Les vacances.

               No i końcu, w końcu, w końcu także my jedziemy na wakacje. Powiadają, że „stara miłość nie rdzewieje” tak więc po ponad 4 latach nieobecności wracamy do ukochanej Francji. Bardzo, ale to bardzo się cieszę.

              Jedziemy do ARCACHON na ponad dwa tygodnie. Miasto położone jest pięknie, a nasz domek nad prawie samym Atlantykiem.

 

Vacances.

 

                   Btw, jest to ostatni odcinek zachodniego wybrzeża we Francji, którego jeszcze nie zobaczyliśmy.

                  Zostawiam laptopa, bloxa, problemy, a zabieram tylko telefon, parę książek, parę szmat oraz walizkę lekarstw. Aaaa… no i jeszcze i męża zabieram. Albo raczej on zabiera mnie.

Chętnie zostawiałabym gośćca w Belgii, ale ten już jest spakowany i gotowy do drogi. Niestety.

                 Teraz tylko zostały mi ostatnie przygotowania no i te …bagatela 1000 km.włączając w to paryski périphérique. Kto jechał tam wie o czym piszę. Kto nie jechał…niech nie jedzie. Enfer.

 „Doulce France, France jolie,

France d’amour et d’idéal,
Qui, dans ton épique folie,

As fait tant de bien pour le mal.”

(Z netu)

                            To w moim ulubionym, obcym języku. Do dzisiaj żałuję, że nie mieszkamy we francuskojęzycznej części Belgii.

 

Tak więc: au revoir!

                   

Poezja. 6

Poezja. Wyrosło drzewo

 I byłam szczęśliwa.

 Spojrzałam w niebo

 I byłam szczęśliwa.

 

 Kochałam ciebie.

 

 Nagle

 Popatrzyła na mnie

Czarna chmura

Złowrogo.

 

Znowu piszesz?


A kogóż obchodzi poezja?
No powiedz

 

Kogo?


Konserwatyzm myślowy….

…….lub głupota, lub ignorancja, lub wszystko razem. Jak kto woli.

A wszystkie te epitety dotyczą nas, czyli mnie i mojego męża. Zupełnie nieświadomie „uśmierciliśmy” męża siostry naszej serdecznej przyjaciółki.

              Ale ad rem. Kilka dni temu otrzymaliśmy od niej SMS z powiadomieniem o śmierci jej szwagra. Znamy jej siostrę i jej męża oraz znamy jej brata i jego męża. Tak to wieloletnie i przemiłe małżeństwo homoseksualne. Sprawa dotyczy Holendrów, a w Holandii jak wiadomo, gaye mogą zawierać związki małżeńskie. Wiemy także, że pierwszy mąż siostry zmarł na raka. Poruszeni tą niewątpliwą tragedią wysłaliśmy kondolencje i wyrazy współczucia do siostry.

No i co?

Ludzie!

              Właśnie. Jej mąż ma się świetnie i jest w dobrej kondycji, a zmarł, na wylew krwi do mózgu, mąż brata naszej przyjaciółki. A my, myślący inaczej „szwagra” utożsamiliśmy automatycznie i bez zastanowienia z parą heteroseksualną.


Wstyd i hańba po wsze czasy.

I na pohybel nam.

 

UPDATE 17.08.

 

– SMS od przyjaciółki o śmierci jej szwagra

– nasze kondolencje do siostry przyjaciółki, gdyż myśleliśmy, że to właśnie jej (drugi) mąż zmarł

– wiadomość od naszej przyjaciółki, że to zmarł nie ten szwagier, a mąż jej brata

Konkluzja: automatycznie pomyśleliśmy o szwagrze jako o osobie heteroseksualnej.


Czy jest to chociaż troszeczkę bardziej jasne?

 

Het onderhoud.

                 To po flamandzku coś takiego jak „przegląd techniczny”, który właśnie zrealizowałam. Na sobie rzecz jasna.

W ciągu dwóch dni zaliczyłam:

kosmetyczkę – chodzę rzadko, ale czasami przydaje się czyszczenie twarzy

fryzjera – najwyższy czas był, gdyż moje włosy przypominały już lwią grzywę.I tu taka dygresja: siedząc „po wszystkim”  pod suszarką po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się w takiej sytuacji prawie zemdleć i/lub zwymiotować. Ludzie co to ta starość z nami nie wyrabia.

