jest absolutną stolicą huitres czyli ostryg. 8/10 zjadanych w świecie tych (rzekomo) przysmaków pochodzi właśnie stąd.

Ja nie jadam, gdyż uważam je za obrzydliwe, ale mój mąż owszem. Może z tego powodu, gdyż ostrygi właśnie uważane są jako afrodyzjak? Ostrygi zjadł, ale szału nie było.
Może trzeba ich połknąć tonę, aby zadziałały?
Nie wiem.

O zaletach blisko położonego Bordeaux nie muszę pisać. Co kawałek rośnie sobie uroczo euro czyli znane w świecie, markowe wino.
Dla ciekawostki:


Tak, tak to jest cena za butelkę,a wino znajdowało się w pobliskim markecie. Dodam tylko, że w Belgii kosztuje ono o 100 euro więcej.
Boże, a ty to widzisz i nie grzmisz!
A suivre…. .