Włos się jeszcze bardziej jeży na głowie.

dermatologa – pękło mi naczyńko krwionośne na nosie, które zostało laserowo (czyt: boleśnie) zamknięte

dentystę – obowiązkowe czyszczenie zębów, którego serdecznie nie-zno-szę

ginekologa – lekarka na szczęście niczego nie czyściła (uffff) tylko pobrała wymaz

 

               No, no. Nie ukrywam, że jestem dumna z siebie jak przysłowiowy paw. Albo i bardziej.


A teraz taka zadbana i wyczyszczona czekam na królewicza. I to niekoniecznie z bajki.

 


Samotnia…..

……. moja powróciła.

To, na co tak często narzekam okazuje się aktualnie balsamem dla ciała i dla duszy. Po odjeździe gości w niedzielny wieczór spałam przez 13 godzin nie słysząc nawet kiedy mąż wyszedł w poniedziałek rano do pracy. Nie słyszałam nawet porannego prysznica, który znajduje się przecież tuż za ścianą naszej sypialni.

               Ale nie narzekam. Wszystko udało się świetnie. Pobyt mojej mamy oraz siostry przebiegł w zasadzie bez jednego nawet konfliktu, co zawdzięczam ogólnie rzecz biorąc, mojej siostrze i…sobie. Obie bowiem jesteśmy inteligentne, rozmowne i dowcipne. O wrodzonej skromności nie wspominając;)

               Mama musiała trochę poskromić w sobie zapędy terrorystyczne, gdyż zna tylko język polski i była całkowicie zdana na mnie.

Czy ja już kiedyś pisałam, że: Language is the power?

No więc jest.

            Teraz mam 10 dni odpoczynku po czym przyjeżdżają, tradycyjnie jadąc do Francji, nasi niemieccy znajomi z Hamburga. Przyjeżdżają na krótko, ale za to licznie, gdyż mają troje dzieci.

             I teraz powiem za Michaelem Jacksonem „This Is It” na tegoroczne, letnie wakacje.


Do kąta…..

                 ……. idzie blog. Nie, nie za karę tylko na odpoczynek. Tam będzie sobie przez jakiś czas wegetował i się ździebko zakurzy. Mama i siostra już siedzą na walizkach i przylatują na 10 dni. Po ich odlocie mamy dwa dni przerwy, akurat na zmianę pościeli i ręczników, i…… mamy nowych gości.

               A my już jesteśmy stand by. Dom wysprzątany do granic absurdu. Menu urozmaicone i rozpisane na każdy dzień. Nawet desery, których my nie jadamy, ale zrobimy jak goście zechcą. Napoje zakupione się chłodzą tak jak powinny się chłodzić. Atrakcje zaplanowane, ale decyzję o ich realizacji podejmą sami goście.


Fajnie? Bardzo fajnie i bardzo się cieszę.

No i ku pamięci:


„Gospodarz powinien spełniać każde życzenie gościa, a gość niczego nie żądać”.

                                                                                             (Z netu).

Amen.


Na wyciągnięcie ręki.

 Na.Wyciągnij proszę  rękę

 I pogłaszcz po  włosach.

 Zapytaj  delikatnie.

 

 Czy to łza?

 Czy to perła?

 Czy to może  rosa?

Wyciągnij proszę rękę

Dotknij delikatnie.

Zapytaj.

 

Czy to bryza?

Czy wiatr?
Czy ty ładnie pachniesz?

 

Wyciągnij proszę rękę

I o nic nie pytaj.

Zasłuchajmy się w ciszę.

A ty mnie dotykaj.
Dotykaj.


Dotykaj.

 

Chorowanie kształci.

                    Jakkolwiek absurdalnie to brzmi taka jest prawda. Dzięki przeprowadzonej ostatnio gastroskopii (bleee) dowiedziałam się, że posiadam Pierścień Schadzkiego. Hm? Że niby co mam?

Pierścień? Jeszcze jeden?

               Ależ ja mam wystarczająco dużo biżuterii.. W życiu o czymś takim nie słyszałam, ale niestety od jakiegoś czasu wyraźnie go czuję. Umila mi on życie dosyć częstymi wymiotami (i nie jest to bulimia), bólem i duszeniem się.

Tak więc zapomnijcie ludzie o studiowaniu, podróżach, czytaniu czy oglądaniu.


Chorujcie, a będziecie tacy mądrzy jak ja. Albo nawet bardziej.